Esgaroth cz. I
Nie będe mówił, że zaczeło się to "Dawno temu, za górami i lasami". Nie. Bo to jest niepotrzebne w tej opowieści. Kraina, w której sie dzieje dana opowieść leży blisko. Nie za ale przed górami. W słonecznej dolinie Saratah. Było to cudowne miejsce pełne życia i miłości. W samym środku znajdowała się wioska, której mieszkańcy nie wiedzieli co to bieda, głód i niedostatek. Wszystko czego potrzebowali mieli wokół siebie. Las, jeziora, góry. To wszystko zapewniało im dostatek i spokojne życie. Ale nasz bohater niepochodzi z takiego miejsca. On urodził sie w rzeczywistym świecie. Pełnego nienawiści, wojen, głodu i samej śmierci. Najdalej jak 4.000 mil od Saratah mieścił sie mały gród obronny należący do hrabiego Ottina, wielkiego generała wojsk Taresu. Potężnego mocarstwa rozciągającego sie od wybrzeży Słonych aż po wspomnianą wcześniej doline. Te 4.000 mil to było jedno państwo rządzone nie przez króla ale przez tyrana. Ów tyran był wysokim, masywnym, mężczyzną w podeszłym już wieku. Te na oko 68 lat nieoszczędziło go. Miał pomarczoną i śniadą twarz, siwe włosy do ramion, podbite oczy, nie miał sił w nogach i rękach ale mógł mówić. Słowa, które wypowiadał sprawiały więcej bólu niż mógłby to uczynić miecz lub topór. Rządził żelazną ręką. Cała armia była mu posłuszna a lud niestety nie miał wyjścia. Wróćmy może jednak do grodu pana hrabiego. W tym o to miejscu, dokładnie na podgrodziu mieszkał sobie pewien kowal. Kowal od innych kowali sie niewyróżniał. Lekko zgarbiona postura, okaleczone, twarde i szorstkie ręce, cały w pyle i sadzy z pieca do wytopu. Co ja będe sie na kowalu skupiał. Skupmy sie na jego synie. Miał on bowiem synka. Wychowywał go sam. Żona zmarła przy porodzie. Chłopak miał niecałe 10 lat, krótkie kasztanowe włosy, niebieskie oczy, jak twierdził ojciec po matce. Posiadał też niebywałe umiejętności. Szybko sie uczył. Już od 8 roku życia pomagał w kuźni, był wytrwały, sumienny w obowiązkach, posłuszny ojcu i bardzo ciekawski. Nasz chłopak był wzorowym dzieckiem. Wszystko pokomplikowało sie gdy jego ojciec został wcielony do wojska. Królestwo Taresu szykowało sie do wojny z potężnym sąsiadem - Księstwem Vissar. Vissar był krajem mniejszym ale dzięki urozmaiconemu terenowi, liczne wąwozy, rozległe równiny, brak pustyń, był lepiej zagospodarowany i samowystarczalny niż Tares. Posiadał też o wiele większe wojska. Tym królestwem jednak rządził ktoś inny. Zupełne przeciewieństwo tyrana Taresu króla Bordasha. Panem tego kraju była młoda, średniego wzrostu kobieta o niebieskich oczach i złotych włosach. O lekkiej i szczupłej sylwetce. Pełna sił i energii. Świetna wojowniczka i dowódczyni. Panna nazywała sie Èstrawashèl co w języku jej ludu, jak pewnie sie domyślacie, Złotowłosa. Nie była ona człowiekiem. Narodziła sie z mieszanki dwóch nienawidzących sie ras. Elfów i krasnoludów, ale wszystko wyjaśnię wam potem. Wracając. Ich królestwa nienawidziły sie. Zawsze miały powód do wojny. Jednak to nie Bordash do niej dążył. Złotowłosa była ambitna, wiedząc że ma większą i silniejszą armię chciała powiększyć swe królestwo. Nie chciała mniejszych narodów, które żyły obok. Miała smaka na Tares i jego Słone wybrzeża.
Hrabia Ottin z polecenia tyrana zarządził rekrutacje do armii. Każdy zdolny do noszenia broni ma stawić się w koszarach. Nie wszystkich proszono. Wielu zapisywano siłą. Tak jak ojca naszgo bohatera. Nasz chłopak został sam. Kazano mu zostać w domu. Wiedział że jego ojciec pewnie nie wróci więc wyszedł z domu i poszedł sie przekraść do koszar na pożegnanie z ojcem. Niby nic wielkiego oprócz przejścia pod nogami uzbrojonych wartowników. Jednak dał rade. Wszedł do środka i odnalazł ojca. Od razu rzucił mu sie na szyje.
- Co tu robisz ?
- Musiałem cie zobaczyć zanim odejdziesz.
- Musisz być dzielny.
- A co jeśli nie wrócisz ?
- Wróce. Obiecuje.
Mówiąc to zdjął wisiorek z szyli. Metalowy łańcuszek ze złotym pierścieniem i wykutym imionie jego mamy. Podał go synowi i polecił żeby zmykał do domu. Było za późno. Do koszar weszli strażnicy i zobaczyli chłopca. Złapali za kubrak i wynieśli. Na zewnątrz czekał już hrabia i jego doradcy. Żołnierze przedstawili mu sprawe a on nachylił sie ku niemu i paskudnie sie uśmiechnął.
- Widze że mamy dodatkowego ochotnika w armii.
- Co z nim zrobić ?
- Dać do pozostałych.
Wykonano rozkaz. 10 letniego dzieciaka wcielono siłą do "Ochotniczej" Kohorty Chłopskiej, która jutro wyjeżdża na wojne z Vissarem. Zamneły sie drzwi koszar i cała sala pokryła sie w ciemnościach. Przez małe okienko było jedynie widać leciutki blask pochodni i czuć było nocną bryze z nad wody. Ojciec i syn zasneli, podobnie jak cała masa ludzi, którzy wiedzieli co ich czeka. Wojna i śmierć. Rano miał sie zacząć wymarsz ...
Komentarze (9)
Ps. ELFY RZĄDZĄ! B)))
powinno się używać tego typu skrótów. + dużo zjedzonych ogonków.
Moim zdaniem przejście nagle z opisu królestwa do mankamentów wyglądu postaci jest nieco dziwne. Tak w ogóle to przejścia między zdaniami narratora były niepłynne np. tu
"Słowa, które wypowiadał sprawiały więcej bólu niż mógłby to uczynić miecz lub topór. Rządził żelazną ręką. Cała armia była mu posłuszna a lud niestety nie miał wyjścia. Wróćmy może jednak do grodu pana hrabiego. W tym o to miejscu, dokładnie na podgrodziu mieszkał sobie pewien kowal." - to "wróćmy" strasznie mi się nie klei z resztą tekstu. Narrator u Ciebie niby często zwraca się do czytelnika, ale mi w tym po prostu coś nie pasuje.
Tak na dobrą sprawę to całą pierwszą część zamiast dać do prezentacji narratorowi, ja bym oddał jakimś bohaterom np. rozmawialiby sobie o sytuacji politycznej w karczmie, czy gdzieś. Bo rzeczywiście było to dość suche i bezbarwne.
Dialogi typowo informacyjne, nie pozwalają na pokazanie szczególnych cech postaci - a co za tym idzie - bohaterowie też są typowo informacyjni i nijacy.
Do plusów historii na pewno można zaliczyć ciekawe nazwy krain/frakcji/narodów, widać że, przemyślałeś wygląd swojego świata. No i historia chłopca zapachniała mi trochę "Pomnikiem Achai" Zielińskiego. Ocena to 3.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania