Łóżko
niby kanciaste
a jednak okrągłe jak piersi sponiewierane o poduszkę
nie czuję ostrych krawędzi gdy między jękiem a jękiem wdycham twój pot z materaca
ostoja azyl
gdzie było kiedy brutalnie rzuciłeś moje jestestwo w otchłań twardej i zimnej podłogi
gruchocąc nadzieję nie kości
marząc o miękkiej pościeli
przyjmuję pozycję horyzontalną
poduszka ukoi napięte nerwy
odmrozi skostniały język kiedy z ust wylatują
kawałki lodu
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania