Ludzkie żale, kości zwierząt i późne wieczory. Albo inaczej mówiąc – rozmowa
przetłumaczona z angielskiego proza własna, og. tytuł: "Human Regrets, Animal Bones and Late Evenings -- in other words, a conversation"
Mam zwyczaj picia zbyt wielu filiżanek kawy. Niektórzy moi znajomi
dzielą ze mną nawyki, ale ten, jak sądzę, ma tylko jedna, która mi
towarzyszy. To sprawia, że czuję się zrozumiana, siedząc z kawą, z którą
nie tylko ja się zmagam.
To nie jest uzależnienie, nie do końca, tak sądzę. I z pewnością nie
mam na myśli kawy, oczywiście mówię o zrozumieniu. Nie byłam pewna,
więc spotkałyśmy się przy mrożonej kawie, miałyśmy, ale ona, zdradzając
mnie, zamówiła gorącą.
„Jak możesz to pić na zimno?” – zapytała, patrząc na mnie jak na
pająka. „Obrzydliwe”.
„To ty parzysz sobie język o napój” – odpowiadam chłodno.
Obie wybuchamy śmiechem i rzucamy się na siebie – ona wygłasza
tyrady o szkole, testach, złych ocenach, mówiąc: „Naprawdę wierzę, że to
mnie zabija”. Wierzę, że mogłaby zostać powieściopisarką, zwyciężczynią,
astronautką, gdyby tylko się stąd wydostała.
Nigdy nie miała czasu na życie. A oto i ona, rozmawia z
dziewczyną, którą kocha, ale nienawidzi, bo piję mrożoną kawę. Dzielimy
się napojem, który nazywamy żalem. To lepsze niż picie w samotności,
rozmyślamy.
„Czy wiesz, że na przeciętnym pogrzebie płacze dziesięć osób?” –
mówi nagle, kaszląc nad poparzonym językiem. Naprawdę chciałem ją z
tego powodu wyśmiać, ale jej słowa mnie zaskoczyły.
„Dziesięć? Tylko tyle?” – prychnęłam. „Przechodzę przez całe życie,
walcząc, umierając i płacząc tylko dla…dziesięciu ludzi płaczących, gdy metoda
prób i błędów ostatecznie prowadzi do – nie wiem – śmierci?”
„Cóż, twoje złamane serca i osiągnięcia tak naprawdę… nie mają
znaczenia, prawda? Dziesięć osób na całym świecie płacze za tobą, ale czy
ty płakałbyś za dziesięcioma osobami? Całe twoje istnienie ma znaczenie
dla dziesięciu osób! To wciąż sporo, prawda?”
Moim zdaniem, wcale tak nie jest.
Ale patrzy na mnie tak zimno, że prawie zmieniam zdanie. Biorę łyk
i zamykam oczy, ten lód wydaje się zimniejszy niż zwykle. Jak lód może
być zimniejszy od lodu, zastanawiam się.
Ten świat naprawdę jest pełen cudów.
„Więcej osób świętuje twoje pierwsze urodziny niż ostatnie” –
dodaje. „Ponieważ nie są pewni, które urodziny obchodzisz ostatnie."
„O czym ty w ogóle bredzisz?” Macham krótko ręką. „Jesteś idiotką!
To jakiś żart? Spotkałyśmy się, żeby pogadać, pogadać o żalach i bólu
kości, a nie o jakichś stromych schodach udających głębokie oceany,
dziewczyno!”. Czuję się głupio, nazywając ją głupią i nie wiem dlaczego.
„Jeśli spadniesz ze stromych schodów, i tak będą cię boleć kości.”
Po tym patrzę na nią.
Czuję się młodo w oczach kogoś tak doświadczonego, czuję się jak
zwiędły kwiat, gdy ktoś tak młody patrzy na mnie z góry. Czuję się,
jakbym wiedziała coś, czego dzieci nie wiedzą, i pamiętała coś, o czym
dorośli zapominają.
W moich oczach jest bohaterką, ale mogę zrobić z niej złoczyńcę, o
ile ja opowiem historię. Gdyby to ona pisała, zawsze byłabym malowana z
błyszczącą koroną, tak sądzę.
Ja jej nienawidzę, czy ona mnie kocha?
„Czasami chcę umrzeć” – mówi ponownie. Unoszę brew. Nie
rozumiem.
„Umierać? Po co umierać, skoro się żyje?”
„Bo ludzie są okrutni. Krzywdzimy zwierzęta. Mamy żale. Nie lubię
tego – okrucieństwa. Czuję, że śmierć może okazać się bardziej
wyrozumiała niż ludzkość”.
Znów to samo. Zrozumienie. I nagle rozumiem, czego ona chce. Ja
też mam nadzieję, że śmierć będzie jak rodzic niosący cię za dziecka do łóżka, gdy udajesz, że śpisz. Mam nadzieję, że wciąż słyszysz wtedy śmiech dochodzący z pokoju obok.
Nie wiedziałam, kiedy po raz ostatni zaniesiono mnie do mojego
pokoju.
Nikt nie wie kiedy. A ja myślę, że chyba będą to moje ostatnie
urodziny.
„Jesteś dziwna” – mruczę, choć rozumiem. „Jesteś naprawdę,
naprawdę dziwna. Nikt nie lubi dziwaków. Nikt cię nie polubi, jeśli
będziesz taka dziwna na zawsze! Przestań być dziwna!”
Ciągle wpatruję się w jej zaciśnięte dłonie. Jej włosy są splątane i
poskręcane jak lina, jest za duża i za mała, jest zarozumiała i nieśmiała, i
jest za głośna, za cicha… Chyba nikt jej nie lubi. Jest brzydka. Pije
obrzydliwą, gorącą kawę.
I żałuje zbyt wiele.
„Czy uważasz, że zwierzęta są dziwne?” – pyta.
„Zwierzęta... Czy Dziwne. Zabijają, żeby przeżyć. I jedzą surowe
mięso. I są po prostu… podłe! Zbyt ciekawskie Albo zbyt okrutne. Są
dziwne. Mają dziwne kości zwierząt i dziwne czaszki” – odpowiadam
głośno i wyraźnie.
„Ty też jesteś zwierzęciem.”
„Tak, to znaczy… Tak, jestem. I chyba też jestem dziwna, ale co
tam, wszyscy są dziwni. Mam normalną czaszkę i nie jestem podła, nie…
okrutna…” Zaczynam wątpić w swoje słowa.
„Pająk, którego zabiłeś wczoraj, miałby inne zdanie”. Jej ton jest
zimny i wściekły, szorstki i okropny. „Kot powiedziałby, że twoja czaszka
jest dziwna. A ty jesteś dziwakiem”.
„A ty jesteś brzydka!”
Kłócimy się. Ale ona nagle odwraca wzrok. Gorąca kawa rozlewa
się po jej dłoniach, gryzę się w język. Ona nie jest…Naprawdę brzydka, nie
chciałam tego powiedzieć. Nie będę przepraszać. Powinna wiedzieć, kim
jest, a kim nie jest.
„Gdybyś była zwierzęciem, kim byś był?” – mówi ponownie. Mówi
dużo. Nie podoba mi się to, nie podoba mi się ona.
„Yyy… Właśnie powiedziałaś, że jestem zwierzęciem”. Unoszę brew,
ciekawa, co ma na myśli. „Ale chyba jeleń. Albo łania. Albo coś w tym
stylu, są czyste. I zabija się je za samo życie”.
Tym razem to ona jest zdezorientowana. Uśmiecham się triumfalnie.
„No cóż, jak powiedziałaś. Jeśli mam zostać zabita za samo życie,
niech śmierć będzie łaskawsza od człowieka. Carpe Diem!” śmiech spływa
mi po twarzy jak wrząca kawa po jej dłoniach.
„Wiele żałuję. Nie podjęłam wielu decyzji. Wiele razy nie zrobiłam
kroku naprzód. Wiele razy powiedziałam coś niewłaściwego. Nie…Do
Rzeczy. Nie… Żyłam, bardzo wiele razy” – przyznaje.
Teraz moja kolej na zadawanie pytań.
„Co zrobisz, jak znajdziesz się sześć stóp pod ziemią?” – pytam.
„Kiedy będę sześć stóp pod ziemią, robaki będą wyżerać moje serce.
Na początku niczego nie poczują, ale potem, kiedy zacznę gnić, poczują
nienawiść, jaką do ciebie czuję. Nie lubię cię”.
Myślałam, że ona mnie lubi.
Moja kawa rozbija się o blat, marszczę brwi. Mam ochotę ją
uderzyć, jestem samolubna, jestem wściekła. Ja też żałuję różnych rzeczy.
Zastanawiam się więc, czy będę żałowała, że ją uderzyłam – nie będę miała
takiego zrozumienia, jakie mam, jeśli w ogóle kiedyś je miałam. Mogę zasadzić kwiat na jej
miejscu, ale on nie pije gorącej kawy.
„No dalej. Uderz mnie!” – namawia.
Zrobiłabym to. Ale nie chcę rozbić lustra.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania