Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Lasy Mgły - Rozdział 1

Ziemia Cieni 

 

- Aaaaaa!!!- obudziłam się z wrzaskiem i cała przemarznięta. 

Zapewne dlatego że od kilku dni śpię na gołej ziemi pod gwizdami, a to wszystko dla jednego listu. Dla cholernego listu , który muszę dostarczyć Królowi Morenowi. Król Moren to wspaniały władca, i jednocześnie debil nad debilami. Ignorować tak ważne sygnały świadczące o tym że nasz sąsiad wybiera się na wojnę z nami. No jeżeli to nie jest szczyt debilizmu ,to nie wiem co nim jest.  No ale władców się nie wybiera…  

Bycie posłańcem z Lasów Mgły ma swoje dobre i złe strony. Nie musze siedzieć w domu i wysłuchiwać wrzasków małych wredot łażących tu i tam. Ale trzeba za to spać na gołej ziemi. Tak zwane „coś za coś”. Wynagradzają to widoki, o tej porze roku Królestwo Słońca jest pięknie. Dziś zatrzymałam się na noc na wzgórzu Handell. Ale żeby tu zebrać chrust na opał to cholera jasna trzeba z tego wzgórza zleźć i iść jeszcze jakieś 20 minut. Niefortunne położenie na pustkowiu sprawia że w promieniu 2 kilometrów nie ma ani jednego krzaka na ścięcie do opału. No ale jakoś udało mi się to… po raptem 40 krokach. Haha trzeba być mną, nie bez powodu jestem dzikim elfem. Ognisko już jest… Uff, teraz trzeba wypatroszyć tego królika upolowanego pod lasem Dzikich Sosen. I gotowe kolacja jest, ognisko jest. Jedząc podziwiałam zachodzące czerwienią słońce nad pustkowiem. Wzgórze to miejsce strategiczne na pustkowiu, pozwala obserwować okolice i nim wróg się zbliży zdążę go zastrzelić i padnie trupem. Jutro czeka mnie długa droga list ma być dostarczony jak najszybciej. Rano trzeba wstać o świcie , bo inaczej mogę nie zdążyć przed nadejściem wroga od strony wschodniej granicy a wtedy będzie z nami bardzo źle. Nasze wojsko nie było trenowane od lat … panował tu wieloletni pokój z sąsiadami póki w Królestwie Księżyca nie nastąpiła zmiana władców w tajemniczy sposób. To znaczy każdy wie że jeden z doradców zabił króla Mirona a potem ogłosił się władcą tych ziem z powodu braku potomka królewskiego rodu. Lecz żaden z władców nie powie tego na głos, gdyż od razu pokój zostanie zerwany i wojna rozgorzeje na dobre nie tylko w naszym królestwie. 

₰ 

-Ireth … Ireth …- szpetał głos  

-Ireth…kochana choć do mnie-podpowiadał kobiecy głos 

-Idę mamo. 

-Ireth kochanie czemu jesteś ubrana w łachmany? 

-Mamo ja odchodzę, muszę stąd wyjechać. 

-Ale jak to córciu ? Wyjechać tak po prostu? Gdzie pójdziesz dziecko drogie jesteś tak młoda, jak ty sobie poradzisz? 

-Mamo … ja muszę, nic mnie tu nie trzyma nie mam po co zostawać. Poza tym chcę zobaczyć świat , nic poza lasem nie widziałam chyba że wojnę.  

-Och! Skarbie masz 17 lat… ale masz rację. Jedź zobacz świat, zobacz to czego ja nie mogłam. I choć całym sercem chcę Cię tu zatrzymać wiem że i tak postąpisz jak zechcesz. 

-Mamo ja nie odchodzę na zawszę,wrócę tu obiecuję Ci to…  

-Nie kochanie, nie wrócisz . Wiem to, jestem Twoją matką i znam Twoją naturę. Zresztą nie wiem czy będziesz miała już do czego wracać kochanie… 

-Mamo o czym ty mówisz?!!!- zapytałam ze łzami w oczach 

-Żegnaj kochanie. Kocham Cię pamiętaj.- Nitha zaczęła się oddalać 

-Mamo… !!!!!! 

Obudziłam się oblana potem, już świta powinnam ruszać. Nie lubię tego snu nawiedza mnie od kilku tygodni, gdy wyjeżdżałam nic takiego się nie działo wszyscy spali smacznie. Tak prawda uciekłam z domu , ale co miałam zrobić ? Matka nie puściłaby mnie w świat  a  ja nie potrafię żyć zamknięta w Lesie Słońca.  

Swoją drogą nazwa dość komiczna bo odkąd pamiętam promienie słońca nie przebijają się przez gęste korony drzew, już od wieków. Panuje tam wieczny mrok nawet najstarsi mieszkańcy tego lasu nie pamiętają widoku słońca na bezchmurnym niebie.  

Zaraz a gdzie Szept? Co tam leży na trawie, czy to… nie to nie może być prawda?  

-Szept!!!! 

Nie no nie tylko nie koń, wszystko tylko nie koń. Chwila mam łeb a gdzie reszta zwierzęcia, pewnie to coś co odgryzło mu głowę porwało ciało. Tylko co to było nigdy nie widziałam takich poszarpań przy ranie. Jak gdyby to był Niedźwiedź z Gór Skalistych, co on tu robi , zwykle nie zapuszczają się tak daleko. Co ja gadam nigdy się tu nie zapuszczają to przecież nizinne tereny nie przeżyją tu zbyt długo. Coś musiało je wygonić z Gór… tylko co jest na tyle groźne by przestraszyć te bestie? Cóż nie czas mi się teraz nad tym zastanawiać mam jeszcze dobre trzy dni drogi do najbliższego miasta, a co tu mówić o dotarciu na zamek królewski na drugim końcu królestwa. W taki wypadku mogę nie zdążyć do Króla na czas by przekazać mu widomość, chyba że… cóż nie mam wyjścia tylko czy Sokoły będą chciały pomóc? 

Trzeba ruszać, po tym jak wróciłam na wzgórze i zrobiłam co trzeba by nie zostawić śladów ruszyłam w stronę Gór Skalistych, do miasta położonego w przeciwnym kierunku niż kierunek mojej podróży. Czas ruszać do Miasta Skał.  

 

Góry Skaliste

 

Karczma pod Kuflem nazwa trafiona w dziesiątkę. Brudno, parno i wszędzie pijani goście ledwo trzymający się na nogach. I Tylko nowo przybyła postać siedzi w kącie w czarnym płaszczu i nawet nie drgnie. Podejść spytać co podać czy może zaproponować pokój, a ki czort wie.  

-No co tak stoisz leniwa babo za co ja Ci płacę, nowy gość przyszedł to idź go obsłużyć!!! Jazda!!!- wkurwiający szef tylko się drze na wszystkich. 

- No już idę szefunciu, już idę – do takiego to trzeba grzecznie bo jak nie to pozamiatane po całości 

No cóż to idziemy.  

-Co podać?– zapytałam z najdzieją że śpi 

-A co macie dobrego do jedzenia?- odpowiedział przybysz, a raczej przybyszka 

-Cóż… dziś mamy kaczkę i piwo.  

-Dawaj umieram z głodu. A macie tu jakieś wolne pokoje? 

-Nie wiem.- w tym momencie zobaczyłam jej młodą zmęczoną długą podróżą twarz. Była piękna miała ostre rysy twarzy, którą oplatały gęste, falowane, kasztanowe włosy. Jej oczy były zielono-brązowe niczym kora drzew w słoneczne dni, jednak było w nich coś dzikiego, nieokiełznanego. Była elfem, dzikim elfem to widać… ubrana w czarny płaszcz z łukiem na plecach i skórzanym kołczanem u pasa, zielone skórzane elfie spodnie, w wysokie buty ze zdartą od podróży podeszwą wyglądała marnie lecz skutecznie odstraszała od siebie nieproszonych gości. 

-Poczekaj biedulko skąd ty się do nas włóczysz?-spytałam , bo tylko idiota nie zapyta. 

- Z Pustynnej Równiny, przybywam na pieszo bo coś zeżarło mi konia po drodze. Tak więc dobra kobieto daj mi w końcu jeść i daj pokój, bo jeśli nie to osobiście wypruje flaki każdemu kto mnie wkurwia. 

- Już, już idź na górę pokoje dla gości są po lewej stronie zaraz przyjdę z kolacją. 

₰ 

Pokój, jak pokój w każdej karczmie obskurny i stęchły. Usiadłam na łóżku zdjęłam łuk, płaszcz, kołaczan, buty i położyłam się na łóżko. 

- Łóżko … w końcu- westchnęłam z ulgą  

Usłyszałam pukanie do drzwi, to zapewne ta gruba karczmarka która przed chwilą koniecznie chciała wiedzieć skąd jestem , dlaczego tu jestem i czy przypadkiem nie zbiję kogoś z łuku.  

- Wejdź proszę- powiedziałam spokojnie 

Drzwi otworzyły się i poczułam zapach jedzenia tak dobrze mi znany z domu. Czyżby to możliwe, nie raczej nie… 

-Przyniosłam Ci coś co będzie Ci smakowało- odparła z uśmiechem 

-Dziękuję- odparłam  

-Czy możesz tu ze mną posiedzieć potrzebuję towarzystwa normalnych ludzi? – zapytałam mając nadzieje że dziewczyna się zgodzi 

- Tak, pewnie że tak, chociaż nie wyglądasz na taką która lubi ludzi.- odpowiedziała karczmarka lekko zdzwiona 

- Czy ty jesteś krasnoludem? Może mówię to zbyt zuchwale ale lubię krasnoludy. Tylko dzięki wam i naszym braciom to królestwo jeszcze stoi. 

- Tak, pochodzę z rodu krasnoludów. Mam na imię Zarona po Babci.- Odparła z uśmiechem 

- A ty jak się nazywasz? Kim ty jesteś raczej nie stąd młoda co?- spytała 

-Nie, nie stąd pochodzę z Lasów Mgły. Mam na imię Ireth.  

-Ireth … ładne imię. 

-Dziękuję. To jest naprawdę pyszne, moja mama takie robiła.- odparłam rozmarzając się trochę. 

Rozmawiałyśmy z Zaroną do zachodu słońca. Polubiłam ją, jest inna, bardziej życiowa. Dużo się od niej dowiedziałam o tutejszych terenach. Muszę się jej spytać czy nie potowarzyszy mi w wyprawie. Miło jest mieć do kogo gębę otworzyć po całym dniu podróży.  

No i przyda mi się ktoś kto umie gotować, bo ja poza królikiem nic nie umiem zrobić. 

Po kolacji poszłam się umyć, i już kładłam się spać gdy nagle… na dole usłyszałam krzyk myślałam że to jacyś goście się awanturują do chwili gdy w całej gospodzie nie rozbrzmiał krzyk Zarony. Założyłam buty i chwyciłam noże u pasa, łuk i strzały. Gdy zbiegłam na dół wszędzie było pełno dymu, ledwo co widziałam. Nie było mowy o strzelaniu mogłam trafić niewinnych. Wyjęłam nóż i sztylet do obu rąk i ruszyłam przed siebie. 

-Zaora schowaj się! Razem z gospodarzem!! – wrzasnęłam . 

Dziewczyna była w szoku, nie wiedziała co robić, zeszłam na wysokość kolan i podbiegłam do Zaory. Powaliłam ją na ziemie, ocknęła się. 

-Zaora weź gospodarza i uciekajcie stąd natychmiast!!! Ja się nimi zajmę.  

W tej samej chwili poczułam jak coś szarpnęło mnie do tyłu i powaliło na ziemię. Odsunęłam się na bok i wstałam. Dym wywietrzał już przez drzwi gdy goście uciekali, to mi wystarczyło. Zobaczyłam dwóch mężczyzn którzy szli w moją stronę. Jeden trzymał w ręku miecz dwuręczny, drugi był bez broni wypadła mu gdy się potknął. Rzuciłam sztyletem trafił w głowę i miecz razem z właścicielem bezwładnie opadł na ziemie. Miałam niestety większy problem pachołek który nie miał broni już ją znalazł. Teraz kierował się w moją stronę z uśmiechem na twarzy i toporem krasnoludzkim w ręku. Swoją drogą typek niezbyt przyjemnie wyglądający nie mógł go dostać za zasługi wobec swojego ludu na wojnie. Cofając się natrafiłam na stół nad stołem wisiała lina od żyrandolu. Miałam do wyboru zabić tego typa albo dowiedzieć się czemu to zrobił. Dłużej nie myśląc wskoczyłam na stół i odczekałam udając przerażenie aż ofiara podejdzie w odpowiednie miejsce. Gdy już typek stał u celu nożem trzasnęłam w ścianę i lina pękła od razu. Żyrandol spadł z wielkim hukiem i przygniótł pachołka. W tym momencie weszła z zaplecza Zaora, gdy zobaczyła ciało stanęła przerażona. Wiedziałam o co jej chodzi dlatego odezwałam się pierwsza: 

- Nie miałam wyjścia inaczej ja bym zginęła.  

Jej wzrok powędrował na ciało pod żyrandolem. 

- Żyje, muszę go przesłuchać. 

- Naprawdę nie możesz go puścić wolno? 

- Nie, nie mogę. –odparłam stanowczo- Musze się dowiedzieć co się tu dzieje, w poprzedniej gospodzie parę dni na północ stąd też była taka sytuacja ale tam oprawcy mi uciekli. 

- Myślisz że to ma ze sobą jakiś związek? 

- Nie wiem… dowiem się tego ale jutro. Teraz pozbądźmy się ciała, a tego drugiego wezmę do siebie do pokoju i zajmę się nim jutro rano. 

- No to do roboty. – stwierdziła  

Po tym jak pozbyłyśmy się ciała, zawlokłam pół przytomnego bandziora do swojego pokoju i tam związałam go porządnie i zeszłam na dół by pomóc powiesić żyrandol. Karczma została doprowadzona przez nas do stanu z przed zdarzenia. Dziwiło mnie że budynek nie jest spalony wewnątrz, ale Zaora stwierdziła że dym wziął się z palących się na zewnątrz snopków , ugasiła je gdy tylko wyszła na dwór. Dzięki czemu polepszyła się widoczność. Nie pasowało mi w tym to że takiej akcji nie robi się z zaskoczenia. 

- Wiesz co wydaje mi się że ktoś ich tu po coś przysłał.- stwierdziłam do Zaory gdy piłyśmy piwo przy stoliku 

- Jak to przecież tu nie ma nic cennego, to po co by ich tu ktoś przysyłał?- spytała. 

- Cóż ty może nie masz tu nic cennego, za to ja tak. – Odpowiedziałam ziewając. 

- Cóż idę spać jutro trzeba przesłuchać tego opryszka. Dobranoc.- odparłam wstając 

- Ireth zaczekaj! 

- O co chodzi Zaori? 

- Nie będziesz się bała z nim tam spać?-spytała zaciekawiona 

- W więzieniu byli gorsi. Nie martw się dam sobie radę.- Odparłam i udałam się na górę do pokoju. 

 

~~ Ireth

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • asia 21.07.2017
    Super książka przeczytała bym dalszą część książki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania