Magiczna polana
Na początku była to Magiczna Polana. Otaczał ją od północy Las Mroku, od południa dzieliła swój bok z drogą przecinającą wieś, na wschodzie czule całowała pole sołtysa Mikicika, a zachód kojarzył się jej od zarania z ugorem, na którym co jakiś czas wyrastał zagajnik ścinany potem na opał przez ludzi z wioski.
Po wojnie Polana zaczęła szarzeć jak wszystko wokoło. Nastał czas komunistycznego betonu. Burzono zabudowania dworskie, budowano betonowe prostokąty, w których osiedlali się ludzie z dawnej wioski i z dalekich stron. Magicznej Polanie zachód nie kojarzył już się z ugorem. Wybudowano w jego miejscu PGR. Masywne chlewnie i garaże na sprzęt rolniczy. Ludzi coraz więcej. Od rana ryk silników i pokwikiwanie prosiąt. Las Mroku był zaniepokojony. Nie mógł zdradzić swoich obaw, ale czuł, że ludzie na niego patrzą i widzą nieprzebyte zasoby drewna. Kiedyś, gdy Las emanował majestatem tajemniczości, nierzadko z jego trzewi wypływała na światło dzienne gęsta niczym wata cukrowa mgła. Okolica nosiła wtedy nazwę Doliny Mgieł, ale po wojnie magia coraz rzadziej gościła w ludzkich umysłach. Świat szedł do przodu, zostawiając po sobie trupy dawnych, wydawałoby się nieśmiertelnych prawd.
***
Nikt nie miał pewności, kiedy umarł Janek Bursztyn. Znaleziono go rankiem, koło godziny siódmej na Polanie. Wyglądał jakby spał. Tamtej nocy było zimno, ale nie na tyle, aby chłopak zmarł z wyziębienia. Stach – wędrowny żebrak, osiadły we wsi od roku pierwszy dostrzegł zwłoki i od razu został postawiony przed sąd ludowy. Pierwszy wystąpił Wiesław Modrzew. Facet miał dwa metry wzrostu i odwrotnie proporcjonalną wielkość mózgu. Umiał zaorać pole, o ile był trzeźwy, a po dwudziestce nauczył się jeździć na rowerze. Miał prosty system zasad opierający się na obserwacji i analizie. W jego rachunku Stach był tym złym, jak to ksiądz proboszcz mówił: Współczesnym Judaszem.
Stachu zmarł dwa dni po odnalezieniu zwłok Janka, w swojej melinie na skraju wsi. Wiesiek nie oszczędził mu nawet małych palców u stóp. Połamanego żebraka zawieźli wozem i rzucili na wersalkę pełną robactwa, gdzie w skonał w bólu i własnych ekskrementach. Podobno zwłoki gniły tam kolejne dwa lata, zanim jakiś dobry samarytanin nie zakopał ich za chałupą którejś nocy.
Magia Polany stawała się coraz bardziej odległą historią. Rok przed nagłymi zakłóceniami w transmisji Teleranka, zmieniła nazwę na Boisko Piłkarskie. Stworzono lokalną sekcję piłkarską. Zaczęto rozgrywać mecze towarzyskie pomiędzy mieszkańcami z okolicznych wsi. Na początku za bramki służyły cztery drewniane kije wbite w murawę, z czasem zmienione na żelazne rury połączone poprzeczkami, a pod koniec jawnej komuny wzbogacone o prawdziwe siatki.
Mroczny Las przyglądał się temu wszystkiemu z ciekawością. Był bezpieczny. Kolejne lata mijały. Ludzie wieszali się w nim, tak jak to robili od zarania dziejów najstarszych drzew, zbierali grzyby, przeżywali swoje pierwsze miłosne podboje. Niektórzy po prostu chodzili, a inni zbierali chrust, za co Las nie był zły, bo był to dar dla ludzkości za oszczędzenie go. Kiedy umierał Janek Bursztyn, Las ciężko wzdychał. Nigdy nie lubił tego Modrzewia. Człowiek, który urodził się, by niszczyć. Widział, jak potężna postać kroczy drogą przez wieś, czasami pewnie, niczym czołg, innym razem zataczając półokręgi i wesoło podśpiewując sprośne melodie. Wszystko sprowadzało się do jednego – Wiesław Modrzew musiał umrzeć.
***
Następnego dnia po tym, jak Korzeniowski zdobył swój pierwszy złoty medal olimpijski, Sławek z kumplami poszli na boisko. Był ciepły, bezwietrzny dzień. Niebo raziło golizną mętnego błękitu, a wieś jakby zastygła w czasie. Ludzie poukrywali się w domach, psy posłusznie siedziały w swych budach.
Murawa wyglądała nieźle. Trawa w kilku miejscach była wypłowiała, ale wiosną usunięto w końcu kretowiska i dosiano braki. Sławek miał ze sobą piłkę, którą dostał na ostatnie urodziny. Była jak nowa. Od miesięcy leżała w szafce na buty i czekała, aż nadejdzie jej chwila. O to i ona. Kumple byli pod wrażeniem. Wszyscy z wyjątkiem Jędrka. Jędrula zawsze miał o coś wąty. Był tym kolesiem, który gdy łamiesz nogę, podchodzi i staje na niej, aż pęknięta kość rozerwie skórę i zajaśnieje bielą w słońcu.
– Nie krzyw się. W nagrodę postoisz na bramie – powiedział Radek, a Jędrula tylko pokazał mu środkowy palce. Potem posłusznie wykonał polecenie, jak nigdy, bez większego pierdzielenia. Nikt nie skumał, o co chodzi.
Grali trzech na trzech. Rok temu dobierali czasami chłopaków z sąsiedniej wsi, ale tamci zaczęli kumplować się z grupą miastowych, zaliczać wyższe kręgi.
– Pierdole ich – powiedział wtedy Radek, a Sławek i inni (oprócz Jędruli) przytaknęli.
Opuszczony PGR stojący obok boiska zawsze przyprawiał wszystkich o dziwne uczucie. Podobnego doznał Sławek, gdy nieopatrznie spojrzał się w tamtym kierunku. Radek minął go bez przeszkód, nie musiał nawet specjalnie silić się na jakąś wyrafinowaną kiwkę. Po prostu minął zamyślony słup, a Arek mógł tylko liczyć, że strzał nie będzie precyzyjny. Mylił się. Piłka weszła czysto, bez szans na obronę. Sławek nadal gapił się na mury PGR-u, gdy Aro wyzywał go od kutasów, debili i idiotów. Dopiero płaskie uderzenie w potylicę wyrwało go z transu.
– Pojebało cię?
– Zamyśliłem się – odparł bez większego przejęcia Sławek.
Aro zmarszczył brwi. Nie chciał dalej tego ciągnąć. Wrócił na bramę. Gra trwała jeszcze godzinę, potem zjawił się Wiesław Modrzew.
Magiczna Polana miała nadzieję, zawsze. Wierzyła, że jej magia jeszcze powróci. Janek Bursztyn był przedsmakiem, próbką możliwości w innym obcym świecie twardej rzeczywistości. Ale Wiesław Modrzew był słaby, podatny na wpływ, wręcz czystą, pozbawioną bariery woli odczłowieczoną masą na, której można prowadzić eksperymenty bez wysiłku. Tamtego dnia, kilkanaście godzin po tym jak Korzeniowski przekroczył linię metry na olimpiadzie w Atlancie, nadeszła kolejna próba.
Wszyscy bali się Modrzewia. Czy byłeś największym szkolnym cwaniakiem, czy wiecznym popychadłem. Każdy omijał tego golema z daleka. Krążyły plotki, szczególnie po tym, jak, mimo że Stachu wąchał kwiatki od spodu, zmarł kolejny dzieciak, tym razem na terenie PGR-u. Szemrano, że Wiesiek co jakiś czas musi zabić, że dzięki temu hamuje się tak na co dzień i jakoś tam funkcjonuje. Gdy Modrzew wszedł na boisko, cała szóstka stała jak wryta. Sławek zdążył jeszcze złapać piłkę. Była warta więcej niż jego życie.
Golem mierzył ich wzrokiem – pustym pozbawionym grama intelektu. Głowa poruszała się powoli w lewo i prawo, ręce zwisały luźno, jakby były tylko zbędnym balastem.
– Wiejmy – zasugerował Arek, ale reszta nawet go nie usłyszała. Każdy trwał we własnym świecie, gdzie za kilka chwil stanął się poligonami dla Modrzewia.
Las wydawał się ostoją, las mógł ich uratować, a oni o tym wiedzieli. Rzucili się pędem w stronę drzew. Wiesiek nie zamierzał przegapić takiej okazji. W zarośla pierwszy wpadł Aro, potem kolejni, na końcu Sławek. Wbiegli w ciemność, tym razem jawiącą się jako jedyny ratunek. Golem deptał im po piętach. Słyszeli jego ciężkie, zasapane oddechy. Dochodziły do ich uszu, a potem nagle, jak za dotknięciem różdżki, ustały. Bali się sprawdzić, czy nadal tam jest, czeka, czai się, aż stracą czujność. Minęła godzina, a potem kolejna. Wiesiek przepadł. Znudził się?
Nie wrócili już na boisko. Do domów szli okrężnymi drogami. Każdy równie przerażony.
Wieś zaczęła huczeć od nowych plotek. Wiesław Modrzew zaginął. Mówili, że się zabił – błąd, że uciekł terroryzować inne wioski – błąd. Niektórzy podejrzewali ciche morderstwo – wielki błąd. Faktem było jednak, że golem przepadł na dobre. Tylko Magiczna Polana aka Boisko Piłkarskie, ubolewała nad tym. Wiedziała czyja to sprawka. Las Mroku wchłonął zło, jakie zaszczepiła w pustym umyśle Modrzewia, a dla pewności zniszczył też jego ciało. Pożywiły się nim drzewa i krzewy. Przez następne miesiące ludzie widywali dziwną postać w rogu boiska. Jakiś chłopiec lub dziewczynka. Szemrano we własnym rodzinnym gronie. Opowiadano historie na zjazdach rodzinnych, a potem zapominano o nich, tak jak po latach zapomniano o Magicznej Polanie, Janku Bursztynie i Wiesławie Modrzewiu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania