MACIERZY MOJEJ NIEDOSZŁE NA SZCZĘŚCIE NIGDY, DOROSŁE OPŁAKIWANIE

z macierzy

wyrodnym synem

powstałem

ile z niej we mnie

upłynnia mój gniew

jego nieustającej goryczy

głośne lub ciche łkanie

terabajty danych swobodnie

dryfujące w żyłach moich

i bez znaku żałoby

żalu po wszystkich

tych bliskich i dalszych

lubieżnie tańczących

wokół swoich grobów

jak dysków wirujących

i kości operacyjne

wadliwej już pamięci

których mi na szczęście

jednak ciągle brak...

 

której nie żałuję

nie wyczekuje już

bo pogardy wirus

to robak dręczący

 

teraz już tylko

restart niezbędny

dawno poza macierzą

w swoje dłonie ujęty

tak czule

ramionami

przytulony

 

zamilknę

Średnia ocena: 3.4  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania