List
wiatr tnie po skórze
ciepło ucieka z ciała
jak z otwartej rany
myślałam że miłość matki wystarczy
że mogłabym ochronić cię przed światem
przed tym co przychodzi
zawsze za cicho
i zawsze za wcześnie
wyciągam do ciebie dłoń
odtrącasz ją
jakby była winna
jakby noc była moja
a wtedy zastanawiam się
czy to ja ją sprowadziłam
czy tylko nie potrafiłam jej powstrzymać
co mogę jeszcze unieść
jeśli wszystko co podaję
rozmywa się w twoich oczach
one zmieniają się w wodę
której nie mogę dotknąć
twój cień rozlewa się po ścianach
ciągnąc mnie w labirynt domu
który oddycha i skrzypi
jak stary zwierzęcy szkielet
a wiatr tnie po skórze
ciepło ucieka z ciała
jak z otwartej rany
każde „za późno”
noszę w sobie
jak ciężar którego nie wolno odłożyć
znam jego wagę
znam jej cenę
ta sama dłoń drży i wraca
drży i wraca
bo w tym wszystkim
co niemożliwe
jest coś
czego nie umiem zgasić
światło
trwa we mnie
i trzyma mnie przy tobie
nawet gdy nie wiem
jak dalej
Komentarze (8)
Dobre pisanie, trafia gdzie trzeba. Bardzo mi się podoba
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania