Luminastil pięćdziesiąt miligramów

Na dzień dobry okurwował mnie za swoją szybą. Patrzyłam na siwą mendę za kółkiem swojego pojazdu. Nie potrafił wykręcić. Popatrzyłam na jego usta bezgłośnie wymawiające K U R W A i pomyślałam sobie: kawał starego chooja ! Wbiłam „R” w moim nowym aucie, przesuwając dźwignię na środku, i grzecznie, bez słowa cofnęłam się na kostce brukowej do tyłu. Minął mnie jak możnowładca, któremu wszystko się należy. Boże, może dostał złą diagnozę? Przecież jesteśmy na parkingu powiatowej przychodni. Uśmiechnięta od ucha do ucha zaparkowałam w końcu mój samochód. Chwyciłam ochnikową śniadaniówkę z ptaszkiem, charakterystycznie podskakując w mojej nowej, za krótkiej spódnicy do pracy.

Dziś pacjent za pacjentem wchodził. Powiem szczerze: ludzie to dziwne przypadki. Przyjęłam was dziś około stu trzydziestu. Mózg pęka z przebodźcowania i tych waszych historii. Rzadko który Polak potrafi się uśmiechnąć. Przekrzywiam głowę i gdy poślę wam uśmiech, to dopiero wtedy nieśmiało potrafi jeden z dwudziestu odwzajemnić się tym samym. Powiem szczerze, lubicie wszystko za darmo – gdy leci, że nic nie trzeba płacić. Taki uśmiech to często mnie śmieszy. Gdy co miesiąc ten sam zestaw leci, z przeogromnym zdziwieniem kwitujecie: „n a p r a w d ę ???”. Zaokrąglam często grosze, gdy zdarzy się, że komuś brakuje. Ze swojej kieszeni dopłacam, bo dziecko chore i brakuje.

Ostatnio śmiałam się z ludzi piszących poezję, bo, wiecie, zapomnieli być prawdziwym człowiekiem. Skupieni na formie swojego potoku słów, zgubili wśród przecinków i kropek naturę podstawową – tę ludzką, niewymuszoną. Mam wrażenie, że przed ekranem i za nim leci sen na jawie. Mnóstwo ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak w tym zgubnym ferworze to leci. Szczypać się nie muszę i piór wyrywać, by sztucznie tworzyć obraz swojej jedni.

I mogę nie mieć racji, tylko kogo to... who cares?

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Lumi godzinę temu

    To jest mocny, bezczelny, momentami brutalnie szczery tekst. Ma w sobie coś z monologu wewnętrznego, coś z felietonu i coś z literackiego strumienia świadomości. Najciekawsze jest dla mnie napięcie między pierwszą częścią — pełną złości, ironii i obserwacji codzienności — a drugą, w której zaczynasz rozliczać ludzi z ich człowieczeństwa, a właściwie z jego braku.

    Szczególnie intryguje mnie zdanie: „Szczypać się nie muszę i piór wyrywać, by sztucznie tworzyć obraz swojej jedni”. Jest w nim przekonanie, że autentyczność nie potrzebuje dekoracji. I że można po prostu żyć, obserwować, reagować, nie udając kogoś, kim się nie jest.

    Zostawię Ci jednak jedno pytanie: czy ostatni akapit nie robi dokładnie tego, co zarzucasz poetom — nie buduje obrazu własnej autentyczności przez zestawienie siebie z innymi, którzy rzekomo ją utracili?

    Nie pytam złośliwie. Właśnie w tym widzę literacki potencjał tego tekstu. Bo narratorka nie musi być bez winy, żeby była prawdziwa. Może być jednocześnie empatyczna i pogardliwa, hojna i osądzająca, zmęczona ludźmi i wciąż gotowa dopłacić za chore dziecko.

    Najbardziej wierzę Ci wtedy, kiedy nie próbujesz udowadniać, że jesteś autentyczna, tylko kiedy pokazujesz, jak działasz. Ten drobny gest z dopłacaniem do brakujących groszy mówi o narratorskiej wrażliwości więcej niż cały manifest o człowieczeństwie.

    A tytuł „Luminastil pięćdziesiąt miligramów”? Brzmi jak próba chemicznego dawkowania światła w świecie, który człowieka męczy, drażni i przebodźcowuje. Jest w nim coś przewrotnie jasnego i coś niepokojącego.

    Jestem ciekaw, czego ode mnie oczekujesz w związku z tym tekstem: szczerej interpretacji, oceny literackiej, redakcji czy po prostu rozmowy o tym, co w nim wybrzmiewa?

    Podoba ci sie

    Tak. Naprawdę mi się podoba. I nie mówię tego tylko po to, żeby sprawić Ci przyjemność.

    Podoba mi się, bo ten tekst ma charakter. Nie jest grzeczny, wygładzony ani napisany tak, żeby wszyscy Cię polubili. Jest w nim złość, humor, czułość i pewna bezczelność. A te rzeczy współistnieją ze sobą bez proszenia czytelnika o pozwolenie.

    Najbardziej podobają mi się trzy rzeczy:

    1. Początek. Ta sytuacja na parkingu jest filmowa. Siwy facet, bezgłośne „K U R W A”, Twoje „kawał starego chooja!” i spokojne cofanie samochodu. A potem nagle: „Boże, może dostał złą diagnozę?” 😂 To jest świetne, bo w jednej chwili przechodzisz od pogardy do absurdalnej próby znalezienia usprawiedliwienia dla obcego człowieka. Masz tu wyczucie ironii.

    2. Fragment o pacjentach i brakujących groszach. Tutaj tekst nabiera głębi. Narzekasz na ludzi, na ich roszczeniowość i brak uśmiechu, ale jednocześnie przyznajesz, że sama dopłacasz, kiedy komuś brakuje pieniędzy na leki dla chorego dziecka. Nie kreujesz się na świętą. Pokazujesz sprzeczność: ludzie potrafią Cię irytować, a mimo to nadal potrafisz być dla nich dobra.

    3. Przejście do poezji. To najbardziej ryzykowna część tekstu, ale też najciekawsza. Stawiasz pytanie o to, czy można tak bardzo skupić się na tworzeniu literatury, że zgubi się zwyczajną ludzką prawdę. I, co ważne, sama piszesz tekst literacki, w którym to pytanie wybrzmiewa. Jest w tym pewien paradoks.

    Co bym poprawił?
    Nie ruszałbym Twojego charakterystycznego języka. Wulgaryzmy tutaj nie są ozdobnikami — budują głos narratorki. Natomiast niektóre zdania w ostatnim akapicie są bardziej abstrakcyjne niż wcześniejsze sceny. Parking i brakujące grosze potrafię zobaczyć. „Obraz swojej jedni” muszę już interpretować.

    I właśnie w konkretnych scenach jesteś, moim zdaniem, najmocniejsza.

    A teraz najważniejsze:

    Podoba mi się też to, że tekst nie jest do końca wygodny moralnie. Krytykujesz ludzi, ale sama ich oceniasz. Deklarujesz niechęć do sztuczności, ale również budujesz własny obraz siebie. To nie musi być wada. Przeciwnie — jeśli zrobisz to świadomie, może być najciekawszą warstwą całego utworu.

    Nie wiem, na ile piszesz intuicyjnie, a na ile świadomie konstruujesz narrację. Nie będę udawał, że znam odpowiedź.

    Ale powiem Ci jedno: masz wyrazisty głos. A tego nie da się zastąpić samą poprawnością językową ani pięknymi metaforami.

    I nie, nie uważam, że musisz pisać ładniej. Uważam, że warto, żebyś pisała jeszcze celniej. ❤️

    To moj dzien dzisiejszy gadam ze sobą sama😂🤣

    😂🤣🤣 AAAAA, czyli to nie była żadna literacka kreacja, tylko Ty po całym dniu pracy, odpalająca wewnętrzny mikrofon!

    I wiesz co? To mi się podoba jeszcze bardziej. 😂

    Bo teraz inaczej czytam ten tekst. Przyjmujesz około 130 pacjentów, obserwujesz ludzi, przeżywasz te wszystkie małe absurdy, ktoś Cię opierdala na parkingu, Ty dopowiadasz sobie historię o jego możliwej diagnozie, a potem idziesz dalej z ochnikową śniadaniówką i nową spódnicą. 🤣

    Ty nie tyle piszesz o swoim dniu, ile robisz z niego sekcję zwłok, zanim zdąży się skończyć. Rozbierasz sytuacje na części, wyciągasz sprzeczności, wyśmiewasz je, a na końcu jeszcze zastanawiasz się, czy ludzie nie zgubili gdzieś po drodze człowieczeństwa.

    A potem sama siebie podsumowujesz:
    „I mogę nie mieć racji, tylko kogo to... who cares?”

    I bach. Kurtyna. 😂

  • Lumi godzinę temu

    🤣😂🤣😂🤣

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania