Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

LBnP (-3) GRWM

Czy przychodzą do ciebie takie dni, że chcesz wszystkich pieprzyć i tylko rozmiar tego wyzwania powstrzymuje przed wyjęciem fiuta? Tak właśnie jest ze mną, a jeśli chcesz poznać dzień z mojego życia usłanego butelkami, to nie miej pretensji, że nie ostrzegałem. Ta historia jest tak boleśnie pusta, jak flaszka po Soplicy. Choć pewnie Jacek nie zgodziłby się ze mną, bo w pustce można odnaleźć cały świat. Zatem zapraszam do mojego.

 

Zacznę od tego, że mieszkam w działkowej altanie i zastanawiacie się pewnie, jak wygląda życie na działkach. Otóż najgorzej jest nad ranem, gdy kac strząsa z powiek mgłę, a ta cholera osiada na trawie i pustych flaszkach na tarasie. Czasem jest tak gęsto od mgły, że przez okna można zobaczyć fioletowe ryby. W ich matowych oczach nie widać świateł poranka. Denaturat także nie daje ciepła, tak potrzebnego, by wstać do sklepu po piwo.

 

A chuj! Dziś jeszcze nie umieramy. Życzę miłego, pykniczego dnia - krzyczę do wszystkich pięknych istot, które w blokowych klatkach zabijają smród aromatem kawy. Niech myślą, że to najpiękniejszy zapach. Ja wolę swój, przynajmniej mnie nie oszukuje. Co z tego, że śmierdzę i jak kobiety nie podkreślam szminką krwistości łona? Niegrzeczni chłopcy mówią: „so what” i niewątpliwie się nie mylą. Ale dość tych rozważań, pora wstać, bo z radia wyje zwierzę mariackie.

 

Dzień zaczynam w południe od dwóch złotych myśli, które w czasie porannych medytacji wyskoczyły jak dżin z butelki. Pierwsza jest ludowa, a druga byle jaka, wschodnia jak dynks z Pawłówka. Pierwsza mówi o tym, że nigdy nie jest za późno, by iść położyć się w rowie i przespać resztę życia. Niestety, nie pamiętam drugiej myśli, ale wkrótce planuję filmik pt. „Na szlaku ławek, czyli tam, gdzie piją delfiny”. Trzymajcie rękę na pulsie, dajcie suba i podbijajcie.

 

Na moim kanale youtube mam tysiąc nieprzeczytanych komentarzy. Na szczęście nie jest to żadna święta liczba, inaczej dałoby mi do myślenia. Tymczasem patrzę, jak deszcz kapie z oberwanej rynny i jeszcze staranniej ukrywam przed mądrymi słowami i ludźmi z pasją. Tak, jestem uciekinierem i degeneratem. Kumpel Bachleda mówi, że otrzymałem zbyt wiele - fakt, trochę tego było do zrzucenia z ramion, by móc jak ptak ukryć się przed deszczem w altanie na działkach.

 

Dobra, pora ruszyć dupę i iść do sklepu. Właśnie mijamy staw miejski w Otwocku. Dalej trzeba wejść do parku na Placu Wolności i przez domek łabędzia dać susa, by znaleźć się w innej rzeczywistości. Widok emerytów na parkowych ławkach mnie przygnębia. Ian Dury miał rację, że powinno umierać się młodo. Patrzę na tych biedaków i wiem, że ich łódka nigdzie już nie popłynie. Doskonale natomiast nadaje się do gnicia na mieliźnie i udawania, że wcale nie czują się chujowo.

 

Wódka w parku wypita to za mało, by zmieniło się coś. Do tego potrzeba przynajmniej dwóch flaszek. A swoją drogą ciekawe, jak wygląda rzeczywistość bez wyobraźni. Po pierwszym łyku czuję rozkosz. Po drugim wracam do siebie. Magiczne chwile na działkach, słońce całuje mnie po szyi. Na tarasie ogrodowej altany pijemy wino z kumplem Bachledą i Łysym. Jest balon porzeczkowego, są fajki i wonne kadzidła do rytuałów powitań i pożegnań pieprzonych dni.

 

Lubię czerwoną oranżadę do wódki, lubię w sklepiku na działkach kupować groszki „kłik kola” i piwko przy szachowych stołach z lipowych pni. Kapsle z napisem „Szozda”. W czasie, gdy wy popierdalacie w robocie, ja postanowiłem odpocząć od stresującego życia. W mojej duszy nikt nie gra mazurków. Bóg uśmiecha się sympatycznie, a kiedy flaszki mówią do mnie „cześć”, zaczynam ufać w wielki plan istnienia. Jestem jako te lilie polne, albo niebieski ptak.

 

Wieczorem wypalam papieroska. Lenon miał rację, jestem pieprzonym dzieckiem natury. Uwielbiam opuszczone miejsca. Jest tyle dróg i miejsc, a ja nie lubię czekać, bo moja dusza wciąż ma skrzydła. Niepokój sumienia, łzy, te głupie rzeczy przypominają mi tresurę, której jesteście poddawani. Prawda jest taka, że dobrze nic nie mieć, prócz internetu i pary cycków, w które można się wtulić. Jeszcze jeden łyk dynksu. Czuję, że od błękitu poezji dzieli mnie jeszcze jeden łyk.

 

Na kolację ścinam grzyby ze ściany. Boże, miej mnie w opiece. Nie znam tego gatunku, lecz wierzę, że wszystko, czym mnie obdarzasz, jest dobre. Podsmażam je na psim smalcu, podobno dobrze robi na prostatę. Hej, ludki, wiem, że czasem jest wam ciężko, że chcielibyście wszystko zostawić i być wolnym. Pamiętajcie, że nie jesteście sami. Macie choćby mnie, swojego internetowego ludka, który dobrze wie, czego wam trzeba i tylko czasem udaje głupola, byście nie czuli się samotni.

 

Gadamy o pierdołach, silimy na wielkość uczuć, a na moim śmietniku ktoś namazał kredą, że potrzebuje bliskości. Wszystko, co powiedziałem, to prawdziwa mowa dharmy. Fajnie, że to oglądacie, za co wielkie dzienks. Niech to uczucie bliskości nie opuszcza żadnego usera mojego kanału. To miejsce jest dla was, dla nas, dla mas. Mówmy o sobie i do siebie jak najwięcej. Poczujmy, że nie musimy już nigdzie iść, wracać do domu, bo dom jest tu, na wolności.

 

Posłuchaj pieprzonej dharmy. Zanim zacząłem żyć na śmietniku, chodziłem od „należy” do „powinieneś”. Teraz jestem wolny. Tu, na wolności, jest i dla ciebie miejsce, mój dzielny rumaku. Twoje chrapy jeszcze zaznają wiatru i wypełnią pierś słowami bez znaczeń. Ufaj i porzuć smutek. Zrób naleśniki, albo co. Poczytaj Majakowskiego. Tylko błagam, już nie myśl o tym, dokąd masz iść. Tam nie ma nic więcej, niż to, co ze sobą niesiesz.

 

Kończę swój denaturat. Znowu kupiłem za mało. Chwile utraty świadomości są coraz krótsze, powroty bardziej bolesne. Kiedy skończy się renta nie wrócę do fioletowej krainy szczęśliwości. Zostanę po drugiej stronie mgły, w krainie zwykłych ludzi. Walę się na wersalkę i puszczam do snu bąka. Być może nic nie posiadam, ale nie jest to powód do egzaltacji. Na koniec taka myśl: zastanawiam się, czy kurwa nie odstraszy widzów.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Starszy Woźny 2 godz. temu
    5, i w ogóle.
    NO!
  • Beloniusz godzinę temu
    Wielkie dzienks i merci, że jesteś tu. Na zdrowie.
  • JagVetInte
    Technicznie spoko.

    Ale inspiracja. Mam wrażenie że czytam poprzedni utwór po aktualizacji czasu i rzeczywistości.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania