Poprzednie części: legenda kartofli bryzganych
Legenda Tarzana
Zrywałem niedojrzałe, dochodziły w stogu świeżego siana,
aż po niedoścignioną słodycz, przebarwione na brązowo.
Ciemniejsze były te ze spadów, suszone przez matkę
w duchówce kuchni węglowej.
Z bezwarunkowo zapamiętanego dzieciństwa,
zdawałoby się byle jakie gruszki.
Zastały ogryzki raju na później, zamiast wiary
w literaturę, film, wysoko przetworzone życie.
Komentarze (4)
Umarł Starowicz - seksuolog
kto będzie cię leczył.
NO!
Zapewne tęsknisz za dawnymi czasami, jak chłop wiedział, ze za jego wioską jest druga, a potem trzecia, a dalej to już nie wiadomo co, kiedy wszyscy byli przymusowymi wegetarianami, a pan wmawiając chłopom, że wywodzą się od Chama i dlatego mają przeje... no, ale mogli czasami jeść niespryskane gruszki i przez to byli tak szczęśliwi, ale to tak szczęśliwi, że czasami ukazywała im się Matka Boska, czasami zielna, czasami czarna, głupieli od tego jeszcze bardziej, a panom było to na rękę.
Jeszcze nie ustalili, który jest głupi a który głupszy, stąd ta bitwa na argumenty.
O tej porze skup się, weź różaniec do ręki zacznij...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania