List do W.K-K.
Daleka, dziwaczna religia jest to każdy Twój oddech i tak dalej. I tak dalej. I tak dalej. Nie do końca wierzę w to, że po śmierci za każdym razem ujrzę Ciebie - i gdy będę patrzył w dół - i gdy spojrzę w górę. Choć naprawdę nie obraził bym się na takie zaświaty to mało jest na ich istnienie dowodów. Albo raczej jest jeden, bardzo przekonujący, niepodważalny dowód, który ukazuje, iż przecież ja już w tych zaświatach żyje. W takim wypadku po śmierci byłoby tylko to samo, albo raczej aż to samo, to kojące samo, to samo, na które bym nie narzekał, to samo co znam najlepiej, ale to samo poza moim pojmowaniem. Ktoś mógłby pomyśleć, że w takim razie ścianą jest moment, w którym to samo staje się przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, ale w rzeczywistości moment ten przeobraża się w ostateczny rachunek wolności i opływowości, w nieskończony, nieważki bezwład. Ja staję się wtedy jak szklana kula wysmarowana mydłem - choć sam nie zmienię swoich kształtów, to moje otoczenie wręcz prosi się o to, by móc się do mnie dostosować, sam wręcz proszę, aby było mi dane prześlizgnąć się przez coś miękkiego i puszystego. Coś tak miękkiego i tak puszystego jak na przykład moja przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania