Limoncello we śnie

Złote popołudnie spływa po moich ramionach,

Na języku mam sól i cytrynę.

Miasto drży pod obcasami jak stare tango,

Kafle weneckie tańczą w moich źrenicach.

 

A on? — czy tylko cień imienia? —

Szepczę do nieba w języku, którego nie znam,

„Dolcezza, portami via…”

I w tym zdaniu płonę jak kadzidło

Na ołtarzu zapomnianych miłości.

 

Mój drink z lodem,

Wiruje w kieliszku z różą zatopioną w dnie.

Słyszę jak śpiewa kanarek ukryty w dżungli snu —

A może to tylko echo jego śmiechu w mej głowie?

 

Tańczę na brzegu dnia i nocy,

Z wiatrem, co pachnie ogniem i fiołkami,

I nie pytam już, co jest prawdziwe.

Bo są miejsca,

Gdzie iluzja ma smak lepszy

Niż jakakolwiek rzeczywistość.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • ireneo 8 miesięcy temu
    wśród biał4o-wolnych jesteś prymuską. Za tobą nawet Stefka pseudo grain, Andzia, pseudo Andrew. Potem długo, długo nic aż dwa dziady kalwaryjskie i ? hm, po nich nie ma nikogo.
    A dlaczego tak.
    - kafle weneckie w źrenicach - świetna hiperbola
    - dronk w mieliszku z róża w dnie, namalowany przednio i zatrzymuje. Zostawię resztę walorów stylistyki. Tyle wystarczy by zachęcić. Język bez zarzutów. Powko

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania