List do mamy
gdy wracałem
do domu
ścianom
wyrastały uszy
budziłem się
w ciemności
ni stąd ni zowąd
łezki otulały oczy
mrugałem
by pozbyć się
tego i owego
co serce gnębiło
nie miałaś pojęcia
co czułem
gdy w poduszkę
wnikały
smutne historie
przygłuszone bólem
lepiej uciekać
żyć
jakby pożar
nigdy nie istniał
krople
na ramieniu
kogoś
kto cierpliwie słucha
czuwa
liczy gwiazdy
i zachody słońca
pragnie
bym powiedział
- do jutra
Komentarze (8)
Nawet fajne!
Dziękuję! ❤️
_Natalié_ nie ma za co ❤
gówno prawda że fajne, enteroza w oczy szczypie, a jak wyrzucić enterozę to piękne grafo
Szanuję, twoją opinię ?
"ni stąd ni z owąd"?
Raczej ni stąd ni zowąd.
Zapis jak zapis, nie koniecznie musi się podobać, ale to, jak dla mnie, nie jest akurat problem.
W tym wierszu wszystko mi gra, piszę o treści, aż do ostatniej strofy, która nie jest najszczęśliwszym zabiegiem, te odwrócone powtórzenie, w mojej opinii. Gdyby z dwóch ostatnich zrobić jedną mocną strofę, ten wiersz na pewno by zyskał.
Takie tam moje amatorskie zdanie.
Kłaniam się :)
Dziękuję za twoją radę i opinię! Spróbuję jeszcze nad tym wierszem popracować ❤️
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania