LBnR -6 po obu stronach

codziennie budziłam się

na pustkowiach

 

pęknięta na pół

otwierali mnie

zostawiali do wyschnięcia

 

niosłam matki

które milczały

córki

które przepraszały

babki twarde jak chleb z wojny

 

ciało moje archiwum

 

półki żeber

szuflady bioder

wstyd złożony w kostkę jak bielizna

 

szłam lekko

prawie elegancko

jakby nic

jakby wcale

 

a powietrze było ciężkie

ciężkie i nieruchome

 

i każdy krok zostawiał odcisk

 

stojąc pośrodku waszego pustkowia

spluwam w twarz ruinom

 

aby żyć raz jeszcze

wymazuję słowa którymi gardzę

 

wciskam usuń

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Aisak 2 godz. temu
    WoW😳
    Taki wiersz chciałam napisać, ale nic nie mogę z siebie wykrzesać😢
    Bardzo mi się podoba!
  • Roma godzinę temu
    Pewnie Cię nie zaskoczę, że najbardziej trafia do mnie fragment:

    "szłam lekko
    prawie elegancko
    jakby nic
    jakby wcale"

    ..takie momenty to coś co w poezji lubię najbardziej.

    Mnie również podoba się bardzo. I jako tekst na konkurs i jako "po prostu" wiersz.
  • Grafomanka
    ''stojąc pośrodku waszego pustkowia
    spluwam w twarz ruinom''

    ''codziennie budziłam się
    na pustkowiach''

    Nie wiem, wydaje mi się, że ktoś, coś, rzuciło peelkę na pustkowia, na margines i ona, do czasu, przyjmowała wszystko, mało tego szła z podniesioną głową jakby dając wszystkim do zrozumienia, że cokolwiek chciałoby ją zatrzymać, ona pójdzie dalej... i poszła, spluwając w oczy tym, którzy ją zaszufladkowali, zaszczuli poniekąd.

    Tak to czytam, ale czy dobrze, nie wiem... niemniej jedno co czuję, że jest to bardzo mocny, silny przepływ emocji... autentycznych albo na tyle dobrze wyrażonych, że przekonują ''od ręki''

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania