Liturgia ognia

Ogień, który płonie, jak świeczka przed ołtarzem,

jak modlitwa o spełnienie.

Ogień, który nie spala

tylko pali się długo, absorbując zmysły.

 

Z początku tylko dotyka,

igra z powietrzem,

po czym wdziera się dalej

bez pytania o zgodę.

 

Opada i wznosi się jak fala z płomieni

targany podmuchami namiętności.

Język ognia jak język kochanka

zawłaszcza wciąż nowe obszary.

Dotyka i liże, wycofuje się

by za moment znów wtargnąć z impetem.

Nachalnie, namiętnie

a potem czule, jak dotyk piórka na skórze.

 

Nie chce odpuścić, nie może się wypalić

wciąż podsycany na nowo pragnieniem.

Powoli przedziera się głębiej,

aż trudno już oddzielić oddech od płomienia.

Tańczy, pulsuje, oplata

i wznosi się w górę jak krzyk rozkoszy.

 

Ciągle zmienia tempo i rytm.

Nie chce być przewidywalny,

chce zaskakiwać, by móc cię oszołomić i pochłonąć.

Niespiesznie wypala twój opór,

twoje każde ''nie wypada" drżące na wargach.

Dąży by oddać mu się w pełni,

zapomnieć się wpatrując w jego blask.

 

Jak wąż z Edenu wije się i syczy

dopóki nie osiągnie celu.

 

Aż ogień staje się tobą, płonie w twych żyłach,

splata się z tobą jak kochankowie w objęciach,

bez początku i końca w rytmie uniesień.

 

Gdy ogień wkrada się w krew

pulsując jak wspólny rytuał,

w tej chwili między tchnieniem a westchnieniem

nie wiadomo już, kto kogo pochłania

ty ogień, czy on ciebie.

 

Zostaje tylko drżenie powietrza

i żar jak szeptana modlitwa.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Sokrates godzinę temu
    Prawdziwa poezja aż chce się czytać i płonąć
  • Sokrates godzinę temu
    Płonąć i chłonąć

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania