List Jaśminu do Lilii

Najdroższa Lilio,

nie spałem od trzynastu nocy, bo wciąż nie jestem w stanie pogodzić się z tym, że to koniec.

 

Że już więcej Cię nie zobaczę.

 

Że już ani razu nie zapukasz do moich drzwi uśmiechnięta od ucha do ucha, ubrana w swoją ulubioną, czerwoną sukienkę w białe groszki oraz wielkim koszem piknikowym w dłoni.

 

Że już ani razu nie usłyszę Twojego śmiechu próbującego przebić się przez dźwięki odbijającego się o krzywy asfalt deszczu.

 

Że już ani razu nie będę odchodził od zmysłów, gdy postanowisz wejść na szczyt starego dębu i mieć ubaw z mojego strachu o ciebie.

 

Że już ani razu nie będziemy razem wbiegać ze skrzypiącego pod nami pomostu do części miejskiego jeziora, której nikt nie odwiedza.

 

Że już ani razu nie zobaczę Twojej zdeterminowanej miny, gdy będziesz próbowała mnie prześcignął w wyścigu na rowerach.

 

To już się nie powtórzy....

 

Po twoim wyjeżdzie nie jestem w stanie patrzeć na słońce. Na słońce, wodę, trawę, lilie..

Wszystko przypomina mi Ciebie. Nie ma słów, które opisałyby jak bardzo za Tobą tęsknię.

 

Tak bardzo mi Ciebie brakuje kochanie...

 

Twojego śmiechu, uśmiechu, zadziornego a jednorześnie delikatnego spojrzenia.

Cała Twoja osoba powała mnie na kolana. Obiecałem sobie, że i przed Tobą kiedyś uklęknę, ale... czy dostanę szansę?

 

Pamiętasz tę noc, gdy się upiliśmy tanim winem na plaży? Zacząłem majaczyć, aż w którymś momencie nazwałem Cię Lilią. Na drugi dzień spytałaś mnie, czemu to zrobiłem, a ja udałem, że tego nie pamiętam.

Ale pamiętałem kochanie.

Każdy szczegół tamtej nocy.

Każdy pocałunek, szept i nasze wzajemne wyznania miłości.

 

Chryste kochanie... Bóg mi świadkiem, że jeszcze nigdy nie czułem czegoś tak pięknego. Tak czyście wspaniałego uczucia. Bo to właśnie oznacza lilia. Coś delikatnego, pięknego, czystego. Twoja dusza taka jest kochanie. Nie ma w niej grama smoły. I tak ogromnie łamie mi się serce, gdy ktoś tego nie docenia. Gdy ktoś Cię za to oczernia, wyśmiewa i każe być twardszą.

Nie musisz kochanie. Nie musisz nikomu nic udowadniać ani próbować nikogo czarować. Mnie już masz. Masz mnie całego. Od dnia, gdy zobaczyłem Cię po raz pierwszy. W pierwszej chwili nie byłem do końca pewien, czy jestem trzeźwy, bo wyglądałaś, jak ucieleśnienie wszystkich moich najskrytszych marzeń. Nie tych, o których mówiłem rodzicom czy kumplom. Tylko tych, które znał tylko Bóg. I właśnie tamtego dnia wysłuchal moich długich, nocnych modlitw i zesłał mi na ziemię najprawdziwszego anioła.

 

Wiedz, że mimo naszej rozłąki, moje uczucia wobec Ciebie nigdy nie ulegną zmianie. To brzmi jak szaleństwo, bo przecież jesteśmy swoją pierwszą miłością i na dodatek mamy dopiero niespełna po osiemnaście lat. Ale czy to źle? Przenigdy nie wyprę się mojej milości do Ciebie.

 

Kochanie Cię to najpiękniejszy zaszczyt, jaki mógłby zostać mi kiedykolwiek podarowany.

 

Szare miejsca u moim sercu pokolorowałaś kredkami, a puste fragmenty wypełniły lilie. Za to, pozostanę Ci wdzięczny do końca mojego życia.

 

Żywię wielką nadzieję, że kiedyś znów będzie mi dane spojrzeć w Twoją śliczną twarz. Nawet gdy będziemy już starzy i pomarszczeni. Nie zrezygnuję z Ciebie ani z planu jaki Bóg dla nas zapisał.

 

Oddany Tobie duszą i ciałem,

Jaśmin

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania