Łysina
Czasem sobie gapię w lustro i myślę, że kurde, może jakbym się albo szybciej rozwiódł albo nigdy nie żenił, to bym tak nie łysiał szybko. Przez parę lat życia poziom stresu i kortyzol to mi wyjebało jak Rafonix staremu, jak powiedział ojcu, że ta kurwa wali go po rogach. Tylko potem myślę, a na chuj mnie te włosy, że co to zmienia? Do fryzjera trzeba chodzić, jakoś się czesać, żeby jakoś wyglądać. I w sumie łysina to jest pragmatyzm level master. Sam se łeb rano golisz, wiesz, jaką fryzurę będziesz miał do śmierci, bo nie będziesz miał żadnej, a przy okazji mam w sumie ostrą mordę i chyba niedługo osiągnę wymarzone proporcje, których pierwowzorem jest Kid Buu No, dla mnie gość to był przekozak. Freeza był spoko, ale Freeza i Cell to mieli w sobie dumę. Poczucie wyższości, takie coś, no, że on jest lepszy i koniec. A Buu? On nie myślał, że jest lepszy, bo miał to w dupie. On chciał tylko rozdupczać, nadupczać, rozkurwiać. W sensie tak to pamiętam. No, ale dla mnie Buu to był kozak i chyba najlepsza Saga z całego Dragon Balla. I jakoś ten Kid Buu to też mi w pamięci zapadł. Wiadomo, zwłaszcza po sadze na Namek, jak były kajokeny, es es joty, tranformacje i napinka mięśni, że nawet było widać, jak żyły pulsują na ciele, to potem, jak siedziałem na klopie i mocno się spinałem i widziałem, że mi się też żyły pojawiają, to myślałem, że przy sraniu można się zamienić w super sajanina. Nawet pytałem potem kolegę, czy jak robi kupę, to też mu tak żyły widać na rękach i szyi. Ale mówił, że mu nie widać, to stwierdziłem, że widocznie ja jestem sajaninem, a on nie jest i jestem silniejszy od niego. Piękne to było dzieciństwo, chociaż ogólnie to poryte, ale nie przez Dragon Balla. Dragon Balla bardzo lubiłem i kurde, co się namęczyłem, żeby na chujowej satelicie czasem odcinek obejrzeć, jak leciał na er te elu. Ale, no, Kid Buu topka anime villians. Bez kitu. A, że sam byłem szczupły, zwinny i miałem duże łapy, to jakoś no, te bardziej kolosalne sylwetki, chociaż wyglądały fajnie, to nie wiem, nie były dla mnie. Dla mnie byl Kid Buu, polot, finezja, różowa kitka i to spojrzenie, które w życiu widziałem tylko u ojca, jak najebany o drugiej w nocy, nagle coś sobie pomyślał, źle zrozumiał, albo nic nie zrozumiał i nic nie pomyślał, ale słyszałem tylko zgrzyt zębów i to spojrzenie i czułem, że mnie zaraz rozjebie. W sumie to nie wiem, czy kiedykolwiek później tak się bałem. Czyli w sumie nuda, bo najwyższy poziom lęku już za dzieciaka, to potem dorosłość nuda. Tylko ten kortyzol, kurwa, może wyjebane miałem w laskę, chciałem znowu poczuć, że się boję tak bardzo, aż czuję to w jajach? Ale się nie bałem przecież. Tylko kortyzol wyjebało. Poza tym wszystko w normie. Normie. W sensie, chuj wie jaka jest norma. Ale jest, no, w sumie to jest.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania