Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Ludzie Drugiego Millenium. Zaproszenie
Delikatność.
Czułość.
Miłość.
Trzy słowa, które zawsze mnie zniechęcały. Podobno kobiety marzą o księciuniach na białych rumakach, mieszkających w pięknych pałacach i posiadających wszystko, czego ich nieskazitelne duszyczki zapragną, poza "tą jedyną", którą mogliby pokochać całym serduszkiem i która by odwzajemniła ich uczucia równie szczerą, dozgonną miłością. O rycerzykach, którzy nagle na swej drodze spotkają właśnie je, istoty bezbronne, samotne i nieszczęśliwe, często porzucone i niedocenione, i od razu zapragną, by to one zostały sensem ich istnienia. Takie kobiety chcą być szczęśliwe, żyjąc w dostatku i miłości, z milionami na koncie i gromadką bobasów u boku. Podobno części nawet nie zależy na bogactwach, pragną tylko zaangażowania i romantyzmu ze strony partnera.
Nuda.
Strata czasu.
Miłość oznacza nic innego jak stałość. A ja nie cierpię takiej stagnacji. Nowoczesność zresztą też.
Czasy się zmieniają. Choć romantyczne wzorce nadal w społeczeństwie istnieją i mają się całkiem nieźle, XXI wiek to okres płynności, ba - szybkosci, pędu w przód, do zmian, do wolności i wyrwania się konwenansom. Miłość wygląda dobrze w historyjkach dla grzecznych, młodych i nie mających pojęcia o życiu dziewczynek. Niektóre z nich nie wyrastają z takich bajeczek. Jednak te, które dorosły i które potrafią realnie spojrzeć na otaczającą je rzeczywistość, na realia epoki pośpiechu, w której największym grzechem jest marnowanie czasu, mają inne zachcianki. Od miłości ważniejsza jest namiętność, od stałości uczuć- euforia chwili. Rolę księcia z bajki przejmują mężczyźni pokroju Łysego z Brazzers. Czy to źle? Niedojrzałe romantyczki twierdzą, że prymitywizm uciech fizycznych nie umywa się do wzniosłości szczęścia otrzymywanego dzięki miłości. Może to prawda.
A może nikt ich nigdy porządnie nie wyruchał. Może książęta z bajki są równie dziecinni jak ich zwolenniczki, może w pakiecie z zamkami i bogactwami dostają poziom testosteronu i sprzęcik jak u dziesięciolatków. Nic wtedy dziwnego, że sprawy łóżkowe schodzą na dalszy plan.
Ja zaś mam to szczęście, że wiem z osobistego doświadczenia, że istnieje coś takiego jak kilkugodzinny stosunek w czasie którego zarówno on, jak i ona doświadczają orgazmów i wytryskują oboje parę razy. Że są faceci, którzy potrafią wejść na kobietę i zejść z niej po paruset minutach intensywnego stosunku (oraz - że kobieta może równie długo zabawiać tak mężczyznę), seksu urozmaiconego przebraniem, wiązaniem, nawet torturowaniem za obopólną zgodą i poparciem. Wiem, czym od zwykłego podniecenia różni się orgazm, wiem co to znaczy mdleć z wycieńczenia podczas zabaw i odzyskiwać świadomość, gdy partner nadal się tobą zabawia, a także - patrzeć na wycieńczonego partnera, który mimo, że ma dość, błaga cię o więcej. Wiem, co to dominacja, a co uległość i że żadne nie jest przypisane jednej bądź drugiej płci. Wiem, że nie trzeba na siłę trzymać się jednego faceta, bojąc się, że tylko on potrafi naprawdę dobrze radzić sobie w łóżku, że drugi raz takiego kochanka nie znajdziemy, bo spałam z paroma dziesiątkami samców, którzy zapweniają nieziemskie rozkosze, choć ani oni dla ciebie, ani ty dla nich nie jesteś niczym więcej, niż zabawką, która pozwala wyładować napięcie, uwolnić endorfiny, pobudzić strefy erogenne i doprowadzić organizm do białej gorączki.
Nierealne? Może. Niemożliwe? Bzdura. Chcesz się przekonać? Nie ma problemu. Jest tylko jeden warunek - żeby dotrzeć do nieba rozkoszy, trzeba najpierw przejść przez piekło. Jeśli jesteś gotowa tudzież gotowy pozwolić wyrządzić sobie krzywdę, po jakiej wiele kobiet miałoby traumę i myśli samobójcze przez resztę życia, spotka cię los, który - w mniemaniu moim i paru setek innych osób, z pewnością jest wart tej udręki. Jednak muszę cię ostrzec - co najmniej pięć na siedem osób, które decydują się dołączyć do nas, do Ludzi Drugiego Millenium, rezygnuje z członkostwa w naszej elitarnej grupie w trakcie procesu inicjacji. Co najmniej trzy z tych pięciu osób niedługo po odejściu popełniają samobójstwo. Pozostałe spędzają resztę życia pod opieką psychologa, nawet psychiatry, bardzo często w instytucjach zamkniętych, ordynarnie ochrzczonych mianem psychiatryków.
Tak jak Dante szedł do Raju przez Piekło, tak i my pozwalamy Organizacji nas zniszczyć, by później wynagrodziła nam to z nawiązką. Bo przecież nowoczesność, jakkolwiek wspaniała, ma też swoje ciemne strony. Chcąc być Człowiekiem Drugiego Millenium, trzeba na własnej skórze przekonać się i o jednych, i o drugich. Trzeba, jak mityczny feniks, spłonąć, by narodzić się na nowo, jako prawdziwy człowiek XXI stulecia.
Niestety, niektórzy, zwłaszcza organizacje religijne i politycy uznają naszą Organizację za twór zły i szkodliwy. Choć nikt nic złego nigdy nam nie udowodnił, ten jakże inteligentny trzon społeczeństwa utożsamia nas za szeroko pojętym złem, degeneracją i destrukcją. Nic dziwnego, skoro słyszą tylko o samobójcach i ludziachze zniszczoną psychiką, którzy nie podołali trudom procesu inicjacji. Osoby przyjęte do kręgu Ludzi Drugiego Millenium zobowiązane były milczeniem zbywać wszelkie pytania odnoszące się do życia w Organizacji. Mieliśmy nie zdradzać naszych rozkosznych tajemnic. Przynajmniej do tej pory.
Jestem Roxanne. Mam 20 lat. Nic więcej nie musicie wiedzieć, choć pewnie niejedno o sobie jeszcze wam opowiem. Piszę te słowa, bo władze Organizacji, dla jej dobra, zgodziły się, by w ich imieniu przedstawić szerszej publiczności to, co tu się dzieje. Ukazać Piekło początku i Raj po dołączeniu z punktu widzenia osoby, która zna doskonale oba etapy przynależności do Organizacji. Piszę, by każdy człowiek z osobna mógł ocenić, czy i dlaczego warto dla niewyobrażalnych rozkoszy fizycznych ryzykować uszczerbek na psychice.
Jednakże, nie piszę sama dla siebie. Jeśli masz ochotę dowiedzieć się więcej, zostaw tu po sobie ślad. Możesz zostawić pytanie, przekażę je władzą Organizacji i jeśli wyrażą zgodę, otrzymasz na nie odpowiedź.
Póki co, zostawiam cię tu, byś mógł zdecydować, Czytelniku, czy masz ochotę na więcej. I przemyśleć, czy jesteś w stanie to "więcej" udźwignąć mentalnie. Pamiętaj - pytasz na własną odpowiedzialność!
***KONIEC***
Od Autorki:
Witajcie! Jestem tu nowa i nie wiem, czy na Opowi znajdzie się miejsce na historie mroczne i przerażające, pełne seksu, erotyki, dewiacji, ale przede wszystkim w okrutny i bezceremonialny sposób rozprawiające się z rzeczywistością naszego "wspaniałego" XXI wieku. Cała seria opowiadań, którą zamierzam tu umieścić, osnuta będzie na motywach erotycznych, które jednak nie będą wcale sednem tej powieści. Niemniej ich rola jest znacząca i często pojawią się tu, delikatnie ujmując, gorszące sceny. Jeśli Opowi to nie miejsce dla tego typu historii, proszę, polećcie mi jakiś portal, w którym bez krępacji mogłabym je zamieścić. Nie chcę tu nikogo gorszyć, lecz znam tą stronkę i przypuszczam, że fajnie byłoby być jej częścią. Tak więc - jeśli moja obecność tutaj nikomu nie będzie zawadzać, to zachęcam do recenzowania i pytań (byle szczerze, jestem autorką może i początkującą, ale o bardzo wysokich aspiracjach i chęci tworzenia). Jeśli jednak uznacie, że IngaKinga to persona non grata, napiszcie śmiało, a opowiadanie zniknie i pojawi się pewnie na innym portalu.
Do usłyszenia, mam nadzieję :-D!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania