Ludzie nie są źli, ludzie cierpią
Ajahn Brahm powtarza, że ludzie nie są z natury źli, a przestępcy nie urodzili się zatwardziałymi i zimnymi draniami. Zazwyczaj łatwo przychodzi oceniać, że ktoś, kto popełnił przestępstwo jest z gruntu złym człowiekiem. A przecież nie zawsze taki był, nie od urodzenia mordował, gwałcił czy kradł. To już oczywiście grubszy kaliber przewinień, ale nie ma tutaj znaczenia co, czy jak bardzo złe to było. Chodzi o sam fakt, że osoba popełniająca przestępstwo zrobiła to w wyniku pewnego, doświadczanego przez siebie cierpienia. To nie kwestia charakteru, genów czy usposobienia. Raczej warunki otoczenia, w jakich taka osoba dorastała, pomiędzy kim się wychowywała oraz jakie miała wzorce. Nie bronię tutaj nikogo, po prostu każda akcja ma swoje uzasadnienie. Żadne działanie nie bierze się znikąd, zawsze istnieje jakiś powód, i nie jest to zazwyczaj pojedynczy aspekt, lecz całe spektrum przyczyn. Zazwyczaj nakładających się na siebie wzajemnie i kumulujących w sposób, który prowadzi do konkretnych zachowań.
Mówię w ten sposób, bo znam to z własnego doświadczenia.
Bywałem w swoim życiu zarówno dupkiem, jak i mocno współczującą istotą, która pomaga innym. Jak miałbym wobec tego stwierdzić, czy jestem z gruntu zły bądź dobry? Dokonywałem wielu różnych wyborów, lepszych i gorszych. Miotały mną zarówno tak zwane pozytywne, jak i negatywne emocje. Kierowałem się ‘wysokimi’ wartościami, które warto powielać, ale też brakiem jakichkolwiek. Raz hołdowałem priorytetom, a innym razem zajmowałem się błahymi sprawami. I które z tych rzeczy może mnie w pełni określić?
Dlatego zgadzam się z Ajahnem, bo nie wierzę w przypadkowe zachowania. Z perspektywy czasu rozumiem już, że może być różnie. Więc nikt nie jest z góry skazany na bycie przestępcą, ani przeznaczony do bycia duchowym przywódcą. Wpływ na nas mają zarówno czynniki wrodzone, jak i środowiskowe. Nie można powiedzieć, że jestem tylko zły lub tylko dobry. Trzeba raczej zapytać - skąd takie, a nie inne myśli, wybory i decyzje? Co jest podstawą zachowania człowieka, które jest wypadkową natury i otoczenia?
To brzmi według mnie sensownie i sprawiedliwie.
Nie bez powodu zdarzają się przypadki, kiedy komuś zostaje wybaczone nawet wielkie zło. Musiało w jakiś sposób dotrzeć do wybaczającej osoby przekonanie, że to nie jest kwestia zero jedynkowa. Nie ma walki dobra ze złem, to mit. Zgodzę się raczej z założeniem, że jesteśmy na tyle dobrzy, na ile potrafimy w danym momencie być. I nie ma sensu oceniać i skreślać źle postępujących, jakby to była ich jedyna i docelowa natura. Nie bądźmy ślepi na różnorodność naszych doświadczeń. Nie usprawiedliwiam wyrządzonych krzywd, mówię tylko, że każde zachowanie miało swoją przyczynę, a nie jest wynikiem domyślnych, wrodzonych ustawień.
I nie powiem teraz, że byłbym w stanie wszystko wybaczyć drugiej osobie. Bo nawet tego dzisiaj nie wiem, ale życzę sobie i Tobie, żeby zastanowić się nad szerszym kontekstem w każdej sytuacji, nawet w tej z pozoru oczywistej. Bywam w swoim życiu dupkiem nie bez powodu, tak samo, jak nie bez przyczyny potrafię być wsparciem. A to prowadzi mnie do wniosku, że każdy człowiek jest nieustannym procesem, który miewa różne oblicza. Nikt nie posiada jednej, ostatecznie przyklepanej wersji siebie..
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania