Landrynkowa etiuda
Przeciąg hulał po strychu wzniośle,
Okienko roztrzaskując w drobny mak.
Nikt o tym nie wiedział i wiedzieć nie mógł,
Że to był magiczny czas.
Szukając łuski w portfelu,
Okiem rzuciła ku wiosny promieniom,
Gdy śnieg przeplatał się ze słońcem
W nieustannym, landrynkowym tańcu.
A kiedy czas dobiegł końca,
A układanka, niczym puzzle,
Znalazła wreszcie swój wzór,
Wrzuciła wszystko do worka
I słodko poszła sobie spać.
Komentarze (5)
Dobranoc.🙂
❤️y
Wydawało mi się przez chwilę, że ktoś za mną w deszczu podąża.Cuda nie zwidy😉
a chcesz na zawsze?
Marabut i tylko w espedrylach mogę:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania