Luzacki Kontynent

"Luzacki Kontynent"

 

gatunek: sny/fantastyka/czas wolny/koleżeństwo/podróże/surrealizm

 

Subtropikalne plażowe miasto średniej wielkości u wybrzeży Luzackiego Kontynentu. Lata 1995-1997.

 

O zachodzie słońca, w centrum miasta, w salonie jednego z otoczonych ogrodami domów, ośmioro współlokatorów oglądało film przygodowo-komediowy. Było wśród nich czterech mężczyzn i cztery kobiety. Każde z nich miało po dwadzieścia cztery do dwudziestu ośmiu lat. Wszyscy domownicy zaśmiali się razem głośno. Niespodziewanie, z telewizora wyszli dwaj poszukiwacze przygód, Podróżnik oraz Imprezowicz. Mieli po około dwadzieścia pięć lat. Otworzyli okno, wyskoczyli, a wtedy nagle unieśli się w powietrzu i przefrunęli nad miastem, po czym zniknęli za horyzontem. Domownicy ponownie wybuchnęli śmiechem.

 

Następny dzień. Rano.

 

Było ciepło oraz słonecznie. Ciepły, późnowiosenny, przyjemny, lekki wiatr wiał delikatnie. Podróżnik i Imprezowicz wylądowali na przedmieściach, na trawniku między dużym leśnym parkiem porastającym całe wzgórze, a dzielnicą wolnostojących jednorodzinnych domów, otoczonych sadami oraz ogrodami. A okolica ta była sielankowa, imprezowa, a także muzykalna, jak zresztą cały Oryginalny I Przebojowy Wszechświat, gdzie była zawieszona Planeta Imprez, Przygód I Podróży, na której Luzacki Kontynent beztrosko sobie leżał, odpoczywając w nieskończoność. W dłoniach Podróżnika pojawiły się zeszyt i długopis. Zaczął on coś rysować i pisać.

 

— Co rysujesz? — spytał Imprezowicz.

— Komiks o życiu ludzi w czasie wolnym na miejskich plażach fikcyjnego półwyspu. Zarówno półwysep, jak i komiks, wstępnie nazwałem "Peninsula Paradisiano Magico". Możliwe, że zmienię nazwę — odpowiedział Podróżnik.

— Myślę, że to niezły temat. Optymalny. Oceniam, że raczej ma realną szansę stać się jednym z przebojów tego sezonu, w którym, albo na krótko przed którym, zostanie opublikowany. Jeśli zostanie opublikowany. Trzymam kciuki za to, żeby się udało.

— Widzisz ten barwny obszar po drugiej stronie skrzyżowania, gdzie imprezują różne postacie, fruwają dziwne stworzenia i stoją tajemnicze budynki oraz przedmioty?

— Tak, widzę.

— Lecimy tam? — zaproponował Podróżnik, a zeszyt oraz długopis, które trzymał w swoich dłoniach, nagle rozpłynęły się w powietrzu.

— Myślę, że to dobry pomysł.

 

Imprezowicz i Podróżnik wzbili się w powietrze, przefrunęli nad skrzyżowaniem oraz wylądowali na dosyć rozległym trawniku między parkiem, rzeką i zabudowaną częścią przedmieść. W ich dłoniach pojawiły się tęczowe lody w beżowo-ciemnopomarańczowych wafelkach o kształcie rożka. Zwiedzili dziwne miejsce, czy też tajemniczą strefę. Napotkali różowe jednorożce z tęczowymi skrzydłami, zielone fruwające słonie, oraz iluzjonistów wyczarowujących z kapeluszy niebieskie myszy i fioletowe króliki. Dwaj spacerowicze minęli magiczno-fantazyjno-surrealne wesołe miasteczko, namiot cyrkowy, scenę występów muzycznych oraz kilka jaszczurek, żab, ropuch, traszek i ślimaków, a wtedy przeszli do międzywymiarowo-czasoprzestrzennego lasu, porastającego wzgórze, pełne tajemnic, ciekawostek oraz dziwności, a także znajdującego się tuż za parkową dróżką, po której skakały wiewiórki. Lody rożki, dotychczas trzymane przez nich w dłoniach, pofrunęły na dziwną, cukierkową planetę, całą oblepioną watą cukrową, kolorowymi czekoladowymi drażetkami i w ogóle wieloma różnymi słodyczami.

 

Najpierw poszli nad staw. Kąpały się w nim pyton, aligator i żarłacz. Kiedy szli, to jasnozielone rzekotki, wielkości ziemniaków albo batatów, uciekały im sprzed nóg, skacząc w stronę drzew oraz dużych bylin o rozłożystych liściach i wspinając się na nie. Następnie, ludzie poszli dalej w głąb parku. Minęli kamienną altanę, fontannę w kształcie otwartej muszli małża, tajemniczą jaskinię, gęsto zarośnięte roślinnością wzgórze z ruinami na szczycie, długie schody i łąkę. Następnie przeszli się po moście, a wtedy znaleźli się przy kolejnej z kilku atrakcji, których zwiedzenie mieli w planach.

 

Podbiegli do basenu kąpielowego, otoczonego rozległym trawnikiem, a wtedy wskoczyli do świeżej, chłodnej, przejrzystej, jasnoniebieskiej wody. W powietrzu znów rozlegała się muzyka eurodance z lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, podobnie jak w dziwnej strefie, podczas gdy w głębi parku można było dla odmiany usłyszeć przeboje z gatunków z lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku: disco, italo disco, funk i new wave.

 

Na brzegu, w cieniu jednego z kilku parasoli przeciwsłonecznych, relaksowały się: małż, rozgwiazda, krab, ślimak, krewetka i homar. Były ubrane w słomiane kapelusze przeciwsłoneczne. Nagle czas zatrzymał się w miejscu. Niebo stało się żółto-pomarańczowe, a słońce przybrało czerwono-różowy kolor. Promienie słoneczne oświetlały swoim magicznym, nostalgicznym światłem drzewa w parku, grzyby w lesie, zwierzęta na łące, budynki oraz pojazdy w mieście, kwiaty na balkonie, imprezowiczów i imprezowiczki w ogrodzie, poszukiwaczy przygód w podróży, a także kraby pustelniki na plażach.

 

Podróżnik oraz Imprezowicz wyskoczyli na trawnik, gdzie zaśpiewali piosenkę z gatunków disco i funk. Skradli show animatorom zabawiającym gości, a przebranym za ziemniaka, pomidora, pomarańczę, banana, mango oraz ananasa. Podczas występu, żółto-pomarańczowo-różowo-fioletowe chmury, powoli przesuwające się po tle nieboskłonu, zakręciły się w kółko, a leżące na nich miasta-wyspy zaszumiały, podczas gdy rosnące na latających trawnikach drzewa i palmy zabawnie zatańczyły, rozrzucając swe liście i owoce wszędzie dookoła.

 

— Ha ha ha! — zaśmiał się Podróżnik.

— Ha ha ha! — powtórzył Imprezowicz.

— Dosyć już tego schizu i dziwności! — zażartował Podróżnik, próbując zabrzmieć poważnie, jednak nie mogąc powstrzymać śmiechu.

— Ha ha ha! — zaśmiali się obaj jednocześnie.

— No ha ha ha! — ponownie się zaśmiali.

— Idziemy dalej? — spytał Podróżnik.

— Myślę, że idziemy — odpowiedział Imprezowicz.

— Dokąd możemy wybrać się na spacer lub wyprawę tym razem? Albo, co ciekawego w ogóle możemy niebawem zrobić? Może przeteleportować się na międzygalaktyczny pojazd cywilizacji pozaziemskiej?

— Proponuję na przykład przejażdżkę eleganckim, luksusowym samochodem osobowo-towarowym po otoczonych licznymi drzewami palmowymi ulicach miasta. Dobry pomysł?

— Nawet bardzo dobry! No to jedziemy!

 

Samochód przyjechał przed furtkę, tkwiącą w płocie, otaczającym basen i rosnący wokół trawnik, miejscami porośnięty drzewami, palmami oraz bananowcami. Wsiedli i odjechali. Zwiedzili place oraz ulice, ozdobione fontannami, otoczone kamienicami i często odwiedzane przez lekki wiatr, chętnie przynoszący wielkie liście z drzew oraz palm, zarówno już zużyte przez majestatyczne rośliny, jak i świeże.

 

Pojazd zatrzymał się na parkingu, oddzielonym od plaży trawnikiem z drzewami, bananowcami, płotami oraz kwitnącymi żywopłotami. Podróżnik i Imprezowicz wyskoczyli na zewnątrz. Odetchnęli świeżym, chłodnym powietrzem, pachnącym morzem, a pochodzącym prosto znad oceanu, pod powierzchnią którego pływały ryby, delfiny, meduzy, ośmiornice, kalmary, łodziki, koniki morskie, krowy morskie, a także syreny.

 

Nagle, zza jednego z okolicznych hoteli, wyposażonych w ogrody, fontanny, baseny, altany, huśtawki oraz hamaki, wyłoniła się wielka pomarańcza. Przefrunęła po niebie, nad głowami dwóch kolegów-poszukiwaczy przygód, którzy właśnie stali w cieniu palm, jedli lody na patykach i słuchali muzyki italo disco z głośnika, wiszącego na jasnonugatowej ścianie hotelu, oraz zapaskudzonego przez mewy, siadające niekiedy na nim. Za kulistym owocem, wyglądającym jak przelatujący meteoryt albo kometa, podążyły dwa banany, trzy cytryny oraz cztery gwiżdżące, świecące ananasy.

 

Widowisko dobiegło końca, a Podróżnik i Imprezowicz skończyli właśnie jeść lody. Następnie przeskoczyli przez płot, stojący za ich plecami, po czym znaleźli się w hotelowym ogrodzie z palmami, figowcami, pospornicami, fatsjami, magnoliami, hibiskusami oraz pięknym, dużym basenem kąpielowym, skąd rozciągał się widok na niekończącą się plażę, którą za niedługi czas mieli zamiar zwiedzić. Weszli do zbiornika, wypełnionego przejrzystą, jasnoniebieską wodą. Podwójne drzwi hotelu otworzyły się, a wtedy powoli wyfrunęła z nich hybryda ćmy i sowy, mająca zęby rekina oraz wielkie oczy. Podleciała do mężczyzn. Wystawiła język, na którego widok ludzie wyszli na trawnik, zabawnym tanecznym krokiem podeszli do płotu, za którym była już tylko słoneczna plaża, przeskoczyli i już znaleźli się na miękkim, wygodnym piasku. Pobiegli truchtem w stronę przybrzeżnych wysokich fal, podczas gdy tajemnicze stworzenie pofruwało nad opuszczonym przez nich ogrodem, następnie wylądowało na dachu, po czym przez szeroko otwarte okno wskoczyło z powrotem do wnętrza budynku.

 

Poszukiwacze przygód usiedli na brzegu morza. Kraby pustelniki, krewetki i drobne ryby pojawiały się sporadycznie w pobliżu ich stóp, dookoła których rosły beztroskie, roześmiane wodorosty, kołyszące się w rytmie fal oraz prądów morskich. Na okolicznych, potężnych palmach kokosowych często siedziały figlarne mewy, zabawne papugi, albo małpki-akrobatki. Mężczyźni wkrótce wstali. Rozejrzeli się dookoła. Włosy potargał im wiatr, wprawiający ważki oraz rybitwy w ruch. Koledzy przeszli się wzdłuż wybrzeża. Zjedli po jednym lodzie rożku. Nad ich głowami przefrunęły cztery zielono-niebiesko-różowo-fioletowe słonie, trzy nosorożce, dwa guźce i jeden hipopotam, na którego grzbiecie krokodyl oraz pyton tańczyły breakdance.

 

Dwaj spacerowicze właśnie skończyli jeść lody rożki, kiedy dotarli pod duży drewniany pomost, gdzie trwała dzika impreza taneczna. Dołączyli do niej. Zastali kilka osób, mających po dwadzieścia kilka lat. Pięciu mężczyzn i siedem kobiet. Z radiomagnetofonu wydobywała się muzyka z gatunków disco, italo disco oraz funk. Po upływie czterech albo pięciu piosenek, Podróżnik i Imprezowicz poszli dalej eksplorować zadziwiający, zaskakujący, bajeczny oraz fantastyczny świat.

 

Zaszli na pobliską, dosyć dużą przystań jachtową, a wysoko nad ich głowami przefrunęły cztery pelikany. Podeszli do luksusowego jachtu motorowego, długiego na kilkanaście metrów, a wtedy wskoczyli na jego pokład. Niebawem statek rozpoczął imprezowo-rekreacyjny rejs w stronę słońca zachodzącego za horyzont, za którym na obu podróżników, wiecznie imprezujących i spragnionych przygód, czekał Luzacki Archipelag.

 

Wszystkie drogi prowadzą na plażę.

 

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Piotrek P. 1988 2 tygodnie temu
    Pisząc to opowiadanie, próbowałem stworzyć mieszankę motywów z trzech klimatów jednocześnie: fantastycznego, podróżniczego i komediowego.
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴
    Piotrek P.1988↔Ty to masz głowę, do tych niepodrabialnych tekstów,
    jedynych w swoim rodzaju, w pewien sposób→nadwyobrażeniowych.
    Te różne połączenia nazw i zdarzeń oraz takie... inne spojrzenie...
    inne dialogi... pewne znaczniki, że to Twój tekst
    np: pomarańczowy, ilość lat, ilość bohaterów:))
    Nie wiem, czy we wszystkich tekstach, ale zapewne, w wielu:))
    🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴🌟🌴
  • Piotrek P. 1988 ponad tydzień temu
    Bardzo przebojowy i inspirujący komentarz.
    Dziękuję i pozdrawiam :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania