Magia zamknięta w przyszłości
Mam kilka tekstów, ale będę dodawać tylko te, których ocena z jakiegoś powodu będzie mnie interesowała. Ten tekst był plikiem wysłanym na jeden z konkursów kilka lat temu. Ciekawa jestem opinii. Teraz mój styl uległ zmianie, więc w kolejnych tekstach będzie widać różnicę - nie przejmujcie się tym:)
***
Echo niosło się po korytarzu budynku, w którym już nikogo nie powinno być. Kroki i szybki oddech biegnącej osoby. Melody biegła, choć nie musiała, mogła nadal siedzieć na wykładzie. Było jednak coś, a raczej ktoś, kto bez jej interwencji srogo zapłaciłby za swoją ignorancję. Dziewczyna odetchnęła głęboko i policzyła do dziesięciu, po czym nacisnęła klamkę drzwi jednego z pokoi akademika.
- Chao… no nie! Wiesz, która jest godzina? – nie wysilała się by obniżyć głos, albo powstrzymać napływającą złość. Miała zamiar „zamordować” to, co spało w najlepsze pod powierzchnia zrolowanej i wymiętoszonej kołdry.
- Jest… środek…. nocy… – odpowiedziało jej przeciągane bąknięcie całkowicie zaspanego człowieka.
- Śpiochu! Ile razy mam Ci mówić byś w końcu przestała pić te dziwne, stare mikstury – warknęła złotowłosa ciągnąc za rąbek pościeli, która stawiała opór trzymana z drugiej strony.
- To nie jest dziwna mikstura. Mówiłam Ci to kawa. Kaaawaaa – padła odpowiedź i lokata z hukiem poleciała na podłogę, kiedy jej współlokatorka puściła trzymany fragment okrycia ściągając jednocześnie jedyną przeciwdziałająca siłę.
- Ha, ha bardzo śmieszne – Mel odpowiedziała warknięciem i wstała otrzepując się podniosła też z podłogi pościel i rzuciła ją na łóżko gdzie już nikogo nie było.
- To nie jest śmieszne, mam Ci przypominać o prawu grawitacji i całej reszcie? – rudowłosa właśnie naciągnęła spodnie i rozglądała się za skarpetkami.
- Coś Ty tu właściwie robiła, że tak tu wygląda? – Melody rozejrzała się po pokoju, który wyglądał jakby ledwo przetrwał starcie jakiś istot pokroju tytanów. – Wiesz to też jest mój pokój i… - westchnęła i pokręciła głową odpuszczając, bo takie sytuacje zdarzały się średnio siedem razy w tygodniu, a że ten liczył sobie siedem dni, no, co poradzić? – Ja nie będę tego sprzątać – zakończyła dyskusję nim ta się nawet na dobre rozpoczęła.
- W zasadzie nic nie robiłam, jeszcze nic – przyznała bałaganiara z zadowoleniem, ale nie zdradziła nic więcej – To po coś mnie obudziła jak mamy środek nocy? – przypomniała krzyżując dłonie na piersi.
- Tak, twoja noc minęła o 11:00 i dawno zaczęły się zajęcia. Pączuś znowu Cię objedzie, jeśli nie będziesz na zajęciach. – Mel powinna dostać medal za cierpliwość, bo Chaotica była nie poprawnym śpiochem o swoich własnych priorytetach, całkowicie nie zrozumiałych dla innych. – Chcę wiedzieć coś robiła i już, a teraz ruszaj się – popędzała.
- Po co ten pośpiech? Przecież jest już dawno po połowie bloku. Lepiej zostać – rudzielec podjął próbę, ale ostatecznie została wypchnięta z pomieszczenia przez towarzyszkę.
Najbardziej ukochane zajęcia Melody odbywały się na auli uniwersytetu, na który uczęszczały obie – Uniwersytetu Wieczności. Wspomniane wykłady były niczym innym jak nauką grania na instrumencie. Właśnie te godziny dla Chao były najbardziej makabryczną z tortur. Robiła ona wszystko, co się dało by na nie, nie trafić, ale dziwnym zbiegiem okoliczności jednak pojawiła się na liście i odwrotu już nie było.
Dziewczyny na paluszkach weszły do auli i zajęły tylne miejsca. Wykładowca akurat był na etapie wywodu przedmiotowego, lecz wejście studentek nie umknęło jego uwadze. – Spóźnialskie – zagrzmiał głos mężczyzny, który bardziej przypominał posturą pączka niż człowieka. Jego twarz ozdobił sadystyczny, niepasujący grymas mający być zapewne rodzajem uśmiechu - Ty mnie tu przyprowadziłaś, czuj się winna – szepnęła Chao do Mel, która jakoś nie przejęła się tym zanadto.
- Powtórzę dla dwóch jaśnie panien by potem nie było niespodzianki – zagrzmiał pączuś – Zostały przydzielone instrumenty dla każdego z was.
Mel wstrzymała oddech, ona już miała swój ukochany instrument, który jeszcze jednak nie był zatwierdzony, a na zajęcia przyznawał je wykładowca zgodnie z „talentem”, jaki przejawiali młodzi. Co zrobi, jeśli narzucą jej inny instrument? Wobec „ukochanego” to by było jak zdrada, jak spanie z wrogiem! Wykładowca rozwiał wszelkie niejasności i złoto włosa wyszła z zajęć rozanielona. Jej instrument – flet poprzeczny został uznany. Natomiast Chao miała zupełnie inne nastawienie - Cymbałki?! – Popukała się palcem po czole w oburzeniu. – Równie dobrze mógł mi dać trójkąt, efekt będzie ten sam - naburmuszyła się jeszcze bardziej.
- To nie są cymbałki! – Mel powtórzyła przyjaciółce po raz enty - To są dzwonki chromatyczne – dziewczyna musiała wziąć solidny wdech by nie pociągnąć monologu, który i tak zostałby zignorowany przez rudzielca.
- Przynajmniej Ty mogłabyś się nade mną nie znęcać, bo zostawię gdzieś to dziadostwo – podsumowała całą sytuację. Faktycznie dzwonki chromatyczne, które przypadły jej w udziale były sporych rozmiarów, miały cztery nóżki i sięgały jej niemal, pod krąglejszy atrybut kobiecości. Instrument dziewczyna ciągnęła za sobą bez ceremonialnie na sznureczku budząc ogólne zmieszanie i zainteresowanie innych studentów. Cudem też nie zgubiła pałeczek po drodze. – Głupie cymbałki… - fuknęła pod nosem z zamysłem na tyle głośno by Mel usłyszała, ona jednak nie miała zamiaru dać się dłużej podpuszczać. Odstawienie nowo nabytego instrumentu zajęło parze kolejne dwa kwadranse. Melody poszła razem z Chao do pokoju w ramach pomocy, choć ta bardziej chaotyczna wiedziała, że towarzyszka obawiała się, że instrument mógłby ucierpieć niechcący, albo, co bardziej prawdopodobne zaginąć w nieznanych okolicznościach, i to całkiem chcący.
Po południu dziewczyny sprzątnęły pokój i zajmowały się swoimi sprawami. Mel z radością dziecka, które dostało lizaka przeglądała najnowszy zbiór nutowy przyniesiony przez kuriera. Chao z kolei wsiąkła zupełnie w swoje hobby, które w obecnych czasach było traktowane jak zbieranie znaczków, buszowanie w internecie w poszukiwaniu informacji. Oba te zajęcia były czymś, co przypisywało się ludziom z nadmiarem czasu, bez większych ambicji. Wszak mamy czasy gdzie liczy się doświadczanie i własne umiejętności, a nie jedynie posiadanie powszechnie dostępnej informacji. Nawet szkoły i uczelnie przekształcono by zaspokajał potrzebę doświadczanie osobowego. Tak powstały kierunki łączące w sobie najbardziej skrajne pomysły edukacyjne.
- Spam wyginął na dobre – stwierdziła rudowłosa zaglądając do swojej skrzynki mailowej, do której od czasu do czasu trafiały jedynie informacje z kółek komputerowych uczelni. Kółko ich uczelni, w tej tematyce, miało aż 7 członków. Chao do nich nie należała wolała sama sobie organizować czas i nie zajmować się rozpracowywaniem starych gier i sposobów ich przechodzenia.
- Ja już zdążyłam zapomnieć, co to takiego. – Złotowłosa z nad zapisu nutowego tylko wybiórczo słuchała towarzyszki – Coś jest z tym tempem – osądziła notację, którą studiowała.
- O jest coś – mail pojawił się w skrzyneczce, więc Chao pośpieszyła z jego treścią – Zapraszamy serdecznie, wszystkich studentów, wszystkich roków naszej uczelni na corokowy między czasowy uczelniany kiermasz rzeczowy. – Przeczytała dwa razy, ale dziwaczne błędy były w tekście i chyba miały stanowić zabawną rymowankę. – Zaproszenie na kiermasz, nic ciekawego – westchnęła ostatecznie.
- Organizują go co roku, to tradycja – umuzykalniona nadal studiowała nuty po raz kolejny i nadal jej się nie zgadzało – Tu są błędy.
- I to, jakie. – Zgodziły się ze sobą pokojowo, choć mówiły o czymś zupełnie innym.
Dzień kiermaszu nadszedł bardzo szybko. Dziewczyny nie zjawiły się na nim ani tym razem ani żadnym innym. Był jednak ktoś, kto choć bywał tu i teraz szukał czegoś konkretnego wśród różnorodności stoisk. Każda uczelnia i każdy jej wydział miał swoje stoisko, obecnie można było tu dostać wszystko, co mogłoby przyjść człowiekowi do głowy. Pierwszoroczniak z pomniejszego kierunku, nazywany przez kolegów szczurem, szukał tu jednak czegoś, sam nie wiedział jednak czego. Nie miał planu ani wizji, wiedział jedynie jakie ma być przeznaczenie nabytku. Był ktoś, kto sobie zasłużył na „coś” i to „coś” dostanie. Cokolwiek miałoby to być. Szczur wędrował między stoiskami oglądając różne przedmioty, zróżnicowanej wielkości i natury. Zaczynał już tracić nadzieję, że coś takiego znajdzie. Szczęśliwym trafem okazało się być stoisko należące do kierunku archeologii. Tam właśnie zobaczył stojak z licznymi zawiniątkami. Obsługujący student z radością wyjaśnił, że na stojaku znajdują się oryginalne, zapisy oraz mapy, które wykopano w czasie półrocznych wykopalisk prowadzonych w ramach zajęć na ich uczelni dla trzeciego roku studentów.
- Macie coś, co nie zostało odczytane? – Szczur zapytał, choć wiedział, jaka padnie odpowiedź – przecząca. – Co macie w tamtej skrzyni? – spojrzał na drewniany sześcian z zamkniętą górą.
- A to, to jest piasek z wykopalisk. Dosypujemy go czasami do zakupów. Wiesz tak, gratis – podkreślił sprzedawca.
- Można kupić sam piach? - Szczur wpadł na pomysł. Po co się wysilać? Niech adresat sam się domyśla, o co mu chodziło.
Przyszły archeolog podrapał się po swoim dniowym zaroście na brodzie – To, dziwne, ale niech ci będzie. Ile tego chcesz?
Szczur wyszczerzył się i stało się jasne skąd taka ksywa – Całe pudło, tylko je zabij gwoździami…
Kilka dni później, kiedy Melody weszła do pokoju oniemiała. Musiała szybko usiąść na łóżku, takie poruszenie wywołało to, co zastała w pokoju. Wszędzie walał się piasek. Po wejściu dziewczyna zanurzyła się w nim po kostki. Na środku pokoju stało rozwalone na drobne części drewniane pudło, jak można się domyślić wcześniej zawierający owy piach. W nim z zaciekłością wypisaną na twarzy kopała Chao.
- Możesz to wyjaśnić? Proszę. – Tylko na tyle było stać złotowłosą, która była bliska wybuchu.
- Rano przyszło to pudło, do mnie. Coś w nim jest, tylko nie wiem gdzie – odpowiedziała chaotyczna, zupełnie nie przejmując się stanem towarzyszki.
- Tylko tyle? – Melo miała zamiar wstać z miejsca i udusić rudzielca – Masz pojęcie jak długo zajmie nam uprzątnięcie tego… tego… - zacisnęła pięści, miarka się przebrała.
- Mam! – Chao z triumfalnym okrzykiem podniosła do góry zawiniątko. Melodyjka patrzyła na to z gasnącą złością, w której miejsce pojawiała się ciekawość. – Co to?
- Nie wiem, zobaczmy – ruda chwilę walczyła z tasiemkami, którymi owiązany był materiał stanowiący opakowanie. Zawartością okazał się być zwój na okrągłej szynie z dwoma pozdzieranymi, okrągłymi rękojeściami. Dziewczyna rozwinęła zwój. Uniósł się z niego taki kurz, że wciągnąwszy go w płuca zaniosła się kaszlem. Kiedy jej przeszło razem zaczęły się przyglądać dziwacznym znakom wypisanym na pergaminie w kolorze kości? Mimo dogłębnego i wielokrotnego oglądania znaleziska ze wszystkich stron nic się nie dowiedziały.
- Kto Ci to przysłał? – lokata już wyczuła, że prezent był jakimś rodzajem kawału, albo zemsty skierowanym na rudzielca. – Pewnie sobie nagrabiłaś – dodała.
- Ja? Czym niby? Z resztą, to fajne, choć nie wiem, co to właściwie jest. – Przyznała Chao, której nastawienie do sprawy było bardziej optymistyczne.
- Ty to posprzątasz! Jak wrócę ma tu być czysto jasne?! – dla złotowłosej to już było za wiele. Wyszła trzaskając drzwiami tak, że te prawie wyskoczyły z zawiasów.
- Aleś ty nerwowa – chaotyczna spojrzała na spoczywający w jej dłoni nowy nabytek – Czym ty jesteś?
Wieczorem w pokoju dziewczyn miała miejsce siarczysta awantura, po której umuzykalniona poszła nocować do koleżanki z innego wydziału. Chao nie sprzątnęła zalegającego piasku, co więcej przeszukiwała internet (w rozumowaniu Melo po prostu się bawiła) w szerz i w poprzek by dowiedzieć się czegoś o zwoju, ale nie znalazła zupełnie nic. Nie bardzo nawet wiedziała, czego szukać, więc błądziła po omacku, co tylko denerwowało ją coraz bardziej a przeszkadzanie jej w działaniu miało właśnie wspomniany wcześniej efekt. Kolejna zarwana noc nad dzbankiem kawy, która uchodziła za coś podłego w czasach pitnych delicji.
Wyjście samotnie na zajęcia tylko pogłębiło narastającą frustrację a nuty, które przypadły rudzielcowi w udziale na zajęciach muzycznych były zwieńczeniem działań rechoczącego pecha, jaki upatrzył sobie najwyraźniej nowa ofiarę. Po powrocie z zajęć Chao rzuciła nuty w kąt i zajęła się wcześniejszym zajęciem, które przerwały jej beznadziejne szkolne obowiązki. Minęło kolejne kilka dni. Melody w prawdzie wróciła, ale tym razem miała mocne postanowienie, że ona nie będzie sprzątać. Postanowienie nie było łatwe do utrzymania, bo Chao nie wykazywała żadnej skruchy i nie zrobiła nic by opanować pustynię, która zaczynała się rozrastać w ich lokum w jakiś podejrzany sposób.
Kilka milczących i cichych dni minęło dla dziewcząt. W końcu zbliżał się okres przesłuchania zaliczeniowego i Mel musiała coś zrobić, bo Chao oczywiście miała zerową motywacje w tym kierunku. - Nauczyłaś się? – zapytała lokata, choć odpowiedz była oczywista.
- Czego? – rudzielec nawet nie oderwał się od swojego zajęcia, to też towarzyszka nie miała innego wyjścia. Wstała z miejsca i bez zbędnych wstępów wyrwała kabel zasilający ze źródła energii. Komputer wyłączył się i chaotyczna obróciła się wyraźnie rozeźlona, ale nim się odezwała Mel zrobiła to pierwsza – Za trzy dni są przesłuchania z muzyki a twoje dzwonki chromatyczne stoją i się kurzą – fuknęła na nią z góry. Chao zrobiła na nią wielkie oczy. Najwyraźniej zupełnie jej umknął ten drobiazg - Jak ja tego nie cierpię – przewróciła demonstracyjnie oczami - gdzie są te nuty? - Towarzyszka uniosła brwi w rozbawieniu – Mnie się pytasz?
Tego samego wieczora Chao toczyła bój ze swoimi cymbałkami, wyżywając się na nich tak bezlitośnie, że ich zawodzenie było słychać na całym piętrze i nie miało to zbyt wielkiego związku z nauką. Trochę czasu zajęło dziewczynie oswojenie się z dzwonkami i powoli zaczynała nabierać ogłady. W pokoju zapanował pół mrok i dopiero teraz Chao zobaczyła to, co za dnia widoczne nie było. Zwój, co jakiś czas wyrzucał z siebie świecące iskierki. Zaobserwowanie tego zjawiska sprawiło, że nauka szła rudzielcowi szybciej, bo najwyraźniej zwój reagował na jakieś dźwięki, których ona nawet nie potrafiła nazwać. Zadzwoniła do Mel, bo kto lepiej się zna na tych rzeczach niż ona? Musiała jej naopowiadać niestworzone rzeczy by ją ściągnąć z randki. Złotowłosa wróciła, ale nie była zachwycona. – Wiesz, co on sobie pomyśli, jak ściągasz mnie ze spotkań pod „ważnym powodem”, na co drugim spotkaniu? – puściła przyjaciółce pytające spojrzenie domagające się wyjaśnień.
- Zgaś światło i patrz…
Nie zwykłe odkrycie Chao i Mel okazało się być bardziej skomplikowane niż początkowo dziewczyny sądziły. Zwój istotnie reagował na muzykę, ale nie było wiadomo, na jakich zasadach on działa. Kilka dni zajęło przyjaciółkom wymyślenie sposobu przetłumaczenia zwoju, który mógłby mieć jakiś sens. Zabierały się do pracy wieczorem po ciemku z drzwiami zamkniętymi od środka. Przecież nikt nie mógł o tym wiedzieć nim one same tego nie rozgryzą.
- Dobra plan jest taki, ja stukam a Ty mi mówisz, jaki to dźwięk, ja to zapiszę. Tak na wszystkie dźwięki z dzwonków. Potem się zamienimy i to samo na twoim gwizdku – wyraziła chaotyczna zwięźle acz treściwie plan, który w rozpisce na kartce miał grubo ponad sześć stron rękopisu. Jednego wieczora udało im się w taki sposób spisać zestawienie nutowe. Pozostało tylko nadać mu właściwe brzmienie i tempo. Nad tym już musiały próbować w ramach prób i błędów. Im bliżej były właściwej wersji ze zwoju tym bardziej majestatyczne „ogniki” przychodziło im oglądać.
Nadszedł wieczór ostatniej próby. Właściwy zapis był już gotowy. Teraz wystarczyło jedynie zagrać go wspólnie na dwóch instrumentach. Dziewczyny przyszykowały się jak zawsze i zaczęły grać. Zwój pierw wyrzucał z siebie drobne ogniki, złote na niższych tonach, srebrne na wyższych, które unosiły się i mieniły własnym blaskiem w rytmie granej melodii. Im bardziej posówała się treść zapisu tym chętniej ogniki oddalały się od zwoju zajmując powierzchnię pokoju. W pewnym momencie piasek rozsypany po ziemi zaczął się unosić w tym samym rytmie by towarzyszyć iskierkom. Wszystko powoli wirowało otaczając grająca dwójkę. Tworzyły się kształty, pierw niewyraźne potem można było już rozpoznać wiekowe meble i stojące na nich bibeloty, kwiaty w dzbanku, misę z owocami. Chao patrzyła na to wszystko szeroko otwartymi oczami. Dla obydwu stało się jasne, że dzieje się coś niezwykłego, coś, co z pewnością nie zostało wcześniej przez nikogo sprawdzone. Melody zrobiła kilka kroków w bok, gdy za jej plecami wyłoniła się postać, która wbiegła do pomieszczenia. Był to mężczyzna w obdartym płaszczu, wspomagający się laską. Starzec śpieszył się, co nie ulegało wątpliwościom. Wydobył coś z za pazuchy, jakąś sakwę i w pośpiechu schował ją w schowku pod obluzowaną deseczką podłogi. Zasunął ją dokładnie i wyprostował się w momencie, gdy do pomieszczenia wpadł inny osobnik z laską. Wyciągnął dłoń w stronę starca i strzeliły z niej jaskrawe czerwone ogniki. Dziewczyny odruchowo zamknęły oczy a kiedy je otworzyło pokój zajmowały czerwone ogniki skaczące po pomieszczeniu a starzec leżał na ziemi bez życia. Napastnik zniknął tak szybko jak się pojawił. Grające dziewczyny zostały w płonącym pomieszczeniu. Melody zaskoczona zajściem przestała grać i obraz rozpłynął się w mgnieniu oka. Teraz z powrotem były w swoim pokoju. Jedyną różnicą, jaka zaobserwowały był ubytek piasku.
Chao uśmiechnęła się, jej oczy błyszczały z podniecenia – To magia! Nikt nie zaprzeczy. To było niesamowite!
- Chaotica, tam zginął człowiek – złotowłosa wyglądała na przestraszoną tym faktem.
- Wiem, ale zabił go jakiś mag. Widziałaś to, to tak jak w naszych książkach. To się musiało stać a jeśli nie, to przecież sam zwój jest nie zwykły prawda? – rudowłosa ożywiła się jak mało, kiedy – Musimy znaleźć ten pokój, dziadek coś schował, to może być wszystko! Może kamień filozoficzny, albo panaceum, albo…
- Coś niebezpiecznego, obarczonego jakąś klątwą, albo trucizna – złotowłosa była bardziej pesymistycznie nastawiona – Może ktoś sobie z Ciebie zażartował…
- Co? Nie wierzę, że to mówisz. – Chao pokręciła głową, aż jej włosy zafalowały – Ja mam zamiar się dowiedzieć, co zaszło i odnaleźć ten przedmiot. Możesz mi towarzyszyć, jeśli chcesz. Udowodnimy, że magia istniała i została gdzieś uwięziona…
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania