Lekarz doskonały
Stałem w poczekalni lekarskiej. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a trzeba było jeszcze zaczekać, aż lekarz łaskawie przyjedzie po przychodni. W końcu przyjechał. Nie minęło pięć minut, a już pierwsza osoba weszła do gabinetu. Po chwili wszyscy usłyszeliśmy okropne wrzaski i piski oraz głos klnącego na pacjentkę lekarza. Nikogo jednak oprócz nie zaniepokoiło to. Wszyscy spokojnie siedzieli i nikt nawet nie pisnął czy w gabinecie nie stała se tragedia. Moje obawy częściowo rozwiał widok wychodzącej pacjentki. Częściowo, bo jej ubranie było całe we krwi. Oprócz tego kobieta czuła się bardzo dobrze. Włożyła płaszcz jakby nigdy nic i spokojnie wyszła z przychodni. Tak było z każdym następnym pacjentem. Wchodzili, wrzeszczeli i wychodzili spokojnie cali zakrwawieni. Ja byłem dwudziesty czwarty, więc miałem się na co napatrzeć. W końcu nadeszła moja kolej, choć po zobaczeniu wszystkich poprzednich osób straciłem chęć wejścia do gabinetu. Jednak mimo wszystko przełamałem się, a gdy tylko przekroczyłem próg, przeszył mnie upiorny wzrok lekarza. Wtedy cieszyłem się z tego, że to tylko Internista, a nie na przykład stomatolog. Stałem w bezruchu, czekałem tylko na komendę bym usiadł. W końcu usłyszałem ochrypły głos każący zająć miejsce. Internista był jednak bardziej spokojny niż wcześniej. Popatrzyłem uważnie na wnętrze gabinetu. Po lewo stał metalowy stolik z zakrwawionymi narzędziami chirurgicznymi. Zastanawiałem się, po co lekarzowi ogólnemu specjalistyczne narzędzia do operacji. Moje rozmyślanie przerwał jednak dźwięk wiertarki. Nie mogłem uwierzyć lekarz, zamiast zbadać mnie albo chociaż zapytać o zdrowie podszedł do ściany i zaczął wiercić dziury i wieszać obrazki. Krzyczałem, by najpierw mnie zbadał, ale on udawał, że nie słyszy. Krzyczałem coraz mocniej i głośniej aż do skutku. W końcu lekarz wyłączył i odłożył wiertarkę, po czym nie usiadł przy biurku, ale podszedł do stolika z narzędziami chirurga i zaczął je wycierać. Polerował je bardzo dokładnie, cały czas skupiając wzrok na mnie. Pomyślałem, że przychodzę nie w porę, więc podziękowałem i skierowałem się ku wyjściu. Wtedy obok mnie przeleciał nóż, wbijając se prosto w drzwi. Przeczuwałem kłopoty, mimo to nadal szedłem do wyjścia. Lekarz złapał szybko za skalpel i piłkę i ruszył w moją stronę. Nie wiedziałem co robić, wyciągnąłem szybko nóż z drzwi i nawet nie wiedziałem, kiedy wbiłem go mu prosto w krtań. Przestraszony wbiegłem z gabinetu również zakrwawiony, ale przynajmniej nie wrzeszczałem.
Komentarze (6)
Co do tekstu, kurde, umiesz mnie zaciekawić. Szczerze powiedziawszy jestem wybredna, jeżeli chodzi o prozę, a Tobie się to udało, hehe. Umiesz wprowadzić czytelnika w zaciekawienie. Co prawda zdarzają Ci się jakieś potknięcia, ale ciężko być idealnym pisarzem. Cieszę się, że w dalszym ciągu jesteś na Opowi. Końcówka jest taka spokojna, idealna, hehe. Zostawiam tym razem piątkę. Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania