ławka
na ulicy słońce dopieszcza zmarznięte gołębie
obiecując bardziej zieloną trawę
i więcej ziaren
na zniszczonej ławce dłonie poszarpane od wspomnień
wyczuwają najmniejsze pęknięcie
chropowate drewno milczy
nieskłonne do pogawędki
a przecież nie ma nikogo innego
kto poprawi futrzany kołnierz
i wysłucha paru skarg zanim przymarzną
do wytartej ławki
tylko gołębie z oddali wpatrzone w ostatni kawałek
prawie suchego chleba
też bezdomne
bóg dziwnie dobiera kompanów
między starym chlebem a ptasimi skrzydłami
snują się słowa podszyte
zziębnięta nocą
Komentarze (1)
Cała reszta tez :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania