List
Było to w chłodny, sobotni dzień, gdzie wiatr przenikliwie wiał zimnem, a kalendarzowa pora była jeszcze letnia. Młoda kobieta siedziała w pokoju na pierwszym piętrze, w jednym z domów, na ulicy, na której wszystkie te budynki były podobne i tylko przyjrzenie im się z bliska odkrywało różnice. Siedziała po lewej stronie pokoju, przed stolikiem, na przeciw ogromnej szafy i pochylała się nad kartką papieru, pisząc coś niewyraźnie i szybko, jakby jej myśli miały zaraz zniknąć i za chwilę nie będzie w stanie ich zapisać i podzielić się nimi ze światem. Pisała jak w amoku, najpewniej nie było z nią teraz kontaktu. Po prawej stronie, w głębi, mnóstwo rzeczy związanych z fotografią, statywów, lamp. Można było domyślić się, że fotografuje, bądź robiła to w przeszłości. Albo stojąc po stronie obiektywu, czy odwrotnie, będąc osobą fotografowaną. Po prawdzie, robiła i jedno i drugie, tworząc swoje własne autoportrety. Była zatem modelką i fotografką. Co powodowało w niej doznanie pełności i pewnego rodzaju kompletności, samowystarczalności. Nikomu nie dałaby się sfotografować, biorąc pod uwagę wady anatomiczne swojej twarzy, sama najlepiej wiedziała jak się ustawić i jak ustawić lampy które świeciły nie zawsze wprost na nią, ale gdzieś na boki i muskały jedynie poświatą jej twarz. To co charakteryzowało jej zdjęcia to wysublimowanie i pewna doza, jak sama twierdziła, naiwności, pewna dziecięcość, prostoduszność. Infantylizacja obrazu, którego nie mogła się wyzbyć. Choć po latach, uznała to za swój atut, lecz potrzebowała do tego czasu.
Kreśliła bardzo niewyraźnie litery na kartce, niemal drżącą ręką, bez pewności i bez zachowawczości, rozbuchana, chwiejna i zagubiona. Stawiała krótkie, urywane znaki, jakby jej myśli przeskakiwały jedna na drugą i torowały drogę do poprzedniej, uchylając się nad następną. Zwieszała się nad kartką białego, w połowie zapisanego papieru, a głowę miała wręcz nienaturalnie blisko i patrzyła z małej odległości na blat. W pewnym momencie podniosła się i spojrzała za okno. Tam ulica i budynki które nic dla niej nie oznaczały. Mieszkali tam ludzie którzy nic dla niej nie oznaczali, ani nic nie znaczyli. Byli jej obojętni. Na drodze i domach przyświecało słońce, dawało ciepłe promienie, ale ogólny wyraz pogodowy, dzisiejszego dnia, był raczej z tych chłodnych, u schyłku lata.
Po chwili kobieta skończyła swój zapis, złożyła kartkę na pół i odłożyła długopis. Niecierpliwie przekładała kartkę w palcach, aż zniknęła ona w kieszeni jej sukienki. Myślała o dzisiejszym dniu i o przyjrzeniu się zapisowi matce. Wzdrygnęła się nieznacznie i skrzywiła usta bowiem wiedziała, na co może liczyć z strony matki. Będzie to, albo podniesienie głosu, albo batalia emocjonalna, na którą nie było jej stać. Zwyczajnie, nie czuła w sobie tyle siły, by odpierać ataki matki, mniej lub bardziej otwarte. Zachwiała się na nogach i położyła jedną z dłoni na głowie. Drugą włożyła do kieszeni, do tej, w której przed chwilą schowała kartkę i jak gdyby szukając potwierdzenia, natknęła się na papier. Odetchnęła, jak po ciężkim boju. Może wszystko co zapisała, stało się dla niej nierealne i wymusiła na sobie jeszcze jedno potwierdzenie. Może zdenerwowanie brało górę. To, że jej zapis będzie czytać matka było dla niej niekomfortowe, ale wiedziała też, że musi przez to przebrnąć. Nacisnęła klamkę, otworzyła drzwi i udała się do pokoju matki. Przeszła długi korytarz, wyłożony długim, brązowym dywanem. Dotknęła ściany, która przykryta była tapetą, w kolorze szarym. Dochodząc do wyznaczonego pokoju przełknęła głośno ślinę. Teraz już wiedziała, że najpewniej jej nerwowość daje o sobie znać. Przytrzymała się muru, zamknęła oczy, policzyła od pięciu w dół i zapukała.
Na środku pokoju kobieta zauważyła matkę. Siedziała tyłem do okna a jej twarz skąpana była są cieniu. Zacienione oczy, usta, ledwo poznawała że to ona. Podeszła do niej i wręczyła jej kartkę papieru, zapisywaną przed chwilą. Matka, rozłożyła kartkę i nie zważając na młodą kobietę poczęła czytać. Zagłębiła się wyraźnie w lekturze i nie docierały do niej żadne bodźce z zewnątrz. Była ciekawa treści. Lecz niewiadomo co o niej myślała, bo po przeczytaniu usłyszała tylko z pretensja w głosie: znowu to zrobiłaś, znowu pisałaś. Przecież wiesz, że ci nie wolno, ile razy trzeba to powtarzać, to banialuki, wymysł, nic nie znaczącą treść. Poczęła obracać się wokół własnej osi, razem z krzesłem, tworząc absurdalną i irracjonalną część siebie. To bajda, drobnostka, paranoja, powtarzała i kręciła się na krześle jakby wytańcowywała chocholi taniec, namiętnie, zapamiętale i obłędnie. Nic z tego nie będzie, krzyczała. Białka jej oczu stawały się czerwone i diaboliczne, wybałuszały się nienaturalnie, a ona coraz szybciej kręciła się z krzesłem powtarzając: drobnostka, błahostka, głupstwo, drobnostka, błahostka, głupstwo. Nie myślała o tym co mówi, działała jak na automacie. Dziewczyna cofnęła się nieznacznie i otwarła usta. Nie wiedziała co o tym myśleć, czy jej matka oszalała, czy właściwie co jej dolegało.
Matka po chwili zasłabła i skończyła się kręcić. Westchnęła mocno, trzy razy i jak gdyby nic wręczyła kartkę kobiecie. Kobieta podeszła do krzesła i odebrała papier, uśmiechając się na poły niesmacznie, na poły życzliwie. Nie bardzo wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Spokojnie wycofała się do drzwi, zwiększając swoją szybkość na korytarzu i podczas zbiegania ze schodów. Mocno trzymała się ściany, przy rozciągniętych rękach i biegła w dół. Schody stawały się coraz dziwniejsze i coraz dłuższe, a ona biegła, jakby chciała dobiec w końcu do ich końca. Zaczęło jej się kręcić w głowie, a ściany po obu stronach stawały się coraz węższe i zaczęły falować, tak, że kobieta krzywiła się to na lewo, to na prawo. Nogi potrącały się same o siebie, mając przed sobą wyrastające z podłoża stopnie i nic nie zapowiadało, że sfinalizuje ona swój bieg. Przez moment pomyślała żeby zawrócić i podążyć na górę, ale dobrze wiedziała, że tam czeka na nią matka. Ta myśl ją ostudziła, podniosła do pionu i z nową energią ruszyła w dół.
Komentarze (1)
Daję 5!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania