Poprzednie częściLalka

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Lalka 2

Józef Woźniak wessał się w usta androida niczym jamochłon. Nie był w stanie przestać całować Jessie, a jego usta od ciągłego lizania stały się oślizgłe niczym ślimacza noga. Tego mu było potrzeba w tej chwili i niczego nie żałował. Jessie była trochę zdezorientowana. Była tylko maszyną i nie miała wgranych do pamięci danych dotyczących tego typu zdarzeń. Ciężko było jej stwierdzić czy jej się cała ta sytuacja podoba.

Po chwili Józef zaczął schodzić niżej. Zaczął całować jej szyję, piersi, a następnie zaczął rozbierać robota. Myśl, że stoi przed niepowtarzalną szansą uprawiania seksu z żeńską wersją terminatora owładnęła nim bez reszty. Wszystko wydawało się takie nierealne. Słońce, plaża, piasek, woda. Jedyną nietypową rzeczą, która nie kojarzyła mu się ze „Słonecznym patrolem” była Jessie, wyjęta niczym z filmu science-fiction, ale to właśnie ona sprawiała, że miał nieodpartą ochotę na seks. Ciało androida było niezwykłe w dotyku. Skóra Jessie była aksamitnie miękka, pełna blasku i bez żadnych skaz. Pod nią można było wyczuć wspaniałą muskulaturę, choć Józef pieszcząc ciało Jessie zdawał sobie sprawę, że pod jej sztuczną skórą nie znajdują się mięśnie, ale ich odpowiedniki wykonane z włókna węglowego i gumy. Jessie całe ciało miała sztuczne, a pod jej czaszką znajdował się supernowoczesny komputer, jednak jego pociąg i fascynacja robotem były jak najbardziej ludzkie i prawdziwe.

Po chwili obydwoje byli nadzy i leżeli na plaży. Rozpoczął się akt seksualny, który niespodziewanie się zakończył. Gdy tylko mężczyzna włożył penisa do pochwy, ta momentalnie się zacisnęła niczym szczypce. Zdezorientowany Józek poczuł pieczenie, a następnie potworny ból. Widział już co się stało. Android był nieprzystosowany do uprawiania miłości i to było zabezpieczenie. Maszyna urwała mu chuja, a on zaczął drzeć się jak opętany. Z kikuta nie leciała mu jednak krew, tylko lepka zielona maź co tylko pogłębiło oszołomienie chłopaka.

Jedna z podstawowych zasad współżycia ludzi z maszynami została złamana, dlatego penis pozostał w pochwie Jessie, ale dlaczego w jego ciele nie było krwi tylko nieokreślona, zielona ciecz, tego Józef nie mógł zrozumieć.

Chłopak drąc się w wniebogłosy zaczął przysypywać kikut oraz podbrzusze piaskiem, jednocześnie próbując dosięgnąć smartfona, żeby powiadomić bazę o zaistniałym wypadku.

Jessie tymczasem całkowicie się wyłączyła po tym nieudanym stosunku. Wojsko tak zaprogramowało cyborga, aby wszelkie próby seksualne kończyły się natychmiastowym wyłączeniem maszyny.

Woźniakowi udało się w końcu dosięgnąć telefonu. Wybrał numer bazy wojskowej, aby poinformować co się stało.

Tu Woźniak. Jestem ranny. 10-10. Przyślijcie wsparcie.

Przyjąłem. Zostańcie na pozycji. Za niedługo nadejdzie pomoc.

Straciłem prącie. Z kikuta leci mi zielony śluz.

Przyjąłem. Jest coś o czym Ci nie powiedzieli w bazie. Zostań na pozycji. Za niedługo nadejdzie pomoc.

Para leżała na plaży niemal bez ruchu przez kilka minut. Józef cały czas próbował zatamować wyciek z pozostałości członka. Jessie z kolei zaczęła poruszać rękami i nogami, jakby jej się coś śniło.

Nie było jednak im dane spokojnie leżeć i czekać aż przyjdą posiłki. Z prawej strony zaczęły się do nich zbliżać maleńkie ludziki wzrostu lalek Barbie. Wystarczył jeden rzut oka na całą tę defiladę, żeby zorientować się, że ludziki mają złe zamiary i wyglądają złowieszczo.

Jeden z nich miał w miejscu czubka głowy stożkowatą wiertarkę, drugi miał nienaturalnie rozbudowaną klatkę piersiową i maleńką główkę. Jeden z ludzików wydawał się nawet normalny. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak młoda dziewczyna. Klasyczny bob koloru czerwonego, makijaż all night blue podkreślający piwne oczy, okulary, jeansy i bluza, twarz nienaznaczona upływem czasu. Jednak gdy Józek przypatrzył się dokładnie tej postaci zauważył, że jedna z rąk tej postaci to ostrze, a druga hak. Wiedział, że będzie przejebane.

Józek cały czas trzymając się za prącie próbował dotrzeć do karabinu maszynowego, który położył w pobliżu, zanim zaczął całować się z Jessie.

Ludziki tymczasem zbliżały się powoli w kierunku dwójki żołnierzy. Na czoło wysunęła się dziewczyna z hakiem i ostrzem zamiast dłoni. Po chwili postać uniosła hakiem okulary. Nagle jedno z oczu wyskoczyło jej z oczodołu i wylądowało niedaleko coraz bardziej przerażonego Woźniaka. Nie minęła chwila, a karły znalazły się przy Józku i Jessie. Krasnale były bardzo agresywne. Zaczęły gryźć Jessie po nogach i rękach, przez co ta momentalnie się obudziła i zaczęła strącać liliputy. Józek miał mniej szczęścia, bo zaatakowały go jednocześnie dwa knypki, wspomniana karlica z narzędziami zamiast rąk oraz knypek o małej głowie. Mężczyzna czuł się kompletnie zdewastowany. Nie dość, że musiał uporać się z utratą kutasa to jeden z karłów wbił mu z nogę hak, a drugi okładał go bez litości potężnymi pięściami.

Jessie tymczasem wstała i zaczęła kopać liliputy, które po każdym kopniaku odlatywały na dużą odległość. Dziewczynie udało się chwycić karabin maszynowy, dzięki czemu przetrzebiła towarzystwo. Po chwili padła na kolana. Potwór ze stożkowatą wiertarką w miejscu czubka głowy przewiercił się przez jej łydkę, co spowodowało upadek cyborga, wyciek krwistego koloru mazi oraz błysk elektryczny. Dziewczyna nie mogła darować tej zniewagi. Chwyciła karła za nogi i rzuciła nim niczym młotem w stronę jeziora. Potwór wylądował w wodzie. Jessie nie miała czasu na rozmyślania co się dzieje i dlaczego się dzieje. Zaczęła strzelać niczym opętana w stronę ludzików. W końcu na jej celowniku znalazł się małogłowy siłacz, który otrzymawszy serię z karabinu upadł na piasek.

Po kilku minutach od ataku żołnierze zyskali nieoczekiwanego sojusznika. Z piachu wyłonił się ogromny wąż, przypominający pytona indyjskiego, ale znacznie od niego dłuższy i większy. Wąż zbliżył się do jednego z karłów, uniósł głowę, po czym ją zniżył, otworzył paszczę i połknął knypka. Pozostałe karły widząc co się dzieje zaczęły uciekać w kierunku drzew, jak najdalej od plaży. Wąż przyglądał się dwójce zranionych, syczał i unosił głowę. Nagle zdumionej dwójce zakomunikował:

- Moi drodzy. Zaufajcie mi. Możecie spać spokojnie, wiedząc, że jestem w pobliżu. Zapadnijcie w cichy sen. Zostałem wezwany na polecenie waszego dowództwa, aby wam pomóc. Teraz możecie się zrelaksować niczym ptaki w gnieździe. Zamknijcie oczy i mi zaufajcie. Nic wam teraz nie grozi.

Słysząc te słowa Józek i Jessie odetchnęli głęboko, ale za nic w świecie nie chcieli iść spać. Położyli się jednak, przymknęli oczy i czekali na dalszy rozwój wydarzeń.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • NinjaC 3 miesiące temu
    Jest jazda, jest groteska. Ja bym skrócił opisy i trzymał narrację w głowie Józka.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania