Łóżko

niby kanciaste

a jednak okrągłe jak piersi sponiewierane o poduszkę

 

nie czuję ostrych krawędzi gdy między jękiem a jękiem wdycham twój pot z materaca

 

ostoja azyl

 

gdzie było kiedy brutalnie rzuciłeś moje jestestwo w otchłań twardej i zimnej podłogi

gruchocąc nadzieję nie kości

 

marząc o miękkiej pościeli

przyjmuję pozycję horyzontalną

 

poduszka ukoi napięte nerwy

odmrozi skostniały język kiedy z ust wylatują

kawałki lodu

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Jimmy 5 miesięcy temu

    Dla mnie bomba ❤️ ostro, na krawędzi niegrzeczności ale mocno erotyczne 😉

  • Bernadetta12345 5 miesięcy temu

    Dzięki 😉

  • Spragniona bliskości 5 miesięcy temu

    Epopeja patologicznej love story

  • Bernadetta12345 5 miesięcy temu

    Patologia tak, epopeja nie😉☺️

  • Jimmy 5 miesięcy temu

    Nie zgadzam się

  • Bernadetta12345 5 miesięcy temu

    Jimmy z czym?

  • Jimmy 5 miesięcy temu

    Bernadetta12345 - dzis chyba jestem na „nie” ze wszystkim 😂

  • Bernadetta12345 5 miesięcy temu

    Jimmy ok😉😂

  • Sokrates 4 miesiące temu

    ostoja azyl gdzie było kiedy brutalnie rzuciłeś moje jestestwo w otchłań twardej i zimnej podłogi gruchocąc nadzieję nie kości - mocna i celna metafora. Nie rozumiem jedynie końcówki wiersza, o tym wylatującym z ust lodzie.

  • Bernadetta12345 4 miesiące temu

    Kostki lodu symbolizują u mnie lodowate słowa, zamrożone uczucia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania