Lst do śmierci
Piszę do ciebie bo chcę zapytać
o coś co mnie nurtuje
lecz jak wyrazić słowami ciekawość
którą bezradność dyktuje
stoję przed lustrem wpatrzony w siebie
dotykam smutkiem mej twarzy
choć nie wiem ile mi jeszcze zostało
wiem że to się kiedyś wydarzy
chciałbym powiedzieć że się nie boję
że twardo stąpam po ziemi
i że nie straszne mi głosy są w głowie
wewnętrznych z tobą polemik
tak chciałbym się spotkać z kimś kto cię poznał
dowiedzieć się choć trochę więcej
chwycić się czyjejś życiowej mądrości
lecz pustka zostaje w mej ręce
i tylko czasem majestat ciszy
ukaja mych myśli skłębienia
a ja z tą ciszą jak bliźniak zbratany
słyszę twoje westchnienia
słyszę twe szepty jak wiatru szelesty
białymi szatami rozpięte
nad światem skażonym klątw milionami
bez żadnej litości doszczętnie
Jeśli cię spytam kim jesteś powiedz
wiem że mi nie odpowiesz
wiem że mnie tylko weźmiesz za rękę
że mnie powiedziesz na spowiedź
bo tylko wtedy twa twarz przeźroczysta
przestanie być dla mnie złowroga
i staniesz się tylko bramą do nieba
otworzysz mi drogę do boga
i staniesz się końcem mojego cierpienia
końcem marności nad marnościami
i końcem strachu strachu którego
Nie nie wypowiesz słowami
dopiero wtedy szeptem łagodnym
zanim się w nicość rozwiejesz
wyznasz mi swoim ostatnim tchnieniem
że przecież ty nie istniejesz
Na nasze spotkanie więc czekam cierpliwy
I Boga posłuszny woli
bo przecież kiedyś czas mój nadejdzie
i przyjść mi do siebie pozwoli
Komentarze (1)
Nudny.
NO!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania