LBnR -6 po obu stronach
codziennie budziłam się
na pustkowiach
pęknięta na pół
otwierali mnie
zostawiali do wyschnięcia
niosłam matki
które milczały
córki
które przepraszały
babki twarde jak chleb z wojny
ciało moje archiwum
półki żeber
szuflady bioder
wstyd złożony w kostkę jak bielizna
szłam lekko
prawie elegancko
jakby nic
jakby wcale
a powietrze było ciężkie
ciężkie i nieruchome
i każdy krok zostawiał odcisk
stojąc pośrodku waszego pustkowia
spluwam w twarz ruinom
aby żyć raz jeszcze
wymazuję słowa którymi gardzę
wciskam usuń
Komentarze (3)
Taki wiersz chciałam napisać, ale nic nie mogę z siebie wykrzesać😢
Bardzo mi się podoba!
"szłam lekko
prawie elegancko
jakby nic
jakby wcale"
..takie momenty to coś co w poezji lubię najbardziej.
Mnie również podoba się bardzo. I jako tekst na konkurs i jako "po prostu" wiersz.
spluwam w twarz ruinom''
''codziennie budziłam się
na pustkowiach''
Nie wiem, wydaje mi się, że ktoś, coś, rzuciło peelkę na pustkowia, na margines i ona, do czasu, przyjmowała wszystko, mało tego szła z podniesioną głową jakby dając wszystkim do zrozumienia, że cokolwiek chciałoby ją zatrzymać, ona pójdzie dalej... i poszła, spluwając w oczy tym, którzy ją zaszufladkowali, zaszczuli poniekąd.
Tak to czytam, ale czy dobrze, nie wiem... niemniej jedno co czuję, że jest to bardzo mocny, silny przepływ emocji... autentycznych albo na tyle dobrze wyrażonych, że przekonują ''od ręki''
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania