LBnP – 8 – Ostatnia przygoda

W oczach szarych jak Stefana, smugi na Flandryjskim niebie nie różniły się niczym od moich własnych, owszałych rzęs. Byłem pewien, że gdybym spytał o opinię któregokolwiek z moich współtowarzyszy, powiedziałby to samo. Ciężko było o czystsze oczy w Bayernwaldzie – cały Stefan, to był czysty jak łza, może przez to, jak często płakał. A płakał częściej niż szczał; takie pokłady wody się z niego wylewały, ino tylko wspomniało się o jego rodzinnym Lindau. Oczywiście, tym, kto wspominał, był sam Stefan - nikogo raczej nie obchodziło jakieś bawarskie wypiździejewo, gdy chłód nakręcał głód, a głód nakręcał chłód. Ale może i ta prowizyjna ckliwość ratowała go przed najgorszym - ślepotą, przesuszeniem, oglądaniem tego, jak Egon krztusi się własnymi wymiotami i innych ekscesów.

"Julian, jakbyś tylko zobaczył klasztor, przy skwerze. Mieszkałem tam kiedyś. Jest tam piekarnia, przy tym klasztorze, zawsze z rana ojciec wstępował, z nocki, nam przywoził świeży chleb. Albo jeszcze lepiej, na rynek, cobyś poszedł, zawsze się tam przeróżni kramarze wystawiali. Cygany i inne, ale ojciec to się z nimi dogadywał dobrze. On kiedyś z Cyganami po Budapeszcie się szwędał, Cyganami i Polakami. Mamę tam też poznał."

Tak gadał Stefan i gadał, póki sam nie zaczął ryczeć – a jak i on ryczał, to i nam się chciało. Z początku, bo chłopak nie kamień i tęskno mu – do mamy, do domu, czy nawet do pierdolonej katedry. I tak nie jestem katolikiem. Ale słuchając tego z dnia na dzień, czy to z dala od trenczu, czy to w trenczu - łzy owe zamieniały się w owoce frustracji, nawet nie powoli. I czasem człowiek miał ochotę usiąść na tej pyzatej mordzie, stłamsić tę gadaninę coby tylko mieć święty spokój. Dnie i noce, noce i dnie, w kółko.

Jakimś cudem wilgoć, chłód i pragnienie wpędziły nas w błędne przekonanie - nauczyły tęsknić do dźwięku moździeży bardziej, niż mżonek Stefana. Gdzieś, na całym tym śmierdzącym dnie i w sześciu metrach mułu – nie niesprawiedliwość budziła we mnie nagorszą agresję, a ludzka tęsknota i potrzeba połączenia. W Stefanie denerwowało mnie wszystko, ale nie był to zły facet.

Dlatego też, patrząc mu w oczy z tak bliska, sam nie byłem w stanie wydusić ani słowa. Egon kiedyś powiedział, że nie są szare – tylko lustrzane; magiczne. Oczy o kolorze błękitnego nieba w Zonnebeke czy czystego śniegu przy dworcu w Berlinie; czarnego błota pełnego sadzy i zielonej trawy, kiedy podnosił się nade mną podczas treningu – po złamaniu nosa.

I teraz – brązowe – takie jak moje, gdy się w nie wpatrywałem, intensywniej niż kiedykolwiek.

– Napij się wody, młody. – Jonas odpalił kawałek papierosa, który nosił wciśnięty głęboko, w najbardziej suche miejsce swojego munduru. Na czarną godzinę mówił. Jedyne, co byłem w stanie poczuć, to pstryknięcie w tył głowy.

– Zwariował. Tak to jest, jak gorączka bierze. - głos Wernera zaleciał gdzieś z mojej prawej. Chropowaty jak papier ścierny, lepki jak soczewica. Nie znosiłem tego północnego zaciągu. – Daj mu trzy dni i nie trzeba mu będzie ni gazu, ni kulki.

– Skleiłbyś swoją rozkłapaną pizdę Farlant. - Pierwszy mężczyzna rzucił, bez żadnego żaru. Był teraz bliżej.

– Zobaczysz.

"Julian, ja to chciałbym kiedyś się do Londynu wybrać. Wiesz, jakich tam rzeczy uczą? Mama byłaby taka dumna, chyba by się popłakała z radości. Mówiła, że mamy tam daleką rodzinę, wiesz? Dużo kuzynek. Ponoć dziewczyny z Londynu to inna liga - tak mówił wujek, co tam mieszka. W sumie to pisał. Nigdy go nie spotkałem, ani nic. Pisałem do niego przez ostatni rok, ale nie odpowiada. Jak wrócę, to spróbujemy zadzwonić."

***

We włosach blond jak Juliana, sadza osadzała się dużo szybciej, przynajmniej tak to wyglądało. Byłem pewien, że gdybym spytał o opinię któregokolwiek z moich współtowarzyszy, powiedziałby to samo.

– Napij się wody Jonas. - Wymruczał do mnie Werner, dźwigając pięćdziesiąt cztery kilo nieruchomej wagi, samemu chwiejąc się na obolałych nogach. – Mamy nadmiar.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Domi123 3 tygodnie temu

    Dobre, mocne, autentyczne. Tekst z ulicznego brudu i ludzkich nieszczęść - z miejsc, gdzie jest najwięcej do opisania.

  • czrtt 3 tygodnie temu

    Dziękuję bardzo Domi! Mam nadzieję, że za bardzo Remarquem i Engelkem nie ciągnie, bo nie powiem, że się nie inspirowałem. Bardzo lubię tematykę młodości i naiwności przekłutej w żal nad losem i przyszłością, wojną nie wartą zachodu.

  • droga_we_mgle 3 dni temu

    Bardzo dobre. Po prostu. Zachęciłeś mnie do zapoznania się z innymi Twoimi tekstami (choć może minąć trochę czasu, bo to ja)

    "owszałych rzęs" - pierwsze słyszę takie określenie. W sensie że "zawszonych"? Chyba że to ma być neologizm albo po prostu to słowo istnieje ale go nie znam.
    "chłód nakręcał głód, a głód nakręcał chłód" - bardzo podoba mi się to sformułowanie
    mrzonki, nie mżonki

    Pozdrawiam :)

  • czrtt wczoraj o 22:38

    o, dzięki wielkie za zwrócenie uwagi!
    czasem przy pisaniu na telefonie zdarza mi się strzelić parę gaf, a żem dość narwany, to też często wstawiam bez pomyślenia. Bardzo dziękuję za poświęcony czas <3

  • C₁₂H₂₂O₁₁ wczoraj o 14:34

    Jeśli dobrze odczytałam miejsce...
    Trudny fragment, potworne wydarzenia.

  • czrtt wczoraj o 22:43

    dziękuję!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania