Logiczne, ale przymusowe

Z deformacji układu trawiennego przechodzę do rozszczepienia dwojga półkul. Pomiędzy roztańczenie. Pamiętliwy, zapamiętany, pamiętający oddech oraz jego temperaturę zgłoskowiec przepływa spokojnie, gdy meandry wyliczeń zatoczyły już koło i wpadają w zamknięty obieg. Nikt, nigdy tego nie wymyśli, nikt nigdy tego nie powie, nikt nigdy tego nie doświadczy. Wizja wokół której majaczy się słowem i słowom, jest wyłącznie chęcią, wydostać się z cyfryzowanej ekscytacji.

 

Gdy jestem już na poziomie molekuły, oddech staje się miarowy. Biorę go spokojnie, jakbym miał na własność zasób powietrza potrzeby mi do życia na tej planecie tak długo, jak długo będzie to potrzebne. Lecz potrzeba to śmieszne słowo, które niczego przecież nie ujawni. Potrafi raczej odwrócić bieg myśli, zostawić sugestię, iż do mnie należy decyzja, kiedy odejdę, a w tym świecie molekuły oczekują, iż każda odpowiedź będzie prawdziwa, a ja nie umiem powiedzieć, czy chciałbym tu jeszcze zostać, gdybym miał wybór.

 

Przymus istnienia mógłby się okazać określeniem, które jest egzystencjalne, w pewnym stopniu trafne, filozoficzne i zawiera w sobie pewien utajony mechanizm ludzkiego życia. I w pewnym sensie przymus istnienia staje się sytuacją, w której nie istnieje nadany przez naturę wybór, bo możliwość jego wprowadzenia mogłaby oznaczać, iż jest to decyzja wbrew naturze. Znowu jednak co należałoby postrzegać jako naturę człowieka? Wyłącznie fizyczną, cielesną logikę oraz jej inteligencję, czy bardziej złożoną świadomość, która z udziałem wyobraźni może znaleźć rozwiązanie sytuacji, które wcale nie jest rozwiązaniem, ale jednocześnie unicestwia całą obecność tej i innych sytuacji.

 

Logika jest przecież narzędziem, z którego można korzystać, a w połączeniu ze świadomością stanów emocjonalnych, coś, co z pozoru wydaje się absurdalne lub nielogiczne, zyskuje dodatkową warstwę argumentacyjną, godząc przez to w logikę, a jednocześnie stając się czymś, co można określić jako sensowne.

 

Przymus nigdy nie będzie wystarczająco silnym powodem, by z obowiązku uczynić przyjemność, a przez ten przymus właśnie człowiek staje się wyłącznie zobowiązany wypełnić podstawowe prawo do życia. Dopiero jednak powód do życia, który będzie silniejszy, niż poczucie przymusu, mógłby, chociaż trochę, złagodzić dyskomfort, który z tego przymusu wynika.

 

Transatlantycka podróż przenika mapy. Rozlewa się saharyjskim piaskiem wprost na podłogę, której jasnawe panele mieszczą w sobie charakterystykę współczesnej, użytkowej i mieszkalnej architektury - imitację, atrakcyjną cenę, stosunkową trwałość. Drewno nie jest już drewnem. Jest wyłącznie symbolem, które poprzez fakturę i kolorystykę przywodzi na myśl jakieś odległe skojarzenie, które mogło mieć swój początek w szkole, podczas opowieści o dworkach szlacheckich lub przy okazji poznawania obrazów, które na swych barkach niosły ówczesną klasykę albo mieć w sobie coś jeszcze, co nie do końca da się opowiedzieć.

Niektóre widoki mają w sobie pewną, głęboko związaną z człowiekiem, nić przeżycia, które wydaje się przeżyciem matczynym. Jak chociażby widok świeżo ściętego drewna, z jasnym pniem i słojami, zapach jego soków, aromat wiórów, wokół troty i kora. Jest w tym pewien sentyment, którego nie umiem nazwać, pewna czułość, której nie rozumiem, jednak pozwalam o tym myśleć głównie dlatego, iż myśl krąży wokół obrazu, który wzbudza we mnie przyjemność.

 

Anteny przyrosły do dachu i ciężko będzie wyrwać cokolwiek, nie rozrywając przy tym poszycia.

 

...że jestem bez znaczenia,

jak słowo, którego nikt nie poznał,

spróbuj mnie wysłowić a szybko

zapomnisz, co chciałaś powiedzieć

 

Mogłabyś zadzwonić, coś powiedzieć albo napisać. Teraz jednak tylko czekam i udaję, że nie czekam wcale. Przecież nie myślę ani o Tobie, ani o tym, że się nie odzywasz, nie siedzę bezczynnie, dzień mija powoli, a ja w tym dniu postępuję zgodnie z planem. Jednak wyczekiwanie mógłbym odczuwać stale, w napięciu brzucha, w pewnym naprężeniu, w pewnym skupieniu ciała, jakby z mojego ciała powstał drapieżnik i pragnął polować. Lecz Ty się nie odzywasz, a je nie wiem, co mógłbym zrobić, więc robię to, co zawsze.

 

Życie to wypracowywanie sobie postawy względem tego, co już się wydarzyło, żeby to, co jest, nie wyprowadzało nas tak bardzo z równowagi, którą próbujemy złapać. Jestem niemal pewien, że teraz myślenie przestało być celowe. Skupia się wyłącznie na określonej ekspresji i nic dotyka go nic więcej, jak przyjęcie odpowiedniego stylu. Lecz jest w tym pewna rozkoszna wolność, w której wcale nie dotykam tego, czym jest, a jednocześnie, wciąż jest coś żywego, co można rozpoznać w tekście. I może dzięki temu mogę jakość odpocząć od siebie, pozostając jednocześnie w jakimś stopniu sobą.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania