MAJ I LOSU ZAWIROWANIA (1)

Jest maj, najpiękniejszy miesiąc roku,przepełniony zapachem bzu i konwalii. To właśnie ten miesiąc od wielu lat jest dla mnie szczególnym miesiącem. Pomimo tragedii jaka mnie w tym miesiącu spotkała,wciąż rozbraja i urzeka mnie swoją magią, jaką niosą z sobą wszystkie rozkwitające kwiaty i cudownie uspakajająca zieleń.

I właśnie dziś znów siedzę wśród zieleni. Na moich kolanach od kilkudziesięciu minut leży skórzany album, pełen zdjęć. To tutaj właśnie w nim jest zapisana cała moją przeszłość, moje dzieciństwo i młodość ,oraz macierzyństwo i największa miłość mojego życia. W tych ułamkach sekund, które uchwycił obiektyw aparatu fotograficznego jest tysiące wspomnień z mojego życia. Prawie każde zdjęcie uzupełniają moje notatki, z których wszyscy się kiedyś naśmiewali, gdy je doklejałam lub dopisywałam. A teraz, po latach, są fantastycznym dopełnieniem tego, co uwiecznił aparat

I o dziwo, każdy kto ten album przegląda jest bardzo zadowolony z dołączonych opisów.

Od dłuższej chwili album grzeje się pod ciepłem moich dłoni w ostatnich promieniach zachodzącego słońcach, które prześlizgują się pomiędzy gęstymi konarami drzew i krzewów. Z każdej strony otacza mnie zieleń ogrodu, nasycona majowym powietrzem i kolorem.A ja siedzę w swoim ogrodowym fotelu kupionym przez przypadek i upajam się widokiem zieleni oraz magnolii, która tonie w bogactwie różowo-wrzosowych kwiatów.

Tak,tak, dorobiłam się swojego ogrodowego fotela i często z rozmarzeniem wspominam moment jego zakupu.

Został on przeze mnie zauważony pewnego dnia w jakimś bawarskim miasteczku. Wprawdzie był to przypadek, że właśnie w miasteczku, którego nazwy nie pamiętam zatrzymaliśmy się, by obejrzeć lokalny festyn i przy okazji spacerując po małym pchlim targu wpadł mi w oko fotel, który urzekł mnie swoim wyglądem.Nie przedstawiał sobą nic szczególnego,a jednak od razu mnie zauroczył.

Nie zamierzaliśmy nic kupować, to miał być tylko lekki popas i duchowa uczta, a jednak wyskoczyliśmy poza ramy naszych planów.

- Chciałabym mieć go w ogrodzie- wypowiedziałam swoją myśl, radośnie uśmiechając się do Tomasza, mojego męża - pasowałby do tego starego babcinego stołu, który stoi pod naszą wierzbą-mówiłam siadając na nim. Zobaczyłam zdziwiony wzrok męża i po chwili jego rozbrajający uśmiech i już wiedziałam, że mam swój fotel.

To był dopiero początek naszej podróży do Hiszpanii, a wiec nasz nowy nabytek wędrował z nami przez prawie całą Europę w jedną i drugą stronę. A ja dzięki temu zakupowi miałam przez cały czas podroży własne siedzisko i oczywiście ochoczo z niego korzystałam. Choć często losowaliśmy kto przy naszych wieczornych winno-karcianych posiedzeniach będzie miał zaszczyt w nim rozkoszować się wygodą, zamiast obciążać własnym ciężarem turystyczne krzesełko.

Minęło tyle lat ,a on wciąż stoi prawie w tym samym miejscu i nic a nic się nie zmienia i wciąż jest przyjazny kształtom, które go wypełniają. Choć dzisiaj, gdy na nim siadałam wydawało mi się jakby leciutko westchnął, lecz myślę, że to na pewno nie ze starości.

Miejsce ,w którym siedzę jest cudowną oazą ciszy. Gdzie tylko spojrzę zieleń, która otula mnie i jednocześnie oddziela od gwaru ulicy i odgłosów sąsiadów. Przez lata, troskliwie pieszczone drzewa i krzewy odwdzięczają się teraz obdarowując mnie swoim cieniem i urokiem.

Spojrzałam na album, który leży na moich kolanach. Systematycznie przez wiele lat go zapełniałam zdjęciami i krótkimi zapiskami. Tomasz żartował sobie z mojego uporu, gdy co rusz wywoływałam zdjęcia. Uważał, że teraz, gdy coraz bardziej popularne zaczęły się robić cyfrowe zapisy fotograficzne nie ma sensu wywoływać zdjęć.

-To nie to samo- powtarzałam uparcie - Lubię oglądać wywołane fotografie. Lubię mieć je blisko, tuż pod dłonią, Lubię przewracać kartki siedząc sobie na kanapie, fotelu czy w łóżku, to jest zupełnie coś innego niż przeglądanie zdjęć na komputerze.

-Wiem, że jesteś uparciuch,więc rób sobie te swoje fotki do albumu, rób do nich te swoje śmieszne opisy jeśli to cię uszczęśliwia, ale pamiętaj, że masz wszystko tutaj o tutaj!!- mówiłeś żartobliwym tonem-pokazując mi swoim palcem monitor komputera.

-Tutaj moja droga masz dosłownie wszystko. Tutaj są wszystkie nasze zdjęcia, elegancko posegregowane w folderkach i kiedy tylko zechcesz możesz je sobie oglądać. I oczywiście mam te wszystkie przez ciebie posegregowane folderki i często je przeglądam.

Muszę przyznać, że dużym plusem jest to, że mogę korzystać z funkcji jakie zapewnia komputer i wyczyniać ze zdjęciami cuda, lecz cały czas wyłazi ze mnie staromodna strona mojej natury, bo mimo wszystko lubię przeglądać tradycyjne albumy. Może to ten tajemniczy zapach kartek, które dotykały wasze i moje dłonie, może, to gdzieś głęboko we mnie zakotwiczona chęć powrotu do tradycji? A może po prostu lubię trzymać w dłoniach, to wszystko, co już jest przeszłością i cieszyć się tym, że mogę przytulić się do tego wachlarza wspomnień i poczuć go nie tylko pod swoimi dłońmi, ale także przy sercu ?

Lecz dzisiaj siedząc już dobrych parę chwil z tym moim sezamem wspomnień, pomimo mojej chęci, by znów po raz kolejny obejrzeć zdjęcia, to z niewiadomego powodu odwlekam ten moment.

Spoglądam na ogród, który z tego miejsca jest prawie cały widoczny i znów oczami wyobraźni widzę, go takim jakim był na początku i jak z każdym rokiem zmieniał się i stawał się coraz piękniejszy, coraz bardziej nasz.

Dzisiejszy dzień jest dla mnie przepełniony przeszłością i niepokojem. Może właśnie dlatego zapragnęłam poczuć pod palcami dotyk miękkiej skórzanej okładki albumu, zapach magnolii i bzu. I pewnie dlatego chciałam znaleźć się właśnie dzisiaj w tym miejscu i upić się widokiem i zapachem tego co mnie otacza?

Odżyły wspomnienia. Wprawdzie nie wiem czy tego właśnie chciałam, ale wróciły wspomnienia tamtych już minionych dni, tygodni, lat.

Tak samo jak tamtego pamiętnego lata czekam na mężczyznę mojego życia,tak i teraz też czekam na kogoś bliskiego. I tak samo jak wtedy i dzisiaj maj jest cudownie majowy.

Zachwycam się jak wtedy zapachem i widokiem zieleni i modlę się do mojego Boga i Anioła bym mogła w przyszłym roku zatopić się jak teraz w tym cudownym starym fotelu i tak jak teraz cieszyć się widokiem wszystkiego, co mnie otacza.

Boję się, potwornie się boję, że nie doczekam tej chwili. Może właśnie dlatego wszystko, co mnie teraz tak zachwyca i czym się cieszę jest odbierane przeze mnie ze zwielokrotnioną siłą, bo być może jest to mój ostatni maj?

Być może po raz ostatni dla mnie prześlizgują się pomiędzy gałęziami słoneczne majowe promienie?

Jednak wciąż mam nadzieję, że zdarzy się cud. Wierzę w cuda, może to śmieszne, lecz wierzę. A teraz siedzę z zamkniętymi oczami i znów czuję zapach i atmosferę tamtego feralnego dnia. Znów wyraźnie widzę, to wszystko, co sprawiło lawinę wydarzeń, które zmieniły całe moje życie.

Jakby wczoraj

Maj 1999 r.

 

Przepiękny maj 1999 roku oszałamiał każdego dnia coraz bardziej. Ze wszystkich stron krzyczała radosna wiosna i odurzała nas coraz bogatszą paletą kolorów i zapachów zbliżającego się lata.

A ja niecierpliwie liczyłam mijające dni i godziny, nie mogąc doczekać się twojego powrotu. Trzymiesięczny wyjazd, który zafundowała ci firma dłużył mi się potwornie, a ostatnie dni i godziny wlokły się już niemiłosiernie.

Z ogromną tęsknotą oczekiwałam chwili, gdy znowu poczuję twoje ciepło i twój dotyk. Miałam wrażenie, że trzy miesiące naszej rozłąki, to prawie wieczność.

Jeszcze nigdy tak długo nie byliśmy bez siebie. Czas tego oczekiwania zabijałam pracami w ogrodzie, który z dnia na dzień stawał się coraz bardziej kolorowy i coraz bardziej radosny.

Przybyło parę krzewów i kwiatów i byłam ogromnie ciekawa czy to zauważysz. Być może moja niecierpliwość i tęsknota dla kogoś obcego mogłaby wydawać się śmieszna, lecz dla nas było to zrozumiałe. Nigdy nie lubiliśmy się rozstawać i oboje wiedzieliśmy, że nasz syn zawsze żartował sobie z naszej choroby zwanej oczekiwaniem na powrót któregoś z nas.

Rozśmieszało go nasze poczucie, że coś tracimy, gdy nie jesteśmy razem. Żartował, że jesteśmy jak dwie papużki nierozłączki.

Jednak tym razem i jemu udzielała się moja niecierpliwość. Może dlatego, że razem z nim przyjechała jego przyszła żona i nie mógł doczekać się chwili, gdy zawiadomi cię o ślubie, który już mają zaplanowany, oraz o dziecku, którego spodziewają się za kilka miesięcy?

 

Za kilkanaście godzin znów mieliśmy być razem i myśląc o tym cieszyłam się jak małe dziecko, które czeka na niespodziankę.

Wyobrażałam sobie twój uśmiech, gdy zobaczysz na lotnisku Łukasza i jego przyszłą żonę, oraz naszą radość, gdy zasiądziemy wszyscy razem w ogrodzie. Jakże było mi trudno w trakcie naszych ostatnich telefonicznych rozmów z tobą nie powiedzieć ci o niespodziance, która na ciebie czeka, lecz robiłam to na prośbę naszego syna.

Byłam również zła, że nie mogę razem z nimi jechać po ciebie na lotnisko. Ze względu na niespodziewaną sytuacje jaka powstała na oddziale nie mogłam jak wcześniej miałam zaplanowane urwać się, by być na lotnisku. Czekałam więc niecierpliwie w domu i byłam zła na siebie, za zaistniałą sytuację.

A ogród wyglądał przepięknie. Drzewa i pergola zostały udekorowane mnóstwem kolorowych balonów oraz lampionów, które miały zostać zapalone przy wieczornym posiłku.

Łukasz i Natalia prawie przez cały dzień krzątali się w kuchni, by przygotować twoje ulubione smakołyki. Gdybyś widział ich radość, gdy to wszystko przygotowywali?

Patrzyłam na bajecznie kolorowy stół oraz jak na gałęziach drzew podskakują pozawieszane kolorowe baloniki ze śmiesznymi rysunkami i napisami i cieszyłam się na myśl o twojej radości.

Czas potwornie się ciągnął i zaczynałam coraz bardziej się niecierpliwić. Najpierw pomyślałam, że to zapewne wina korków, później, że może pojawił się jakiś problem na lotnisku, lecz gdy zaczęło się już to wszystko już zbyt mocno przeciągać, moja niecierpliwość zaczęła zamieniać się w strach.

Niestety nie miałam żadnego przeczucia, że czeka mnie olbrzymia tragedia. Nic! Kompletnie nic mi nie mówiło, że może wydarzyć się coś, co potwornie zaboli i zburzy porządek wszystkiego.

Istnieje przekonanie, że trzy szóstki, to zły omen, jednak jak się okazuje są to totalne bzdury. Przecież każdy moment i każda data może być morzem tragedii lub radości. Każde pasmo cyfr może być początkiem lub końcem czegoś.

Dla mnie nie trzy szóstki, a właśnie trzy dziewiątki ułożyły pasmo mojej tragedii i totalnie zmieniły moje życie. Od tego feralnego dnia złożonego z fatalnych dla mnie cyfr rozpoczął się nowy etap mojego życia, życia w którym poznałam siebie jeszcze bardziej, oraz czas w którym potwornie się zagubiłam i na nowo odnalazłam.

Czekałam na was i moja radość oczekiwania z każdą minutą zmieniała się coraz bardziej w zaniepokojenie, by później zmienić się w lawinę rozpaczy. Parę minut po godzinie 21-pierwszej cały mój świat runął i rozsypał się jak domek z kart.

Pustka wokół i potworna bezsilność, to pierwsze odczucia, które szarpnęły mną po wiadomości o waszej śmierci. Tak bardzo proste i krótkie zdanie,a ja po jego wysłuchaniu nie umiałam zebrać myśli. Stałam przy telefonie i miałam wrażenie, że wszystko wokół mnie jest gdzieś daleko, a głos w słuchawce telefonu oddalał się i nasilał jakby dochodził z głębokiej studni. Przez moment wykonywałam jakieś ruchy, chodziłam w kółko i kołysałam się bezwiednie. To potworna pomyłka, pomyłka- mówiłam do siebie. -To nie może być prawda, to nie może być prawda!-powtarzałam sobie stojąc i kołysząc się coraz bardziej. Nie umiałam zebrać myśli. Chodziłam po przedpokoju w tą i z powrotem. Nie do opisania uczucie mętliku myśli, ścisk w żołądku i brak powietrza, nicość.

Nie potrafię wyrazić słowami tego, co się ze mną działo, oraz nie potrafię opisać wrażenia które poczułam.

Nagle przede mną pojawiła się potwornie głęboka czarna dziura i czułam jakbym zapadała się w tą gęstą pustkę pełną lęków i bólu. Nie do określenia i umiejscowienia ból przepełniał mnie i pulsował w każdym atomie mojego ciała. Czułam jak coraz bardziej narasta we mnie lęk. Byłam jednym wielkim krzykiem rozpaczy i bezsilności.

Jedna minuta, jedna malutka minuta zmieniła w moim życiu wszystko i zabrała mi wszystko co posiadałam.

I pomimo, że było to osiem lat temu, to pamiętam jakby, to było wczoraj. Pamiętam i czuję ten potworny chłód kostnicy, moją rozpacz i marmurowe twarze rodziców Natalii oraz te drobiazgowe, męczące i potwornie denerwujące pytania. Mnóstwo pytań,spojrzeń i wszystko tak bardzo dalekie i obce.

Wiem także, że choć było to irracjonalne,to stojąc obok waszych ciał ,w każdej mijającej sekundzie wciąż wyczekiwałam z cichą nadzieją na moment, że może jeszcze ktoś zaordynuje jakieś dodatkowe badania i że może nagle wszystko się odmieni.

Chciałam wyć z rozpaczy i niewypowiedzianej boleści, że nie mogę nic, a nic zrobić. Bezsilność dobijała i przygniatała mnie z potwornym naporem. Nie mogłam nic ,a nic zrobić. Niemoc dusi i paraliżuje. Pamiętam, że nie mogłam ustać w miejscu, nie mogąc powstrzymać szlochania i łez, które same strumieniem spływały mi po twarzy. Chodziłam tam i z powrotem, tłukłam się po tej małej przestrzeni w której wszyscy byliśmy jak ryby w sieci.

Patrzyłam na was i dotykałam was, boleśnie przekonując się, że wasza śmierć to prawda, pomimo, że jeszcze czułam wasze ciepło.

To był ostatni nasz wspólny czas,pomimo, że potwornie miażdżący i smutny,ale wspólny.

Pokoik w którym wszyscy się znajdowaliśmy był ostatnim miejscem, gdy was dotykałam i to właśnie w nim coraz bardziej docierało do mnie, że to koniec, że nie mogę nic, a nic zrobić. Serce pękało mi z bólu, rozpaczy i bezsilności. Patrząc na was czułam jak coś we mnie umiera i jak ogarnia mnie coraz ciemniejsza i coraz bardziej głębsza pustka. Sińce i niedomyta krew na twojej twarzy i dłoniach Łukasza, oraz Natalia leżąca obok was przykryta do połowy białym prześcieradłem wyglądala jakby spała ,-to ten obraz wciąż mam w pamięci.

Jeszcze dziś słyszę płacz jej rodziców i jeszcze dziś widzę wyraz twarzy i oczy jej ojca w których odczytywałam ciche i nieme oskarżenie.Staliśmy tak obok waszych ciał do momentu aż nas wyproszono.

Miałam wrażenie, że moje serce nie wytrzyma tego ciśnienia, które we mnie rosło. Co rusz na przemian mój oddech przyspieszał, to znów zwalniał i wtedy wszystko traciło ostrość. Stałam oparta o parapet olbrzymiego okna i czułam jak z każdą chwila jestem coraz niżej. Zostałabym pewnie w tej pozycji na kolanach z ukrytą zapłakaną twarzą w swoich dłoniach zapewne jeszcze długo, gdyby nie jedna z pielęgniarek, która się mną zajęła. Gdy zaczęłam znów wszystko kontrolować zauważyłam, że pojawiło się mnóstwo obcych osób, padało mnóstwo słów i pytań, a do wszystkiego dokładała się i dobijała mnie ta potworna, bezwzględna i wszechobecna biurokracja.

Twoi rodzice coś do nie mnie mówili, lecz nic nie słyszałam, miałam wrażanie ,że łomot mojego serca zagłusza wszystko wokół .

Głosy osób, które do mnie mówiły dochodziły jakby z za ściany. Nie umiałam rozróżnić padających słów. Nic nie rozumiałam. Pamiętam oczy twojej matki, czerwone od płaczu i jej usta, które bezustannie wypowiadały twoje imię. Z każdą mijającą minutą uświadomiłam sobie, że już was nie ma, że zostałam sama, zupełnie sama. Że to wszystko, co się dzieje, to potworna i brutalna prawda.

Patrzyłam jak twoi rodzice i rodzice Natalii odchodzili długim korytarzem, a ja nadal stałam w tym samym miejscu nie wiedząc, co robić, dokąd pójść. Pielęgniarka pomogła mi dojść do siedziska i zaproponowała, że wezwie taksówkę. Pamiętam, że zadzwoniłam do Basi mojej siostry i czekałam na jej przyjazd.

.cdn

Następne częściMAJ I LOSU ZAWIROWANIA / 2

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania