Liquid Disorder (Płynny Nieład)
Urok, nieaprobowane piękno inwigiluje moją błękitność
Nie poruszy mnie nic prócz głębi oceanu
Jest zimno a wiatr zbiera szalejące fale
Twój puklerz był zapewne daleko gdy walczę na morzu
Cóż kiedym ja zgubił, mój wers w twoich dłoniach poznania
Choć nigdy już nie powstaniesz, nie doczekasz się nowego rozdania
Gdzieś głęboko na dnie
Przeplatamy się wśród cieni
Rybim okiem Dagona wpatrzonym w zbudzone fale
Głosem paranoidalnym, głuszą wśród cierni
Nicość wodnista nicość i niekształtna płynność
Jest zimno i mroźno, lodowate ręce całują ciepłe oczy
Wracamy niechybnie do pierwotnej mazistości
Do rozpuszczenia w bezkresach gdzie światło nie dociera
Mrok zaś nowe i ciśnienie tłoczy w nas nowe kształty, wyciska z nas inną esencję
Aż staniemy się tym, czym zawsze byliśmy:
Wodą w oceanie, cieniem w odbiciu. nicością we wszystkim.
Tak jak było przedtem
Zanim jeszcze oddychaliśmy czystym powietrzem,
Zanim płuca znały ten palący ból lądowego życia,
Byliśmy już skazani na tę płynną dezintegrację i naturę przegnicia,
Na roztopienie się w tym co perłowe, przesiąknięte wodorostami i przejrzystością
W tym mdłym, słonawym świcie przed świadomością
Niech więc się stanie, klęska nie będzie moja.
Dając wiekom przemijać, nie wina to twoja
Komentarze (5)
Twój tekst przypomniał mi o tym bo poniekąd wpisuje się w tematykę.
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania