List do M i takie tam
Zobacz naszą fałszywą tożsamość – ma się dobrze.
O wszystkim wiemy, ale udajemy. Miałaś rzucić
karierę, by ratować związek. Ja zapomnieć o Rudej.
Dalej przeginasz zmuszając; na kolana świat sztuki,
organizujesz to czego nie podjąłby się nikt. I po co?
Nie potrafię już zliczyć ile przesłano nam wczoraj,
a seks przestał istnieć. Wiem, że mogę wszystko.
Ale czy chcę?
Moje naprawione biodro, kelnerki w sanatorium,
dziewczyna na telefon. Czy to mnie bawi, uszczęśliwia?
Nie. Uważaj, bo pewnego dnia przeleję całe twoje konto
na najbliższą mi laskę.
A jest taka – wysoka mężatka, ma nie po kolei w głowie,
bo marzy. Znowu powiesz, że jestem naiwny. A tak.
Jestem. Chcę wierzyć, że seks to dodatek. Malutka.
Nie wracaj, jak nie chcesz, ale uważaj,
żona to nie rodzina.
Komentarze (2)
Sanatorium miłości po LSD?
Trzeba się zrelaksować, nie walczyć z falą obłędu, tylko popłynąć na jej szczycie, a jak to nie pomaga, to proponuję mieć pod ręką clonazepam, po 20 minutach od zażycia bad trip mija...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania