ludzie w kostiumach gołębi na rynku warszawskim o północy w południe
Pięćset pięć umysłów grających tę samą melodię na harfie o pękniętych trzech strunach, ćwierć sopranu i wiele innych głosów o pięknych barwach, co tańczą, co śpiewają, ale nawet nie mają pojęcia, gdzie tak w ogóle są, bo mogą być przecież wszędzie, nie zawsze tam, gdzie są naprawdę, bo tak właśnie to działa, tak działa nasz świat, że jak jesteś gdzieś, to w tej samej chwili jesteś gdzie indziej. W zasadzie, tak. Ale z drugiej strony nie. Tak nie działa NASZ świat, tylko parę ich, kilka zazębiających się ze sobą zębatek, zębami haczącymi o inne zębiska leżących obok zębatek, czyli światów, które pokrywają się z tym naszym, dzięki czemu istnieje przyszłość i przeszłość, i teraźniejszość, i żeby istniały wszystkie naraz, to muszą istnieć jednocześnie.
Bo życie to też taka gra w bierki, tylko czasem zamiast bierek mamy decyzje, problemy albo innych ludzi, czy coś, bierki tylko niekiedy, jak gramy w bierki w szkolnej świetlicy albo musimy dostosować kolor kredki, jaką narysujemy trawę, do naszych oczu. Ja mam piwne oczy.
Komentarze (4)
Cóż rzec mogę... na pewno to, że powinnaś więcej pisać, kiedy jesteś w takim stanie XD Podoba mi się fragment z zębatkami, jest boski, a jego boskość jest większa niż boskość żubrówki ♥
Sprobuje wiecej pisac W TAKIM STANIE. Dziekuje <3
Moim zdaniem z zębatki też są najlepsze :)
Ano :D
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania