Pixele

Kiedy zatrzymujesz pixele jeszcze nie wiesz czy światło szczytuje, wypala do szpiku cynkowej bieli czy zwinęło rolkę z planu na przewidzenie.

Stoisz na bezdechu, pozwalasz się przydusić ciszy poduszką z piersi. I tak udajesz manekinowego trupa, ale nie stygniesz jak galaretka w lodówce. Jesteś tuż aż... zagapienie się. I prosisz o stoper i o sekundy i już...

Strzelasz i gdy już klapnie lustro, niezbiciem.

I to już, nie do powtórzenia, a ty w tym otworku wielkości tęczówki.

Właśnie odbiłeś uczucie – krzycz, już mi nie uciekniesz.

Nie potrzebuję ciemni do wywołania. Bo jesteś.

Kolorem na żywym tonie, balansem, przesłony mrugnięciem.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania