Limoncello we śnie
Złote popołudnie spływa po moich ramionach,
Na języku mam sól i cytrynę.
Miasto drży pod obcasami jak stare tango,
Kafle weneckie tańczą w moich źrenicach.
A on? — czy tylko cień imienia? —
Szepczę do nieba w języku, którego nie znam,
„Dolcezza, portami via…”
I w tym zdaniu płonę jak kadzidło
Na ołtarzu zapomnianych miłości.
Mój drink z lodem,
Wiruje w kieliszku z różą zatopioną w dnie.
Słyszę jak śpiewa kanarek ukryty w dżungli snu —
A może to tylko echo jego śmiechu w mej głowie?
Tańczę na brzegu dnia i nocy,
Z wiatrem, co pachnie ogniem i fiołkami,
I nie pytam już, co jest prawdziwe.
Bo są miejsca,
Gdzie iluzja ma smak lepszy
Niż jakakolwiek rzeczywistość.
Komentarze (1)
A dlaczego tak.
- kafle weneckie w źrenicach - świetna hiperbola
- dronk w mieliszku z róża w dnie, namalowany przednio i zatrzymuje. Zostawię resztę walorów stylistyki. Tyle wystarczy by zachęcić. Język bez zarzutów. Powko
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania