Łóżko

niby kanciaste

a jednak okrągłe jak piersi sponiewierane o poduszkę

 

nie czuję ostrych krawędzi gdy między jękiem a jękiem wdycham twój pot z materaca

 

ostoja azyl

 

gdzie było kiedy brutalnie rzuciłeś moje jestestwo w otchłań twardej i zimnej podłogi

gruchocąc nadzieję nie kości

 

marząc o miękkiej pościeli

przyjmuję pozycję horyzontalną

 

poduszka ukoi napięte nerwy

odmrozi skostniały język kiedy z ust wylatują

kawałki lodu

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Jimmy 3 miesiące temu
    Dla mnie bomba ❤️ ostro, na krawędzi niegrzeczności ale mocno erotyczne 😉
  • Bernadetta12345 3 miesiące temu
    Dzięki 😉
  • Spragniona bliskości 3 miesiące temu
    Epopeja patologicznej love story
  • Bernadetta12345 3 miesiące temu
    Patologia tak, epopeja nie😉☺️
  • Jimmy 2 miesiące temu
    Nie zgadzam się
  • Bernadetta12345 2 miesiące temu
    Jimmy z czym?
  • Jimmy 2 miesiące temu
    Bernadetta12345 - dzis chyba jestem na „nie” ze wszystkim 😂
  • Bernadetta12345 2 miesiące temu
    Jimmy ok😉😂
  • Sokrates 2 miesiące temu
    ostoja azyl gdzie było kiedy brutalnie rzuciłeś moje jestestwo w otchłań twardej i zimnej podłogi gruchocąc nadzieję nie kości - mocna i celna metafora. Nie rozumiem jedynie końcówki wiersza, o tym wylatującym z ust lodzie.
  • Bernadetta12345 2 miesiące temu
    Kostki lodu symbolizują u mnie lodowate słowa, zamrożone uczucia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania