Listopadłem

Z kasztanowca spadły liście,

wiatr je upchał gdzieś po rowach.

Moja cisza nie ma okien,

gdy w niej siedzę, ważąc słowa.

 

Wycisnąłem łezkę z oka,

choć została tylko jedna.

Drugą z kości sobie wyssam,

jeśli będzie mi potrzebna.

 

Te marzenia, które kwitły,

pod sufitem już się suszą.

I gdy tylko na nie spojrzę,

zaraz w głowie się pokruszą.

 

Pustka obok mnie samotna,

więc przytula mnie do siebie.

Ściana pyta, czego szukasz,

a ja tego ciągle nie wiem.

 

Tanim winem tak bezmyślnie

napoiłem swoje serce,

chociaż ono bardzo chciało

do jesieni mówić wierszem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Aeliora

    Otulam cieplutkim kocem z herbatka :)

  • Marabut

    Lecę ....

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania