Lucifer Effect - Prolog

Najgorsze wspomnienia nie zawsze mają głos. Czasami pamięta się tylko ciszę. Myene stała po drugiej stronie ulicy i patrzyła na dom, którego nie widziała od ośmiu lat. Nie zmienił się tak bardzo, jak się spodziewała. Dach był nowy, ogród zarósł bardziej, niż go zapamiętała, a jasną farbę na ścianach zastąpił chłodniejszy odcień. Mimo to wiedziała, że to ten dom. Nie potrzebowała adresu. Nie potrzebowała zdjęcia. Nie potrzebowała żadnego potwierdzenia. Niektóre miejsca rozpoznaje się całym ciałem. Zacisnęła dłoń na pasku torby i przez chwilę zastanawiała się, po co właściwie tutaj przyszła. Powinna odejść. Tak byłoby łatwiej. Tak byłoby rozsądniej. Od kilku tygodni miała jednak wrażenie, że przeszłość zaczyna chodzić za nią krok w krok. Pojawiała się w raportach, w rozmowach z rodzinami ofiar, w pustych pokojach, które oglądała podczas pracy. Za każdym razem wracała do tego samego miejsca. Do tego domu. Do tamtego dnia. Do ciszy. Myene zamknęła oczy i przez krótką chwilę znów miała piętnaście lat. Czuła ciężar torby z zakupami. Słyszała kroki Shouyo obok siebie. Pamiętała jego głos, choć z biegiem lat zaczął brzmieć w jej wspomnieniach coraz bardziej odlegle. Pamiętała też słońce odbijające się od szyb samochodów i zwyczajną rozmowę o czymś, co wtedy wydawało się najważniejszą rzeczą na świecie.

— Mówiłem, że powinniśmy kupić te czekoladki.

— Mówiłeś to o wszystkim.

— Bo wszystko było lepsze od tego, co wybrałaś.

— Masz dziesięć lat. Nie powinieneś mieć aż tak dużych wymagań.

— A ty masz piętnaście i zachowujesz się jak mama.

— Ktoś musi.

Wtedy się zaśmiała. Nie pamiętała już, z czego dokładnie. Pamiętała tylko jego głos, własny śmiech i ten krótki moment, w którym wszystko było jeszcze normalne. Zwyczajny dzień. Zwyczajny dom. Zwyczajna rodzina. Tak zwyczajny, że żadne z nich nie mogło wiedzieć, że przeżywają właśnie ostatnie minuty swojego dawnego życia. Myene otworzyła oczy. Dom nadal tam był. Podniosła wzrok na okno na piętrze. Przez moment wydawało jej się, że widzi za szybą niewyraźną sylwetkę dziecka. Mrugnęła. Nikogo nie było. Odetchnęła powoli. Minęło osiem lat, a jednak jej serce wciąż reagowało tak samo. Jakby czas nie miał tutaj żadnego znaczenia. Jakby wystarczyło przekroczyć próg, żeby znów stać się piętnastoletnią dziewczyną, która jeszcze nie wiedziała, że niektórych rzeczy nie da się odzyskać. Sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyjęła starą fotografię. Papier był pożółkły, a rogi lekko zagięte. Na zdjęciu stała cała rodzina. Ren obejmował Airi ramieniem. Hana próbowała uciec przed aparatem. Kaito miał minę, jakby właśnie zrobił coś, czego nie powinien. Mała Mio siedziała na rękach matki. Myene stała obok Shouyo. Oboje patrzyli w obiektyw. Oboje jeszcze nie wiedzieli, jak krótkie będzie ich wspólne dzieciństwo. Myene przesunęła kciukiem po fotografii. Potem odwróciła ją na drugą stronę. Na odwrocie, dziecięcym pismem, znajdowało się jedno zdanie.

„Zawsze będziemy razem."

Myene patrzyła na te słowa przez dłuższą chwilę. Potem schowała fotografię.

— Minęło osiem lat — powiedziała cicho.

Dom nie odpowiedział. Cisza również nie. Myene spojrzała jeszcze raz na drzwi wejściowe. Tym razem nie widziała już domu. Widziała siebie sprzed ośmiu lat, stojącą dokładnie w tym samym miejscu. Widziała Shouyo obok siebie. Widziała jego małą dłoń zaciśniętą na pasku torby. Widziała, jak oboje podchodzą do drzwi. I przypomniała sobie coś, czego przez lata próbowała nie pamiętać. Zanim otworzyła drzwi tamtego dnia, Shouyo powiedział jej coś jeszcze. Coś, czego nie było na żadnej fotografii i czego nie zapisał żaden raport. Myene pamiętała jego głos aż nazbyt dobrze.

— Myene... coś jest nie tak.

Otworzyła oczy. Stała sama przed pustym domem. Po raz pierwszy od wielu lat pozwoliła sobie nie odwrócić wzroku. Potem zrobiła krok w stronę drzwi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania