Łóżko
niby kanciaste
a jednak okrągłe jak piersi sponiewierane o poduszkę
nie czuję ostrych krawędzi gdy między jękiem a jękiem wdycham twój pot z materaca
ostoja azyl
gdzie było kiedy brutalnie rzuciłeś moje jestestwo w otchłań twardej i zimnej podłogi
gruchocąc nadzieję nie kości
marząc o miękkiej pościeli
przyjmuję pozycję horyzontalną
poduszka ukoi napięte nerwy
odmrozi skostniały język kiedy z ust wylatują
kawałki lodu
Komentarze (10)
Dla mnie bomba ❤️ ostro, na krawędzi niegrzeczności ale mocno erotyczne 😉
Dzięki 😉
Epopeja patologicznej love story
Patologia tak, epopeja nie😉☺️
Nie zgadzam się
Jimmy z czym?
Bernadetta12345 - dzis chyba jestem na „nie” ze wszystkim 😂
Jimmy ok😉😂
ostoja azyl gdzie było kiedy brutalnie rzuciłeś moje jestestwo w otchłań twardej i zimnej podłogi gruchocąc nadzieję nie kości - mocna i celna metafora. Nie rozumiem jedynie końcówki wiersza, o tym wylatującym z ust lodzie.
Kostki lodu symbolizują u mnie lodowate słowa, zamrożone uczucia
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania