Landszaft pandemiczny

szklą się listki zetlałe czerwień buków odpada

park w błękitnym polarze cierpnie głóg z berberysem

dzień wysysa świetlistość zmrok po cieniach zakrada

 

w farby niebo przemienia i zmarznięty półksiężyc

szepty szumy półgłosy przykręcony wodotrysk

lśni zetlałe listowie w szkarłat buków rozpada

 

twój kapelusz burgundem czarny płaszcz rękawiczki

tłem dla myśli przechodnia gdy popatrzył ci w oczy

światło dnia się zasysa a zmrok w cieniach zakrada

 

ponad maską jak czador jasne czoło zbrużdżone

tym co dzisiaj przyniesie na zielone "pojutrze"

skrzy zetlałe listowie w koral buków upada

 

w rozrzuconej przestrzeni gdzieś pomiędzy steczkami

złote włókna pajęczyn: właśnie pora zmierzchania

dzień zasysa świetlistość zmrok wśród cieni się skrada

 

bohomazem listopad: jakiś taki jaskrawy

choć złocienie przemarzły i miechunki rozeschły

szklą się listki zetlałe czerwień buków odpada

dzień wysysa świetlistość zmrok po cieniach zakrada

 

21.11.2020

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • laura123 6 dni temu
    Villanella... cudnie! 5
  • befana_di_campi 6 dni temu
    Ooo, dziękuję :)
  • Morus 6 dni temu
    Od tych kwiatków to się kręci człowiekowi w głowie. Czy pani pracuje w ogrodzie botanicznym? Za wiersz daję 5.
  • befana_di_campi wczoraj o 18:05
    Nie, ale kocham roślinki wszelkie i ziółka :-D

    Serdecznie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania