Lustro
Larry skończył czterdzieści lat o dziewiętnastej trzydzieści.
Nie dlatego, że wtedy się urodził. O tej godzinie po prostu przestał czekać.
Stolik w restauracji był zarezerwowany na siódmą. O siódmej dziesięć napisał do niej pierwszą wiadomość. O siódmej dwadzieścia drugą. O siódmej trzydzieści zadzwonił.
Poczta głosowa.
O ósmej otworzył whisky.
Nie napisała nawet „przepraszam”.
Siedział teraz w fotelu, z papierosem między palcami i szklanką opartą o brzuch. Mieszkanie było ciche. Ładne, duże i urządzone dokładnie tak, jak kiedyś chciał. Skórzana kanapa, dębowa podłoga, sprzęt grający, na który większość ludzi niepotrzebnie wydaje tyle pieniędzy.
Larry wydał.
Mógł sobie pozwolić.
Miał dobrą pracę. Stanowisko. Pieniądze. Oszczędności. Samochód w garażu. Kredyt prawie spłacony.
Czterdzieści lat.
— Nie jest źle — powiedział do pustego pokoju.
Pociągnął łyk whisky.
Nie zabrzmiało przekonująco.
— Wcale, kurwa, nie jest źle.
Tym razem zabrzmiało jeszcze gorzej.
Nie miał komu zadzwonić.
Przewinął kontakty w telefonie i dopiero wtedy to zauważył. Nazwiska były. Ludzi nie było.
Z niektórymi się pokłócił. Inni przestali dzwonić. Jeszcze inni kiedyś próbowali, ale Larry zawsze miał coś ważniejszego.
W pracy go szanowano.
Tak sobie przynajmniej mówił.
Prawda była taka, że kiedy wchodził do kuchni, rozmowy czasem milkły.
Dopił whisky.
W przedpokoju stało duże lustro w drewnianej ramie. Kupił je kilka lat wcześniej na jakiejś wyprzedaży. Nie pamiętał gdzie.
Podszedł do niego.
Spojrzał na siebie.
Czterdzieści lat nie wyglądało tragicznie. Trochę siwizny przy skroniach. Zmarszczki wokół oczu. Koszula jeszcze z restauracji. Krawat poluzowany.
Patrzył długo.
Za długo.
— No co? — zapytał.
Odbicie nie odpowiedziało.
Larry uśmiechnął się do własnej głupoty.
Odbicie się nie uśmiechnęło.
Larry znieruchomiał.
Mężczyzna w lustrze przechylił głowę.
Larry swojej nie poruszył.
— Czemu się tak na mnie patrzysz? — zapytało odbicie. — Jakbyś siebie nigdy nie widział.
Larry cofnął się o krok.
Odbicie zostało przy szkle.
— Co jest, kurwa...
Rozejrzał się po przedpokoju. Był sam.
Spojrzał ponownie.
Tamten poprawiał właśnie krawat.
Larry dotknął swojego. Nadal był rozwiązany.
— Kim ty jesteś?
Mężczyzna w lustrze westchnął.
— Tobą.
— Nie jesteś mną.
— Wreszcie coś zauważyłeś.
Larry podszedł bliżej.
— Co ty tam robisz?
— To samo co zawsze. Patrzę.
— Na co?
— Na ciebie.
Przez chwilę żaden z nich się nie odezwał.
— A co tam jest? — zapytał w końcu Larry.
Odbicie uśmiechnęło się.
— Chcesz zobaczyć?
Wyciągnęło rękę.
Nie przyłożyło jej do szkła.
Ręka przeszła przez nie.
Larry patrzył na nią jak zahipnotyzowany.
— No chodź — powiedział tamten. — Czterdzieste urodziny ma się tylko raz.
Larry nie wiedział dlaczego, ale podał mu dłoń.
Palce były ciepłe.
Szarpnięcie.
Świat zwinął się na sekundę jak kartka papieru.
A potem Larry stał po drugiej stronie.
Nie było tam pokoju.
Była ulica.
Mały chłopiec siedział na chodniku przed domem. Miał może osiem lat. Obok leżała rozbita szyba.
Larry poznał siebie.
— To nie ja — powiedział chłopiec do ojca. — Tommy rzucił kamieniem.
Larry zamknął oczy.
— Pierwsze? — zapytał.
— Pierwsze, które pamiętasz — odpowiedziało odbicie.
Obraz zgasł.
Pojawiła się szkolna sala. Dziewczyna o rudych włosach. Pierwszy pocałunek za drzwiami sali gimnastycznej.
Larry uśmiechnął się.
— To akurat było dobre.
— Poczekaj.
Kilka sekund później zobaczył siebie opowiadającego kolegom, jak całował się z nią tylko dlatego, że chciała tego bardziej niż on.
Widział jej twarz, kiedy dowiedziała się następnego dnia.
— Miałem piętnaście lat.
— Wiem.
Obraz zniknął.
Potem następny.
Przyjaciel proszący go o pomoc.
Larry mówiący, że nie ma czasu.
Matka przy telefonie.
„Przyjedziesz w niedzielę?”
„Może za tydzień”.
Dziewczyna pakująca walizkę.
„Z tobą wszystko jest walką, Larry”.
Drzwi.
Biuro.
Awans.
Człowiek, którego Larry wcześniej obwinił za własny błąd, wynoszący rzeczy w kartonowym pudle.
— Dosyć.
Obrazy przyspieszały.
— Powiedziałem: dosyć!
Pierwsze pieniądze.
Pierwsza zdrada.
Pierwsze „mam cię gdzieś”.
Pierwsze „to nie moja wina”.
Pierwsze „poradzę sobie bez was”.
Kolejne twarze.
Kolejne drzwi.
Coraz mniej ludzi.
Aż został tylko Larry.
Czterdziestoletni mężczyzna siedzący samotnie w fotelu ze szklanką whisky.
— Zadowolony? — zapytał.
Odbicie patrzyło spokojnie.
— Ja?
— Pokazałeś mi, że byłem skurwysynem. Gratulacje.
— Niczego ci nie pokazałem.
— Właśnie oglądałem swoje życie!
— Nie. Oglądałeś swoje wybory.
Larry chciał odpowiedzieć, ale nie znalazł słów.
Znów stali przed lustrem.
Po drugiej stronie widział swoje mieszkanie. Fotel. Szklankę. Niedopałek w popielniczce.
— Dobra — powiedział. — Koniec wycieczki.
Podszedł do szkła.
Uderzył w nie twarzą.
Cofnął się.
Spróbował jeszcze raz.
Twarda powierzchnia.
— Otwórz.
Odbicie milczało.
— Powiedziałem, otwórz!
I wtedy Larry zobaczył, że tamten stoi już po drugiej stronie.
W jego mieszkaniu.
— Co robisz?
Odbicie zapięło mankiet koszuli.
— Larry...
— Wypuść mnie.
— Nie mogę.
— Co to znaczy, nie możesz?!
Tamten podszedł bliżej.
Położył dłoń na szkle.
— Nosisz tego za dużo.
— Czego?
Odbicie wskazało gdzieś za jego plecy.
— Tego wszystkiego.
Larry nie odwrócił się.
— Każdego „mogłem”. Każdego „trzeba było”. Każdego „gdybym”. Czterdzieści lat bagażu i ani jednej walizki, którą chciałeś zostawić.
— Zmienię się.
Odbicie uśmiechnęło się smutno.
— Mówiłeś to już.
— Daj mi jeszcze jedną szansę.
— Właśnie daję.
Larry spojrzał na niego.
— Komu?
Tamten poprawił krawat.
Tym razem starannie.
— Nam.
— Nie jesteś mną.
— Byłem tobą przez czterdzieści lat. Tylko zawsze po tej stronie. Patrzyłem, jak żyjesz. Jak wybierasz. Jak wszystko psujesz, a potem tłumaczysz sobie, że właściwie nic się nie stało.
Sięgnął po marynarkę Larry’ego.
— Teraz ja spróbuję.
Larry uderzył pięścią w szkło.
— To moje życie!
Tamten założył marynarkę.
— Wiem.
— Moje!
Odbicie ruszyło w stronę drzwi.
— Dokąd idziesz?!
Zatrzymało się.
Spojrzało na telefon leżący na stoliku.
Ekran właśnie się zapalił.
Wiadomość.
Od niej.
Odbicie przeczytało.
Uśmiechnęło się.
Larry zaczął walić w lustro obiema pięściami.
— Nie dotykaj tego telefonu!
Tamten schował go do kieszeni.
— Larry?
— Co?!
— Wszystkiego najlepszego.
Drzwi mieszkania zamknęły się cicho.
Larry został sam.
Przez chwilę stał bez ruchu, przyciskając dłonie do zimnego szkła.
Potem poczuł czyjś wzrok.
Nie jeden.
Dziesiątki.
Może setki.
Powoli opuścił ręce.
Nie chciał się odwracać.
Wiedział już, co zobaczy.
Za jego plecami stali wszyscy.
Ośmioletni chłopiec przy rozbitej szybie.
Rudowłosa dziewczyna.
Przyjaciel, któremu odmówił pomocy.
Matka z telefonem przy uchu.
Kobiety zamykające za sobą drzwi.
Mężczyzna z kartonowym pudłem.
Ludzie, których zranił.
Ludzie, których zostawił.
Ludzie, których obwinił.
A pomiędzy nimi stały rzeczy, których nigdy nie zrobił.
Słowa, których nie powiedział.
Telefony, których nie wykonał.
Przeprosiny, na które było mu za wcześnie.
I miłość, na którą zawsze miał jeszcze czas.
Wszyscy patrzyli na niego.
Larry cofnął się do lustra.
Po drugiej stronie mieszkanie było puste.
Pierwszy raz w życiu naprawdę chciał być tamtym człowiekiem.
Ale tamtego człowieka już nie było.
Komentarze (15)
Ciekawy opis dialogu z własnym lustrzanym odbiciem i nieoczekiwana zamiana miejsc.
🌹🌹🌹
Musiał Larry mocno dać w szyję, że dostał delirki.
- Proszę Ja Ciebie -
🌵🌵🌵
Po takiej lekturze człowiek zastanawia się, czy nie wynieść lustra do śmietnika...
Grisza, może tylko nie zbliżać się za bardzo.
W każdym razie nie zasłaniać go.
Żeby nie kusić losu...
Tego lustra nie da się zasłonić.
Samoświadomość obudzona gdy 40 lat minęło iiii opijamy rękę w nocniku...chłop potrafi 💪
🌹🌹🌹
I pomyśleć, że przed lustrem najlepiej ćwiczyć retorykę i przemowy. Coś w tym jest, bo po takkch ćwiczeniach wychodzi inny człowiek.
Tekst dla mnie bomba 🖐🏻
🌹🌹🌹
Świetny pomysł i wykonanie!
🌹🌹🌹
Twój profil, Marabucie w jednym bucie, przypomina profil użytkownika, który kiedyś tu pisał różne rzeczy 😑
Również nie mieszkał w Polsce i również miał różę🌹
Jego nick to athame🫣
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania