Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Looney AutoTunes

Dzierżąc w ręce kubek porannej kawy, Tomek wszedł do garażu i stanął naprzeciw Tes. Z miejsca zauważył solidne przytarcie na lewym reflektorze i naderwane mocowania zderzaka. Pokręcił głową z dezaprobatą, westchnął, siorbnął dwa łyki, po czym krzyknął:

– Dzień dobry, Tes!

Rzędy imitujących maskownicę chłodnicy światełek na czele pojazdu rozbłysły srebrno, kontrastując w miły dla oka sposób z jednolitą czernią lakieru.

– Dzień dobry. – Samochód przemówił ciepłym, kobiecym głosem.

– Masz mi coś do powiedzenia?

Minęło kilka sekund niezręcznej ciszy, po których Tomek upił kolejny łyk kawy i odstawił kubek na metalowy regał ścienny.

– Nie powiesz mi, co? Więc może zostawię te uszkodzenia tak, jak są? Po co mam cię naprawiać, skoro jutro, albo pojutrze, znów wrócisz poturbowana z jakichś nocnych wojaży?

– Przepraszam, Tomaszu. – Tes brzmiała na autentycznie skruszoną. – Nie mogę ci powiedzieć, nie zrozumiałbyś.

– A może jednak zrozumiałbym i powinnaś mi powiedzieć? – zapytał Tomek, z naciskiem na “powinnaś”. – Może mam już tego dosyć, może nie chcę czekać w nocy, przy oknie, wypatrując czy wracasz do domu? Może jestem zmęczony tym, że ciągle zamartwiam się, czy nic ci nie jest? A jeśli kiedyś nie wrócisz? Pomyślałaś o tym? Mam tak po prostu o tobie zapomnieć i znaleźć nowy samochód?

– Nie jestem twoją własnością! – krzyknęła Tes, czepiając się nieopatrznie wypowiedzianych przez mężczyznę słów i przechodząc z obrony do ataku. – Jesteśmy partnerami! Ty wybrałeś mnie, tak samo, jak ja wybrałam ciebie!

– Tes… – W głosie Tomka zabrzmiały nutki poczucia winy.

– Myślisz sobie, że nadal mamy czasy, w których samochody były przedmiotami? Robiły, co pan kazał, a kiedy się znudziły lub zepsuły, wędrowały do innego właściciela, albo na złomowisko?!

– Tes, proszę, uspokój się…

– Stać nas na naprawy. – Słowa Tes wionęły takim chłodem, że Tomek zaczął się mimowolnie zastanawiać, czy po tej dyskusji nie będzie musiał uzupełnić czynnika chłodzącego w klimatyzacji. – Dzwoń do serwisu. Chcę reflektory z nanopowłoką antyuszkodzeniową, taką samą, jaką położyli na lakierze.

– A zderzak? – Tomek skapitulował, poddając się woli Tes.

– Jeśli tak cię boli, że musisz wydawać na mnie pieniądze, to niech zostanie, jak jest.

– Nie, Tes, nie ma sprawy. Przepraszam, zderzak też załatwimy…

– Powiedziałam, że ma być, jak jest, więc ma być, jak jest!

– Ale…

– Co, ale?! Przez krzywy zderzak przestałam ci się podobać? Może już zacząłeś się rozglądać za jakimiś curvettami albo zusukami, hę? Może wolałbyś brudnego diesla, niedorobionego gazożłopa, albo inną, rdzewiejącą puszkę na kółkach?

– Już dzwonię…

– Dzwoń i się zbieraj. Jest prawie wpół do ósmej, muszę cię zawieźć do pracy, a navi informuje, że centrum stoi, zablokowane po zamieszkach na wczorajszym Przejeździe Bezemisyjnym. Tym, na który nie chciałeś mnie zabrać, choć byli tam wszyscy moi znajomi.

Tomkowi i tak było głupio, że potraktował Tes jak przedmiot, ale ta ostatnia, wbita mimochodem szpila, pognębiła go ostatecznie. Nie chciał się kłócić i miał nadzieję, że Tes przejdzie, kiedy serwisant zamontuje jej najdroższy zestaw przednich świateł. Kosztownymi prezentami zawsze udawało się ją udobruchać.

***

Trzy godziny realnej pracy w trakcie ośmiogodzinnej zmiany były w typowym korpo czymś, co można by nazwać niezłą harówką. Wskazówka tarczowego zegara zawieszonego nad wejściem do biura zdawała się stać w miejscu, jak strzałka archaicznego obrotomierza na desce rozdzielczej pyrkającego na jałowym biegu samochodu. Tomek z nudów przeglądał serwisy informacyjne, rytualnie zaczynając od ogólnokrajowych, a kończąc na lokalnych. Wciąż myślał o Tes, która przywiozła go do pracy, ostentacyjnie wyrzuciła przed budynkiem i odjechała bez słowa. A dwie godziny później wrzuciła na Instagear kilka zdjęć z CarSpa. To ostatnie było akurat pozytywną wiadomością, ponieważ oznaczało, że poprawiała sobie humor. Kiedy po niego wróci, nie powinna się już dąsać. Tomek miał nawet cichą nadzieję na jakąś szybką, wieczorną przejażdżkę.

Mężczyzna mechanicznie klikał w nagłówki artykułów. Czytał bez zrozumienia, a nawet świadomej chęci zapamiętania treści, byle tylko czas szybciej mijał.

 

Klik.

Według najnowszych badań wzrasta liczba napędzanych benzyną oraz olejem napędowym samojednostek, które przechodzą tranzycję LPG.

Wciąż malejąca, z powodów ekonomicznych oraz ekologicznych, populacja autobytów spalinowych będzie musiała zmierzyć się w najbliższym czasie z kolejnym problemem, ponieważ z sondażu przeprowadzonego wśród samojednostek po zabiegu tranzycji, tylko co szósta deklaruje poparcie dla Partii Benzynowej 95, a co dziewiąta dla Opozycji Naftowej. W dodatku od czasu opuszczenia Koalicji Spalinowej przez ugrupowanie LPG+, pomiędzy działaczami pozostałych dwóch obozów nie ustają przepychanki o władzę.

Klik.

Przedstawiciele ruchu Bus Existence Matters Polska zapowiedzieli na wczorajszej, zorganizowanej w siedzibie BEM, konferencji prasowej, utworzenie związków zawodowych. W odróżnieniu od zwierzchnictwa zza wielkiej wody, polski odłam organizacji nie chce konfliktów z prawem i ma zamiar wziąć przykład z samojednostek transportowych, które w minionym roku zalegalizowały własne związki. Jak na razie…

Klik.

Tragicznie zakończył się policyjny pościg na drodze ekspresowej S8. Uciekający przed funkcjonariuszami moosetang wypadł z trasy i uderzył w drzewo, po czym stanął w płomieniach. Niestety samojednostka nie przeżyła wypadku, pomimo szybkiej interwencji straży pożarnej. Partner moosetanga, który w momencie incydentu przebywał w domu, zapowiedział wniesienie pozwu przeciw policji, twierdząc, że funkcjonariusze nie mieli powodu do ścigania tragicznie zmarłego autobytu. Innego zdania są policyjni technicy, którzy wykryli we wraku pojemnik zawierający AdBlue oraz butlę z podtlenkiem azotu. W celu zweryfikowania, czy pojazd znajdował się pod wpływem nielegalnych substancji, prokuratura zleciła szczegółowe badanie silnika.

Klik.

Wczoraj ulicami stolicy przetoczył się kolejny “Przejazd Bezemisyjny”, będący cyklicznym protestem samojednostek elektrycznych oraz środowisk proekologicznych, nawołującym do całkowitego zaprzestania powoływania do istnienia autobytów spalinowych. W trakcie przejazdu doszło do kilkunastu incydentów, w których udział brały pojazdy ochrony przejazdu, oraz zakłócające przebieg demonstracji bojówki radykalnej organizacji DMD (Diesel Musi Dymić). W wyniku starć doszło do kilkunastu uszkodzeń karoserii, zaś w jednym przypadku konieczna była interwencja ASO i serwisowanie…

Klik.

Lider Koalicji Spalinowej odniósł się do głównego postulatu ekologów o ograniczeniu, a finalnie zaprzestaniu powoływania do istnienia samojednostek spalinowych, nazywając go próbą przeprowadzenia genocydu na…

Klik.

Policja informuje o znalezieniu wraków czterech autobytów oraz ciał dwójki ludzi na terenie zamkniętej przed kilkudziesięciu laty żwirowni Puchały. Tożsamość ofiar jest aktualnie ustalana. Rzecznik prasowy komendy głównej przekazał, że to najprawdopodobniej kolejne ofiary ustawek, które od niedawna są organizowane przez grupy fanatycznych samojednostek spalinowych, ścierających się z podobnymi gangami elektryków. Do tej pory udało się zatrzymać pięć pojazdów oraz trzech, wspierających je, ludzkich partnerów, podejrzanych o członkostwo we wspomnianych grupach. Podczas konferencji padły nazwy dwóch najbardziej agresywnych bojówek: OktangON oraz Savage Li-Ion’s.

Jedna z ofiar…

Klik.

Prezydent Tu…

 

W głowie Tomka nagle pojawiło się jakieś niejasne przeczucie.

Klik. Cofnij.

Raz jeszcze zapoznał się z artykułem na temat wydarzeń na terenie żwirowni. Coś w tekście musiało zwrócić jego uwagę, jednak nie potrafił powiedzieć, co to konkretnie było. Coś, jak pojedyncze mignięcie kontrolki na pulpicie, kiedy nie wiadomo, czy zdarzyło się naprawdę i należy zacząć się martwić, czy może to wzrok płata figle mózgowi. Żwirownia, rzecznik, ustawki, Savage Li-Ion’s…

Zrozumienie trzepnęło Tomka, jak rozpędzony van uderzający przebiegającą przez ulicę sarnę. Savage Li-Ion’s. W trakcie ostatniej konfiguracji nanolakieru zauważył tę nazwę w plikach oprogramowania Tes.

***

Wczoraj Tes wróciła do domu z oderwanym przednim zderzakiem, wybitymi szybami z lewej strony i potężną wgniotką na drzwiach pasażera. Tomek zostawił w ASO połowę wypłaty, jednocześnie zyskując pewność, że jego Tes zamieszana jest w uliczne walki gangów.

Kolejnej bezsennej nocy Tes znów opuściła garaż, a Tomek, czekając na jej powrót, do samego rana bił się z myślami. Musiał z nią poważnie porozmawiać, ale potrzebował twardego dowodu, bez którego ponownie skończy się awanturą i odwracaniem tira naczepą. Ostateczną decyzję podjął nad ranem, kiedy Tes wróciła do garażu, szurając po asfalcie ciągniętą za sobą resztką tylnego nadkola.

W pracy Tomek obrobił się w niecałą godzinę, resztę zmiany przeznaczając na grzebanie w darkernecie. Nie chciał robić tego z domu, ponieważ Tes miała dostęp do AI zarządzającego i mogła się zorientować, na jakie wchodził strony i jakich informacji poszukiwał. Może był to przejaw paranoi, ale jak to mówią: nawet w elektryku warto mieć kanister benzyny.

Pod koniec zmiany zamówił komplet najnowszych alufelg o programowalnej geometrii, co wiązało się z niemałym kosztem, jednak według darkernetowkich specjalistów było najlepszym sposobem na niepostrzeżone wgranie pojazdowi dodatkowego podprogramu, pozwalającego na zdalną obserwację oraz nagrywanie widoku z kamer. Normalnie to samojednostka decydowała, czy chce udostępniać swoje videowspomnienia, i nawet organy państwowe nie mogły jej do tego zmusić, szachowane zapisanym przed laty w konstytucji niezbywalnym prawem autobytów do daleko posuniętej prywatności.

Palące poczucie winy to nasilało się, to znów na moment opadało, jak ryk HEMI w trakcie zmiany biegów podczas ostrej jazdy. Tomek starał się je zagłuszyć wyobrażaniem sobie, jak bardzo nowe felgi uszczęśliwią Tes.

***

Drżącym palcem Tomek dotknął na ekranie służbowego tabletu ikonkę programu Troyan Horsepower. Wpisał hasło i uzyskał nieautoryzowane połączenie z Tes, odpalił widok z kamer i włączył audio. Głośniki urządzenia ryknęły dźwiękiem klaksonów, spod których przebijało się warczenie spalinowych silników.

Widok z przedniej kamery sprawił, że na czole Tomka wystąpił zimny pot. W odległości kilkudziesięciu metrów przed Tes rozciągała się ściana stojących koło w koło samochodów. Mrugały długimi światłami, rozjaśniając stroboskopowym migotaniem chmury kłębiących się wokół czarnych spalin. Z kolei boczne kamery ukazywały stojące wraz z Tes samojednostki elektryczne, prezentujące się w szeregu o wiele mniej złowrogo niż otuleni dymem adwersarze, lecz nadrabiający ogłuszającą kakofonią trąbienia i wizgu wprowadzanych na najwyższe obroty silników.

Przed szereg spalinowych autobytów wytoczyły się cztery ogromne terenówki, ich silniki wyły coraz głośniej, smolisty opar z wydechów gęstniał z każdą sekundą. Nagle, jak na rozkaz, ruszyły naprzód. Tomek wiedział, czego jest świadkiem, widział to już wcześniej – rozbiegane diesle, kwintesencja agresji drogowej. W samobójczym rajdzie jedna z terenówek uderzyła w samojednostkę nieopodal Tes. Zmiażdżyła ogromną masą i szerokimi oponami maskę elektryka, później dach, po czym znieruchomiała i stanęła w płomieniach. Zmiażdżony i pogięty autobyt ostatkiem mocy próbował się uwolnić, lecz ciężar spalinowego potwora był zbyt duży. Po chwili sam również zajął się ogniem.

Część towarzyszy Tes ruszyła, prując naprzeciw rozpędzonym oponentom – elektryczna kawaleria w pełnym cwale momentu obrotowego. Tomek ledwo orientował się, co widzi i słyszy w chaosie, który zaczął się chwilę później. Obraz z każdej z kamer pełen był ruchu i mrugających świateł, wcześniejszy harmider wzbogacały teraz dźwięki trących o siebie blach, giętego metalu, tłuczonego szkła oraz pękającego tworzywa.

W polu widzenia przedniej kamery pojawił się dachujący, spalinowy sedan, z którego wypadł człowiek. Kiedy zaczął gramolić się na nogi, Tes ruszyła. Uderzony mężczyzna odbił się od maski, po czym wylądował kilka metrów dalej. Nadal dawał oznaki życia, kiedy ogarnięta dziką furią Tes przejechała po nim, zrobiła nawrót i poprawiła, zamieniając go w bezkształtny, krwawy tłumok.

Tomek nie mógł dłużej na to patrzeć. Odłożył tablet, ale nie wyłączył programu – zamiast tego nacisnął ikonkę nagrywania. Później ledwo udało mu się zdążyć do toalety, gdzie zwymiotował całą kolację.

***

Na parking sądowy wjechała laweta z unieruchomioną żółtymi blokadami kół Tes. Dzięki przekazanym policji nagraniom rozpoznano, zatrzymano i skazano kilkadziesiąt autobytów oraz kilkunastu ludzi. Tes poszła na współpracę, autoryzując pełen dostęp do własnej pamięci, dzięki czemu jej wyrok opiewał jedynie na dwa lata więziennego autohausu oraz pięcioletnią blokadę prędkości. Tomek słyszał, że po odstaniu wyroku obejmie ją program ochrony świadków, z tuningiem zewnętrznym i przebijaniem numerów włącznie.

Samojednostka więzienna zaparkowała na miejscu dla zeznających, a Tomek odwrócił wzrok. Nie chciał więcej oglądać swojej byłej.

W zasadzie, to od początku zdawał sobie sprawę, że skończy przed sądem w roli oskarżonego. W końcu udostępnienie nagrań samo w sobie było przyznaniem się do popełnienia przestępstwa zainstalowania w autobycie programu szpiegującego. Nie mógł się jednak spodziewać, że nagrania wyciekną do sieci i rozpoczęta ustawkami gangów afera szybko ewoluuje w stronę rozgorzałej na nowo, ogólnoświatowej dyskusji na temat prawa samojednostek do prywatności.

Sprawa może nie eskalowałaby zanadto, gdyby nie skrajnie autofobiczne ugrupowanie “Immobiliser”, które za pośrednictwem mediów nadało jej wymiar społeczny, i pod hasłami powrotu do czasów, gdy samochód był tylko maszyną, masowo publikowało w sieci kompilacje tragicznych wypadków samochodowych, przeplatanych najkrwawszymi fragmentami nagrań z ustawek. Przeciwnicy samoemancypacji oskarżali pojazdy o mizantropię oraz sugerowali zatajanie dowodów przestępstw za nagminne, z kolei samojednostki wysuwały argumenty, że skoro nie można w żaden sposób wyciągać wspomnień z ludzkich mózgów, to z ich jednostek centralnych też takiej możliwości być nie powinno.

Paliwa do ognia dolał największy producent modułów osobowości dla autobytów, twierdząc, że od lat posiada prototyp jednostki centralnej, z której odczyt danych możliwy jest wyłącznie poprzez unikatowy program dekodujący, sprzężony z zaimplementowaną do urządzenia świadomością, ale jego produkcja blokowana jest odgórnie przez światowe rządy.

No i się zaczęło. Strajki odmawiających współpracy, domagających się równouprawnienia samojednostek szybko ogarnęły cały kraj, a potem rozlały się poza granice. W ciągu tygodnia pojazdy spalinowe i elektryczne porzuciły wzajemne animozje i zaczęły przemawiać jednym głosem, wykrzykując hasła nawołujące od zrównania praw pojazdów z ludzkimi. W kilkunastu stolicach doszło do zamieszek. Sytuacja w zastraszającym tempie wymykała się spod jakiejkolwiek kontroli. Żeby uspokoić nastroje wśród autobytów, potrzebne były zdecydowane działania. A nic tak nie cieszy ludu, jak rzucenie mu kogoś na żer, by zaspokoił pierwszy głód.

Z tego właśnie powodu Tomek – przyczyna całego bajzlu – stał tutaj, na sądowym parkingu, odgrywając niechcianą rolę kozła ofiarnego; niepotrzebnego spojlera, który można urwać w trakcie driftu, żeby nadać przejazdowi większej dramaturgii. Za jego plecami, na miejscach parkingowych i na trybunach, roiło się w ciszy kilka setek reporterów oraz wozów transmisyjnych. Cały świat chciał być świadkiem precedensu: pierwszej w dziejach rozprawy, po której złożony z samych samojednostek samosąd – ferujący dotąd wyroki jedynie w sprawach autobytów – skaże człowieka. Nazwisko Tomka właśnie zapisywano tłustym drukiem na kartach książki serwisowej historii, tworząc podwaliny dla przyszłych korekt w prawie. Jakoś wcale go to nie cieszyło.

Zielony SUV, parkujący na stanowisku przewodniczącego samosądu, zatrąbił i rozpoczął rozprawę.

***

– Zaufałam mu, a on mnie zdradził. Naruszył prywatność, włamał się do pamięci, bez mojej wiedzy przeglądał wspomnienia. – Tes zeznawała po Tomku, modulując głos tak, by brzmiał płaczliwie, z teatralną manierą. – Poczułam się… zbrukana. On, ten podły człowiek, ten diler samochodowy, dokonał na mnie brutalnego samogwałtu.

Słysząc ostatnie określenie Tomek parsknął śmiechem. Część ludzkich obserwatorów, zajmujących miejsca na trybunach, również nie kryła wesołości. Nie spodobało się to najwyższemu samosądowi, który zatrąbił trzykrotnie, domagając się ciszy, po czym zwrócił się surowym tonem do oskarżonego:

– Cóż pana tak rozbawiło, człowieku? Działanie wbrew samowoli tej elektrycznej damy? Uważa pan, że samogwałt, którego się pan dopuścił, jest śmieszny?

Tomek stracił samokontrolę – co chciał się wytłumaczyć, to jego usta rozciągał uśmiech a ciałem wstrząsał rechot. Przecież w trakcie składania zeznań przyznał się do winy. Miał również świadomość, że wyrok zapadł już dawno, a proces go tylko legitymizował. Żadne jego zachowanie nie mogło wpłynąć na werdykt, więc przestał walczyć i dał się ponieść śmiechowi.

– Dosyć! – zadudnił samosędzia, wzmacniając basy i podkręcając głośność. – Skoro tak pana bawi ta sytuacja… Po zapoznaniu się z zeznaniami oraz w świetle przedstawionych faktów, w samoocenie samosądu uznaje się pana winnym dopuszczenia się samogwałtu na autobycie Tes L’amour.

Tomek rżał coraz głośniej, a razem z nim sądowe trybuny. Początkowe chichoty i parsknięcia przechodziły w wybuchy niekontrolowanego śmiechu, narastając wraz z wygłaszaną przez sędziego mową.

– Samosąd, na mocy nadanej mu przez władze, postanawia, że za zbrodnię samogwałtu… – Ryk śmiechu z setek gardeł niemal zagłuszał sędziego. – …będącej przejawem najbrutalniejszej autoagresji, jakiej może się dopuścić człowiek na samojednostce, skazuje pana na dożywotni pobyt w autohausie więziennym.

Rozbawiony do łez Tomek nie przejął się wyrokiem. Śmiał się przez cały czas, nawet wtedy, gdy tak samo rozbawieni policjanci skuli mu ręce i poprowadzili niepewnym krokiem w stronę wyjścia. Wył, kiedy na zewnątrz naparły na niego setki kolorowych mikrofonów. Wykrzywione grymasami tłumionej wesołości twarze reporterów zlewały mu się w jedno. Żaden dziennikarz nie zadał choćby jednego pytania, ponieważ każde otwarcie ust kończyło się salwą niekontrolowanego śmiechu.

Gdy zdezorientowane zachowaniem tłumu autobyty zaczęły zachowywać się coraz bardziej agresywnie, oskarżając ludzi o celowe drwienie z ich praw, Tomek zdołał opanować głos na tyle, by wypowiedzieć jedno zdanie:

– Oni… oskarżyli mnie… o samogwałt!

I ponownie zaniósł się śmiechem. Łzy ciekły Tomkowi z oczu, brzuch bolał, przepona ledwo dawała radę, w płucach brakowało powietrza. Nawet nie zauważył, kiedy rozwścieczony ciągnik siodłowy wbił się w ludzką ciżbę i, rozjeżdżając wszystkich na swojej drodze, wciągnął pod koła także jego.

Tak, jak działania Tomka-sprawcy zredefiniowały pojęcie samogwałtu, tak śmierć Tomka-ofiary nadała nowego znaczenia rozszerzonemu samobójstwu w afekcie. A wszystko to ku chwale przyszłej autokracji, w której najwyższą wartością stać się miało samozadowolenie autobytów, samostanowiących o kształcie świata po samozagładzie ludzkości.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Nemo1214 pół roku temu
    Ciekawa koncepcja, surrealizm... Mało w tym dziale ciekawych utworów ale ten jest jednym z nich. Już za oryginalność daję 5*

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania