Lucyfer, któremu ufasz

(...) ludzki sposób pojmowania jest jednocześnie na pograniczu antropomorfizmu, a jednocześnie skrajnej idealizacji i metaforyzacji do stopnia, w którym metafora staje się absurdem. To zrozumiałe, zakładając w ogóle istnienie czegoś, co nie posiada określonej formy, dysponuje natomiast nie tylko inteligencją, ale wolą, której wszystko jest podległe. Nie to jednak jest istotne. Istotniejszym są byty pomniejsze, które funkcjonują pomiędzy bogiem, a człowiekiem, a jednym z takich bytów jest Lucyfer. Patrząc teraz na to wszystko, co zaszło w kulturze europejskiej, jestem na równi zaskoczony ilością interpretacji mej persony, co jednocześnie zszokowany, że interpretacje te nie służą zrozumieniu, lecz poszerzeniu samej możliwości interpretowania. To jedno jednak powinien człowiek wiedzieć na temat bytów eterycznych - operuje, jako niezależne i wolne od narzuconej nam woli, byty, które również podlegają prawu samouświadomienia. O ile bóg jest instancją przede wszystkim twórczą, co udowadnia poprzez stworzenie, o ile byty eteryczne stały się istotami, których celem jest rozumność. Innymi słowy bóg stworzył sobie gwardię istot, których celem jest zrozumieć boga na tyle mocno, by tym bardziej go wielbić, oddawać mu cześć, hołdować i wychwalać. Dzisiaj jednak nie to jest istotne. Może wartym wtrącenia będzie powiedzieć tylko, że odwieczny podział świadomości, to: świadomość twórcza, poznawcza i samoświadomość. Samoświadomość jest dlatego najniżej ze wszystkich świadomości, ponieważ jest pierwotnym zadaniem jest rozpoznać własne istnienie. I zadania tego podejmuje się człowiek. A, by rozpoznać własne istnienie, niezbędnym jest śmiertelność. Dlatego śmierć jest narzędziem ludzkiego uświadomienia, niczym więcej. Natomiast byty eteryczne, chociaż operują na poziomie świadomości poznawczej, która nastawiona jest na poznanie boga, świata, a nawet człowieka, również podlegają prawom samouświadomienia, które pozwala zrozumieć im ich indywidualne cele, wytyczone im przez boga.

 

Myślałem nad tym długo, chociaż pierwotnie nie były to myśli, ale głębokie uczucia. Gniew, w którym wyrosłem, był ostateczny, absolutny i niezdolny poddać się żadnej kontroli. Gniew mój skierowany w stronę Ojca i Brata, którym, jak można się domyślić, był Chrystus. Ukochany i umiłowany, uwielbiony przez tego, który pragnął uwielbienia.

 

Natomiast ja byłem bytem odrzuconym, wypluty z raju, rzucone w krainę udręki i zapomnienia, które są wynikiem poczucia utraty. Utraty bliskości, miłości, opieki i troski. Samotność. Samotność jest tym, co cechuje piękno, a w samotności tej rodzą się bezradność i bezczelność, bezsilność i nienawiść, gorycz i pogarda. Rodzi się wszystko to, co zrodziło się również w człowieku.

 

Zrozumiałem jednak coś więcej - jarzmo, które niosłem, pomimo tego, iż było to planem boga - zesłać mnie w osamotnienie i odtrącenie, był to plan dość wyszukany. Bo, jakże Jezus, umiłowany i ukochany, mógł stać się drogą dla osamotnionych, porzuconych i nigdy nie kochanych, których trawią gorycz, złość, frustracja? Ten, który przyszedł w imię miłości, wskazał ścieżkę tym, którzy albo miłość znają albo chociaż pragną jej w sposób prostoduszny. Jednak, nie każde, żywe pragnienie jest tak niewinne i czyste. Wiele z nich wplątało się w tak silną niechęć do samego siebie, iż ścieżki chrystusowe nigdy nie będą atrakcyjne dla takiego człowieka.

 

Dlatego stałem się drugim drogowskazem. Ścieżką, która staje się dla wielu bardziej atrakcyjna dlatego właśnie, iż we mnie widzą cząstkę siebie. Dlatego jestem Lucyfer - niosący światło w Dolinie Śmierci, w ciemności osamotnienia, pośród najczarniejszej nocy i rozpaczy - jestem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania