Łóżko

niby kanciaste

a jednak okrągłe jak piersi sponiewierane o poduszkę

 

nie czuję ostrych krawędzi gdy między jękiem a jękiem wdycham twój pot z materaca

 

ostoja azyl

 

gdzie było kiedy brutalnie rzuciłeś moje jestestwo w otchłań twardej i zimnej podłogi

gruchocąc nadzieję nie kości

 

marząc o miękkiej pościeli

przyjmuję pozycję horyzontalną

 

poduszka ukoi napięte nerwy

odmrozi skostniały język kiedy z ust wylatują

kawałki lodu

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania