Linia brzegowa

Deszcz.

 

Spłukuję z siebie dzisiejszego potwora, wyważam drzwi do snu,

ciężkiego kufra - bez skarbów.

 

I dalej deszcz!

Spijam krople wody z ostów i pokrzyw.

Chciwość.

Biegniemy przez bagna.

 

Do domu, do duszy, do przemyślanych partytur furii i kakofonii histerii.

Chcę!

Do miękkiego wnętrza ziemi, z którą tworzę ląd: kanciasta, niezdarna kula.

 

Szczęście: atol, archipelag, ... atrapa?

 

Cierpię na chroniczny brak dostępu do morza.

Może ... na szczęście?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania