MACIERZY MOJEJ NIEDOSZŁE NA SZCZĘŚCIE NIGDY, DOROSŁE OPŁAKIWANIE
z macierzy
wyrodnym synem
powstałem
ile z niej we mnie
upłynnia mój gniew
jego nieustającej goryczy
głośne lub ciche łkanie
terabajty danych swobodnie
dryfujące w żyłach moich
i bez znaku żałoby
żalu po wszystkich
tych bliskich i dalszych
lubieżnie tańczących
wokół swoich grobów
jak dysków wirujących
i kości operacyjne
wadliwej już pamięci
których mi na szczęście
jednak ciągle brak...
której nie żałuję
nie wyczekuje już
bo pogardy wirus
to robak dręczący
teraz już tylko
restart niezbędny
dawno poza macierzą
w swoje dłonie ujęty
tak czule
ramionami
przytulony
zamilknę
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania