LBnP - (minus trzy) - Koszt cudu
Krok za furtkę. Zapach fermentacji uderza natychmiast, ciężki i słodki, aż kręci w nosie. Padła śliwka. Dobrze, że było jej niewiele, choć to marne pocieszenie. Trawa chrupie pod nogami, sucha na wierzchu, wilgotna bliżej ziemi. Zgniłe gruszki wiszą na suchych drzewach jak zapomniane resztki czegoś, co jeszcze niedawno miało sens. Kolejny cios. Szło na nich zarobić.
Przecież wczoraj wszystko było zdrowe. Przecież nic nie zapowiadało takiego końca. Czereśnia.
Z daleka wyglądała w porządku. Korony drzew wciąż stały, liście jeszcze się trzymały. Ale wystarczyło podejść bliżej, żeby zobaczyć pustkę. Sto siedemdziesiąt drzew i ani jednego owocu. Nic. Kompletnie nic. Jakby ktoś wszedł tu nocą i zabrał wszystko, albo jakby owoce nigdy nie istniały. Czereśnia była podstawą. To ona trzymała ten sad w ryzach, to ona dawała zarobek, sens i ciągłość. Co to ma być?
Roztarł liść w dłoniach. Zatrzymał się na chwilę, jakby liczył, że zapach podpowie mu odpowiedź. Nic. Liście nie pachniały czereśnią. Nie pachniały wcale. Jak papier. Jak coś martwego.
Nogi ugięły się same. Usiadł na ziemi, czując chłód przenikający przez spodnie. Załamanie przyszło nagle i bez ostrzeżenia. Rok pracy. Cały sezon, codzienne doglądanie drzew, liczenie na pogodę, na czas, na to, że wszystko pójdzie swoim rytmem. I nagle wizja głodu. Tu coś jest. To nie jest normalne.
Podniósł się i odwrócił w stronę wyjścia. Musiał stąd wyjść, choćby na chwilę. Szedł powoli, z ciężką głową i uczuciem, jakby powietrze stało się gęstsze. Każdy krok wydawał się wysiłkiem, a myśli plątały się bez ładu. Strach mieszał się z niedowierzaniem.
Wtedy zobaczył błysk.
Coś małego, niepasującego do reszty. Na starym drzewie, tuż przy wyjściu z sadu. Jabłoń. Stała tu od zawsze. Nikt nie liczył na jej owoce, bo nigdy ich nie dawała. Była tylko drzewem. Tłem. Przyzwyczajeniem.
Teraz na jednej z gałęzi wisiało jabłko.
Podszedł bliżej, jakby bał się, że obraz zniknie. Owoc odbijał światło w sposób, który przyciągał wzrok. Wiedział, że wcześniej go tu nie było. Wiedział to na pewno, bo patrzenie na to drzewo stało się nawykiem, niemal rytuałem. Przechodził obok, zerkał, sprawdzał, choć nigdy nic się nie zmieniało.
Jedno jabłko na całym drzewie. Duże, soczyste, czerwone i błyszczące. Zbyt idealne na ten sad.
Ręka uniosła się sama. Instynkt podpowiadał, żeby sięgnąć, sprawdzić, upewnić się, że to nie złudzenie. Tuż przed dotknięciem owocu w głowie pojawiła się myśl, wyraźna i nieproszona.
Jesteś pewny?
Zatrzymał dłoń w powietrzu. Stał nieruchomo, wpatrzony w jabłko, a wokół niego sad milczał. Zgniłe owoce leżały na ziemi, suche drzewa stały jak świadkowie czegoś, czego nie rozumiał. Wszystko, co stracił, i wszystko, co mogło się jeszcze wydarzyć, skupiło się w tym jednym miejscu.
Jabłko czekało. A on wiedział, że cokolwiek zrobi, nic już nie będzie takie samo.
Komentarze (15)
Dobrze jest przewidzieć które są warte dźwigania po dokonaniu wyboru.
Dzięki za poczytanie 👌
I więcej nie muszę mówić 🫡
Całość jest przemyślana, w Twoim klimacie, mocna.
No, postawiłeś wysoko poprzeczkę :)
I stąd te "jesteś pewny". Od tego się zaczęło.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania