Logiczne, ale choojowe

Dzisiaj jestem w trybie intelektualnej rozkminy i co zrobię? Niby nic nie zrobię, bo co mogę, próbowałem wyłączyć umysł, że głowę, że to pudełko, które noszę na szyi, a w którym dzieją się różne rzeczy, no, ale co ją wyłączę, pójdę coś robić, to dobra, łeb na chwilę skoncentrowany, ale i tak jakieś procesy w tle się dzieją. To, co se chwilę usiądę, to się włącza rozmyślanie. Niby to lubię, ale też nie lubię. Lubię, bo to w sumie fajne jest, taka czynność, którą można jakoś wyprowadzić na prostą, bo coś sobie myślę, na przykład myślałem o tym, że kurde, człowiek często tworzy sobie relację z emocjami, które otaczają czynność, a nie z czynnością, na przykład jest dzień, że sobie coś robię i fajnie jest, podjarka, zajaweczka, no tak jest, miło, ale to jest przecież otoczka. A jest dzień, że ci się nie chce, coś cię wkurwia i wtedy, no, czynność już nie jest w tej samej konstelacji emocjonalnej, co była i człowiek często, zamiast się skupić na czynności, bo ona jest istotą działania, efektu i daje jedyny, wymierny rezultat naszego życia, to próbuje, mniej lub bardziej, nieporadnie lub bezradnie, czasem desperacko, w pierwszej kolejności odtworzyć atmosferę, która mu pierwotnie towarzyszyła, a przez którą myślał, że fajnie było. No, ale to się trzeba namęczyć, czas tracić, a nie zawsze się uda, bo jak się ma określoną emocję, to się ma określoną emocję i nie zawsze ani jej wypowiedzenie, ani zrozumienie jej źródła nie sprawi, że ona zniknie, czasem jest, trzeba powiedzieć, że jest i tyle. A próby zmiany jednej emocji na inny, bardziej pożądany przez człowieka stan emocjonalny, to kosztują energię, trzeba udawać, męczyć się ze sobą, a potem się okazuje, że człowiek i tak nic nie ogarnął, nie dość, że nie ogarnął, to się zmęczył, nie dość, że się zmęczył, to jeszcze zirytował, bo ani się nie czuje tak, jak chce, to jeszcze porzucił działanie na rzecz jakieś małej terapii. No, ale to może pokazuje zależność człowieka od emocjonalnych otoczek, teoretycznie lepiej się pracuje, jak jest fajnie i dobrze, ale w praktyce, jeśli efekt jest uzależniony od aktualnego stanu emocji, to jest to mierny efekt, bo bardzo niepewny i mało trwały. Ale to może dlatego, że człowieka nie interesuje efekt jego działania, ale efekt tego, jak się czuje w trakcie dziania, a to też śmieszne, bo nie zawsze przecież człowiek kontroluje to, jak się czuje, ale może się kontrolować pomimo tego, jaki ma nastrój. Kiedyś, jak chodziłem na terapię od alko, to mnie się pyta terapeutka, jak przy okazji zszedłem z dawki leków na depresję, czy mam wahania nastrojów. A ja jej mówię szczerze, że nie wiem, bo nie wiem co to są wahania nastrojów. Że nie rozumiem o co mnie pyta. A ona mi mówi, że wahania nastrojów to są wtedy, jak człowiek inaczej funkcjonuje pod wpływem nastroju, że nastrój mocno wpływa na to, jak człowiek działa i wpływa na jego decyzje i tak dalej, to jej odpowiadam, że nie mam, że według mnie mi się nastrój zmienia często, bo rano mogę być zadowolony albo wkurwiony, za godzinę zestresowany albo mieć coś lub wszystko w dupie, a wieczorem to mogę być smutny, ale normalnie działałem jak działam. Dlatego ja na przykład nie rozumiem, co to znaczy, że czas nas kształtuje. Bo w jakim sensie miałby to robić? Czas nie ma żadnego wpływu na człowieka, poza jego ciałem. Ale ludzie jakoś w tym czasie upatrują nadziei, zmiany chyba, nie wiem, coś w nim upatrują. Ale to znowu odbierać sobie samodzielność i mówić, że czas to za mnie załatwi, ale chuja załatwi i to są fakty. Jak się miało jakieś mega stresujące wydarzenie, to nie koniecznie czas to załatwi, jeśli odcisnęło się piętnem na człowieku, bo to doświadczenie będzie żywe, a człowiek przez to doświadczenie po prostu będzie inaczej świat postrzegał albo inaczej fizycznie reagował, albo stworzy sobie regułę, że jak ktoś się śmieje, to się śmieje z niego, a wtedy, pośród ludzi, jego ciało będzie spięte, psychika niespokojna, myśli nastawione na potwierdzenie myślenia, że się ktoś z niego śmieje. W sumie to dużo można powiedzieć, ale ja to teraz odkrywam ponownie, jak rozkoszne jest, wstać niewyspanym, ze zjebanym humorem, bez chęci, by działać, po prostu się ogarnąć, zjeść śniadanie i robić swoje. Wtedy człowiek ma w dupie, czy będzie dobrze, bo co będzie, to człowiek i tak ogarnie i będzie robił swoje. A wtedy nie jest potrzebna nadzieja, bo poczucie sprawczości daje więcej frajdy. A emocjonalna otoczka? Okazuje się istotna wyłącznie w kontekście ciała, bo psychika może być psychiką i mieć napięcia, rozterki, dylematy, ale, jak na przykład ktoś jest obeznany z własnym ciałem, wykonuje sporty, czy czynności, które angażują ciało, a jego napięcie i rozluźnienie są bardzo istotne, to wtedy można sobie wszystko pomyśleć, ale ciało ma to w dupie i jest tylko ciałem - czuje napięcie, to czuje napięcie, ruchy robią się sztywne i wtedy można sobie zrobić emocjonalną wycieczkę w głąb siebie, bo czemu nie, ale cenniejszą jest umiejętność wyluzowania ciała. Nawet, jak psychicznie człowiek jest spięty, to nie zrzucać tego na ciało, w sensie traktować tego, jako fizycznego stanu, tylko, hm, w sumie nie wiem, wyluzować ciało. Ale jak miałbym powiedzieć, jak to się robi, to nie wiem. U mnie, pierwsze co, to trzeba zmniejszyć frustrację, a frustracja często jest wynikiem tego, że nie czuję się tak, jak to sobie wyobrażałem, bo staję na desce i myślę, a, dzisiaj to będzie, a potem trick za trickiem nic nie idzie i nie siada i jest wkurw. To może trzeba sobie odpuścić wyobrażenie, jak powinien się czuć człowiek i zamiast skupiać się na tej śmiesznej powinności, lepiej skupić się na tym, jak świadomie reagować na to, co się teraz dzieje. I w kontekście czasu to teraz jest chyba najważniejsze, bo to banalne, ale nie ma nic więcej. Chociaż są stare odruchy, wyuczony kontekst sytuacyjny, jak na przykład byłem na robocie, a brat do mnie dzwonił, to ja psychicznie już lęk - że coś zjebałem, ciało spięte, już się pocę, bo nerwy, ale to głównie dlatego, że mnie ojciec całe dzieciństwo jebał, wyzywał od debili i takich tam, jak mnie brał na robotę, to mi tylko powtarzał, że się nie nadaję, że jestem ciotą, niby w to nie wierzę i nie wierzyłem, a jednak nie miałem innego doświadczenia, by swoją wiarę poprzeć, ale miałem doświadczenie, by poprzez jego tezę, co jest trochę ironią, bo nie mogę obalić przekonania, które było wynikiem cudzego zachowania, jeśli nie mam za punkt odniesienia innego zachowania z zewnątrz. Ale mniejsza w to, ja stres, nerwy, niepewność, lęk, znowu się czuję, jak zgnojone dziecko, a brat dzwoni i pyta, czy robię, co miałem robić albo, czy idziemy na śniadanie do turasów po kanapki i kawę. To się musiałem uczyć, że co było, to było i może moja reakcja jest dla mnie prawdziwa, ale totalnie nie pokrywa się z tym, co teraz. I to nie jest tak, że się zmieniłem, chociaż, może się zmieniłem i ogarniam, a może zawsze ogarniałem, a po prostu ojciec mnie traktował, jak jego ojciec mojego ojca traktował. Ale nie zmienię tego co było, mogę się uczyć adekwatnie reagować do tego, co jest, a nie reagować, jakby to, co było, trwało do dzisiaj. Pojebane to trochę i sporo o tym myślę, ale jak mam sam myśleć i z siebie powiedzieć, to się robi trudne, proste, to jest powiedzieć w ładny sposób, bo mam zasób słownictwa, podstawy w psychologii, znajomość mechanizmów i opisać tym językiem, to mogę, ale własnym? Właśnie opis własnym to nie jest opis doświadczenia, ale jego ukazanie, bo język jest wynikiem doświadczenia przede wszystkim, potem ewentualnie myśl jest próbą głębszego spojrzenia w doświadczenie, a potem język znowu staje się sposobem opisywania myśli, czyli pewnego doświadczenia, które jest już przetworzone przez proces przetwarzania doświadczeń i wtedy to się robi mindfuck. Mój łeb, czy tam intelekt, jest bardzo inteligentny i potrafi mi poddać wiele gotowych odpowiedzi, które są sensowne, logiczne, ale nie oznacza to, że ta odpowiedź jakoś szczególnie do mnie przemawia. Przemawia do mnie jej logika, ale wtedy to się mogę pozachwycać jak bardzo logiczne treści mogę stworzyć, a jednocześnie pozostaję dla nich zupełnie obcy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania