#Lumi dla Lumi ☀️

Zaparzona herbata w kubku z napisem „Mama” ogrzewała mnie w ten zimny, październikowy wieczór. To niesamowite, jak ludziom wydaje się, że wszystko wiedzą najlepiej. Czasami mam wrażenie, że wiecie coś, o czym ja jeszcze nie wiem. I dopiero się dowiem.

Betowen chrapie słodko jak smok. Drewno dopala się w ogniu. A ja dziękuję Wam wszystkim za to, że „oderwaliście” mnie od izulorystycznego myślenia, że Lumi — jak to Lumi, no wiecie, ekhm…

W ręce trzymałam wyniki mojej mamy, chorującej na nowotwór złośliwy. Tak patrzyłam na te parametry krwi i zastanawiałam się, jak te chomiki mogą z tych jąder tworzyć eliksir życia ku otusze!

Więc hm, coby nie pieprzyć wzniosłych farmazonów i kocopołów, postanowiłam sobie, że może wezmę strategię mojego młodszego syna. Gdy twierdzi, że tak dużo gadam, on zapamiętuje tylko pierwsze i ostatnie zdanie. Jest w tym jakiś uroczy, męski flow istnienia.

No bo o czym mam pamiętać? Że jutro wstanie nowy dzień dla każdego, czy że dla mnie?

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania