List 1/2
Lekki mrok, pierwsze promienia światła wlatują do pomieszczenia które było ogarnięte ponurym mrokiem, rozświetlając jedno z łóżek. Promienie nabierały na sile tak mocno, że otworzyłem oczy, pierwsze co ujrzałem to sufit – cholera znów spałem na plecach – pomyślałem. Rozejrzawszy się po pokoju zauważyłem, że dwóch moich współlokatorów jeszcze śpi. Budzić ich czy nie? – zastanawiałem się wpatrując w nich siedząc na łóżku – Nie, jeszcze nie. Wstałem, udałem się do ku stronie białych drzwi z napisem „WC”, która znajdowała się naprzeciw mego łóżka, przystąpiłem do podstawowych czynności należących do porannej toalety.
Nadeszła pora pobudki, cały akademik się wzbudził, towarzysze z pokoju dołączyli do mnie trzymając w ręce swoje szczoteczki do zębów i przystąpiliśmy do wspólnego mycia zębów (uroda życia w akademiku).
Wstałem. Ponownie wpatrywałem się na moich współlokator nadal śpią, po raz kolejny mnie to nie dziwiło, zawsze miałem w nawyku wczesne wstawanie, nigdy nawet nie musiałem ustawiać budzika kładłem się do lóżka i nawet nie odczuwałem żadnego zaniepokojenia faktem ze się nie obudzę, na czas następnego dnia, zawsze przecież pozostawali moi koledzy z pokoju. Toaleta. Wychodząc z udałem się do szafy, chwyciłem ubrania i powolnym tempem zacząłem się ubierać.
- Ale mi się nie chce – powiedziałem ledwie otwierając usta.
Z począwszy nie usłyszałem żadnej odpowiedzi, nie trzeba było jednak długo czekać.
- Daj spokój stary, siedzimy w tym akademiku już wieki – odpowiedział Kuba, próbując dopiąć guzik od spodni na swym grubaśnym brzuchu.
Trzeci z naszej trojki się nie odezwał, milczał, przez wszystkie poranki nie wydusił z siebie żadnego dźwięku. Nigdy się nie zastanawiałem nad przyczyna jego trudności związanej z wypowiedzeniem przez siebie przynajmniej jednego słowa, wtedy tego jeszcze nie rozumiałem…
Dopinając mój ostatni guzik białej eleganckiej polówki, schyliłem się w celu zawiązanie mojego buta, a następnie udałem się do biurka stojącego na lewo od mojego łóżka w celu przygotowania książek na zajęcia, sięgając do szafki zauważyłem wisząca kartkę, na której było napisane… o tym później. Gdy spakowałem wszystkie niezbędne mi przedmioty na rzekome zajęcia które maja się odbyć postanowiłem opuścić pokój wcześniej.
- Idzie… - zdziwiłem się- ...cię?
Już ich nie było, przez chwile zastanawiałem się, gdzie mogli tak szybko zniknąć, lecz doszedłem do wniosku ze po prostu mogli wyjść, gdy nie zwracałem uwagi, w sumie miało to sens, nie byli zbyt rozmowni, gorzej, jeden to nic nie mówił. Nie zastanawiając się już dłużej szybkim tempem podszedłem do drzwi, chwyciłem za klamkę pociągnąłem w dół, dźwignąłem stopę…
Poranek, jak każdy inny, wstałem, oczywiście pierwszy, inni spali, toaleta, ubranie się, krótki mało rozmowny dialog, przygotowanie do wyjścia, wyszedłem na korytarz, wyczuwalna była wszechobecna pustka, cisza jak w kościele o porankiem, w którym jedyna znajdująca się osoba to kościelny który niedawno otworzył drzwi. Poczułem pot spływający po mym czole – upal jak na Saharze – pomyślałem. Idąc w głąb korytarza temperatura się nasilała, miałem wrażenie, że nie ma końca, krok za krokiem.
Las, ciemność, mgła opadała coraz bliżej miało się wydawało by się, że podąża do samego piekła, a zesłana była od samego Boga. Pośrodku szeregu drzew stałem ja, zdezorientowany nie będący świadom, gdzie jestem jak się tu znalazłem, panowała wszechobecna cisza, a w oddali stalla „ona”, odziana w białe szaty z rozpuszczonymi włosami po same barki, z początku była mi obca, dopiero po jakimś czasie zorientowałem się ze „ona” to moja matka.
Opanuj się! Krzyknąłem i podążyłem dalej wzdłuż sprawiającego niemającego końca korytarza. Byłem zdezorientowany nie wiedziałem co się w ogóle dzieje, stwierdziłem, że musze się udać do lekarza, bo chyba nie do końca jest ze mną dobrze. Pod długiej i meczącej podroży przez korytarz doszedłem do jego końca, czułem się już lepiej – To chyba migrena – pomyślałem. Tuż obok drzwi leżała kartka wypełniona tekstem przypominającym mój charakter pisma. Otworzyłem drzwi i przekraczając próg…
Poranek jak każdy inny w tym miejscu, toaleta, ogarniecie się, kolejne zjawisko dziwnego nagłego zniknięcia moich towarzyszy. Wyjście na korytarz i kolejny ból głowy i halucynacje – tak sobie to tłumaczyłem. Wychodząc z tego przerażającego korytarza przed oczami zjawił się hol, hol główny akademika ku mojemu zaskoczeniu stało tam dwojga moich współlokatorów, najdziwniejsze było to ze po prostu tam stali, od tak. Biorąc głęboki oddech, który mnie uspokoił po wcześniejszych wydarzeniach, podszedłem do nich pytając, czy też odczuwają dziś ból głowy pokrywający się z marnym poczuciem.
- Hej, tez was dzisiaj ten bol głowy doprowadza do szalu? – zapytałem pozorując uśmiech na twarzy, aby sprawiać wrażenie niezamartwionego.
- Nie.. – odpowiedział ponurym głosem pozbawionym emocji jeden z nich, możecie się domyślać który to był. Ten rozmowny oczywiście, „rozmowny”.
Następnie odwracając się i oglądając się za siebie obaj odeszli i przeszli przez jedno z drzwi znajdujących się na tym holu, a było ich 4, jedno na ścianę wliczając te przez które tutaj się znalazłem. W przeciwieństwie do korytarza było tutaj nieco chłodniej. Szczerze mówiąc nie wiedziałem które wybrać, nie miałem zielonego pojęcia jakie drzwi, gdzie prowadza, na ten moment mało już wiedziałem, więc sięgnąłem po metodę za dziecka i zrobiłem szybką wyliczankę wpadła bomba do piwnicy… Jednak ciekawość przezwyciężyła i musiałem sprawdzić pozostałem dwa, podszedłem i chwytając za klamkę pociągnąłem w dół, niestety, nic się nie wydarzyło drzwi były zamknięte, co mnie zdziwiło, ponieważ właśnie przez nie przeszli moi towarzysze. Zaśmiałem się – przynajmniej wyliczanka dobrze mi wyszła – parsknąłem pod nosem. Udałem się wiec ku pierwszym drzwiom, na szczęście one były otwarte, otworzyłem i…
Eh, tutaj się już móżcie pewnie domyślać co się wydarzyło, poranek, toaleta, zmierzenie się z bólem na korytarzu, hol, wyliczanka, drzwi pierwsze. A co za nimi? Coś co pewnie cię nie zaskoczy, kolejny korytarz. Lecz w tym korytarzu było coś innego, na jego samym końcu znajdowały się wielkie drewniane czerwone drzwi, zacząłem podążać ku nich, w połowie drogi ponownie ogarnął mnie wielki ból – tylko nie teraz, nie znowu – powtarzałem sobie.
Znów las, sceneria była mi już znana i znowu „ona”, moja matka tym razem przebrane w czerwone szaty i uśmiechająca się do mnie, wyciągnęła rękę mówiąc…
Ocknąłem się przy samych drzwiach. I właśnie w tej chwili się tutaj znajduje. Zapewne czytasz to również znajdując się tutaj. Również przeszedłeś kolejno wszystkie drzwi, który raz z kolei? Nie wiem, pozwól ze ci wszystko wytłumaczę. Po każdym przekroczeniu nowego progu drzwi cofasz się z powrotem do tamtego pokoju, przy czym pamięć ci się wyczyszcza, a te kartki o których pisałem na początku? To były wskazówki spisane przez nas samych, którzy nie wiem jak, ale najwidoczniej po resecie pamiętali co tutaj się dzieje. Zrozumiałem ze nie znajduje się w tym miejscu pierwszy raz, jednakże tutaj już wskazówki nie było wiec, pozostawiam ten list tobie „przyszły ja”, abyś tak samo zrozumiał w jakiej sytuacji się znajdujesz, niestety nie doszedłem do prawdy co tutaj się dzieje i dlaczego, a co nas czego za tymi drzwiami? Nie wiem. Powodzenia.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania