Listopadłem
Z kasztanowca spadły liście,
wiatr je upchał gdzieś po rowach.
Moja cisza nie ma okien,
gdy w niej siedzę, ważąc słowa.
Wycisnąłem łezkę z oka,
choć została tylko jedna.
Drugą z kości sobie wyssam,
jeśli będzie mi potrzebna.
Te marzenia, które kwitły,
pod sufitem już się suszą.
I gdy tylko na nie spojrzę,
zaraz w głowie się pokruszą.
Pustka obok mnie samotna,
więc przytula mnie do siebie.
Ściana pyta, czego szukasz,
a ja tego ciągle nie wiem.
Tanim winem tak bezmyślnie
napoiłem swoje serce,
chociaż ono bardzo chciało
do jesieni mówić wierszem.
Komentarze (2)
Otulam cieplutkim kocem z herbatka :)
Lecę ....
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania