Lodowce
Kolana wystają jak lodowce nad powierzchnią.
Paruje ciepło.
Krople spływają po mojej skórze jak narciarze.
Pewnie krzyczą: z drogi, pnącza skórne,
nie możemy się rozpędzić.
Zmysły miękną od temperatury.
Powoli zamyka się cienka osłona
jednego i drugiego oka.
Przełączam się na tryb — odbiór wizji.
Wyglądam spod kapelusza,
powietrze tu lżejsze niż tam gdzie jestem.
Pejzaż słoneczny, są tam wysepki:
płaskie i wybrzuszyste.
Na jednej z nich skryła się samica.
Długą ma szyję,
zwinnie nią operuje gdy skubie swoje pióra.
A tu przypadkiem? Naloty nad taflą.
Wielki biały porusza na przemian
tylną i przednią.
Jak Jezus, który szedł po wodzie.
Ten osobnik nieco sprawniejszy —
biegnie po niej.
A to oszust, skrzydłami sobie pomaga.
Z pełną mocą nad wodą nimi macha.
Huk przy tym jak z odrzutowca.
Przykuł wzrok samicy.
Wracam do siebie.
Ale mi ciepło.
Unoszę powieki,
lodowców już nie ma,
schowały się pod powierzchnią.
Na mnie też już pora.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania