MAJ I LOSU ZAWIROWANIA / 2
Jak tylko sięgnę pamięcią zawsze byłeś ze mną, a tu nagle ta potworna pustka bez ciebie. Odruchowo czekałam na uścisk twojej dłoni, na twoje przytulenie, jednak, to było tylko moje niespełnione pragnienie. Chciałam byś był obok mnie i bym mogła tak jak zawsze wtulić się w twoje ramiona, by schować się przed tym wszystkim, co się dzieje. Zawsze w ciężkich chwilach byłeś przy mnie.
A teraz ?
Rzeczywistość porażała swoim okrucieństwem i uświadamiała każdą mijającą chwilą o nieodwracalności tego co się stało. Wiedziałam, że nie wstaniesz, nie przytulisz mnie jak to zawsze robiłeś i że niestety nie obejmiesz delikatnie swoją dłonią mojej twarzy i nie przytulisz jej do swojego serca.
Twoje serce. Pamiętasz co mówiłeś o swoim sercu?
Zawsze mówiłeś, że oddałbyś je za wieczność przy mnie. Teraz ja bym oddała swoje byście mogli żyć. Tylko ty wiesz jak lubiłam leżąc przytulona do ciebie, słuchać odgłosów jego uderzeń. A teraz? Co teraz zrobię bez ciebie, bez twojego serca, bez Łukasza?
Mój kochany synek, nasze jedyne dziecko odeszło razem z tobą.
Radość, która udzielała nam się w ostatnie dni, gdy poznałam osobiście Natalię została zastąpiona rozpaczą. Mój nienarodzony wnuczek i wszystko, co miała przynieść przyszłość zostało zastąpione niewyobrażalną pustką i palącą raną. Czas zatrzymał się w miejscu i nic dosłownie nic nie miało znaczenia. Jeszcze dziś, po tylu latach, gdy wspominam nasze wspólne chwile, czuję za plecami twój oddech i twoje gorące pocałunki.
Jeszcze dzisiaj, łapię się na tym, że nieraz gdy odchylam do tyłu głowę mam nadzieję, że poczuję twoje ramię i twoje ciepło.
Nadzieja! Nadzieja jest przereklamowana. Nie miałam wtedy nawet nadziei. Przez jakiegoś młokosa bez wyobraźni, z tą jedną minutą, która mi was zabrała odeszła także nadzieja.
Uczyłeś mnie bym nie zatapiała się w smutku. Zawsze uważałeś, że życie jest za krótkie, by tonąć w rozpaczy i żywić do kogoś uraz. Wiesz , że nie za bardzo mi to wychodziło, Już taka jest ta moja nieznośna kobieca natura, że zawsze wszystko rozpamiętywałam i rozdzielałam włos na czworo.
Lecz ty zawsze umiałeś wyrwać mnie z moich czarnych, smutnych i ciężkich myśli. Wiem, że na pewno nie pozwoliłbyś mi na mocne rozpamiętywanie tego, co się stało i na pogrążaniu się w żalu. Jednak było mi wtedy tak potwornie źle, i nie chciałam, by było inaczej.
Jak nie rozpaczać po takiej stracie? Jak nie mieć żalu, gdy tracisz sens swojego życia? Jak można mówić o urokach życia i jego pięknie, gdy powala cię na kolana niewypowiedziany ból i strata. Nie jestem pewna jakbyś zareagował właśnie na taką sytuację. Czy i w takim przypadku umiałbyś znaleźć słowa pocieszenia?
W mojej głowie kołatało bez przerwy -Co mi po życiu bez ciebie i Łukasza? Pamiętasz jak mówiłeś, że postarasz się oszukać śmierć, bo nie chcesz beze mnie żyć ? Ja pamiętam. Lecz cóż z tego, że pamiętam? Nic nie wyszło z tego oszukania. Śmierć jest przebiegła, sprytniejsza, bezpardonowa, zmienna, podstępna i potrafi zaskoczyć w najbardziej nieoczekiwanym czasie i miejscu.
W moich wspomnieniach widzę siebie- w tamtym dniu jako kobietę pełną rozpaczy i bezsilności. Wiem na pewno, że nie umiałam się znaleźć w sytuacji, która mnie wtedy spotkała. Zresztą nie wiem czy ktokolwiek umie być przygotowany na taki cios.
Nic do mnie nie docierało i nie umiałam myśleć racjonalnie. Wtedy liczyło się tylko jedno- straciłam, to co najbardziej kochałam, co było całym moim życiem. Jednak teraz,po tym wszystkim co przeżyłam, już wiem na pewno, że nie znamy siebie do końca i że jeden moment naszego życia może wydobyć z naszego wnętrza osobę zupełnie inną niż tą którą jesteśmy i którą znamy. I jak się później okazało i ja nie znałam siebie dobrze, ale jeszcze wtedy o tym nie wiedziałam.
Trudno nam uwierzyć w to, że drzemie w nas inna istota, która inaczej niż my reaguje i inaczej spogląda na życie. Wydaje się nam ,że wiemy jacy jesteśmy, że znamy siebie na wylot. Lecz nagle, gdy dotyka nas coś niespotykanego, gdy przychodzi zmierzyć się nam z niebotycznym zadaniem odnajdujemy w sobie kogoś kto nas zaskakuje swoimi odruchami i reakcją.Jesteśmy niby tą samą osobą, a jakże inną.
Dzisiaj, gdy już jestem dobrych kilka lat od tamtych dni nadal nie mam pojęcia dlaczego właśnie miało stać się, to wszystko co przeżyłam.
Przecież, podobno wszystko, co się nam przyrafia dzieje się z jakiejś przyczyny. Życie przecież co rusz częstuje nas niespodziewanym, zaskakuje, paraliżuje, rzuca na kolana i unosi z powrotem w wir codzienności.
A my zmieniamy się poprzez to co przeżywamy.
Lecz czy zawsze zdajemy sobie z tego sprawę? Czy wiemy po co to wszystko?
19 maj 1999 r.
Stałam na szpitalnym korytarzu. Czułam, że jestem sama, bałam się i nie wiedziałam co robić. Pamiętam swoje myśli, które kołatały się po mojej głowie. Co mam teraz zrobić? Nie ma ciebie, i nie ma naszego syna, nie ma także naszego wnuka i Natalii. Jak mam teraz żyć?
Dotarło do mnie, że nic już nie będzie takie jak było i że właściwie, to nie ma już mojego życia. Co rusz w moich myślach do ciebie mówiłam. Mój monolog sprawiał, że bardziej czułam waszą obecność.
Było mi lżej, gdy moje myśli biegły ku tobie. Chwila waszej śmierci zniweczyła wszystkie moje pragnienia i plany. Czułam jak coraz bardziej zaczynała wypełniać mnie pustka.
Wiem! Wiem- Powiedziałbyś.
-”To nic dziecinko, że boli, -musi boleć i nic to, że jest ciężko, że są chwile zwątpienia i złości, pomimo tego wszystkiego, co się dzieje życie naprawdę jest cudowne.
Ból jest przeciwnością szczęścia i radości. Dzięki niemu doceniamy nasze zdrowie i radość życia. Co rusz powinniśmy sobie o tym przypominać. Nigdy nie powinniśmy zapominać o urokach jakie z sobą niesie każda przeżywana przez nas chwila”.
Pamiętam te słowa bo nimi mnie i Łukasza co jakiś czas karmiłeś, jakby przypominając o tym, co jest w życiu ważne. Łukasz zawsze żartował z twoich mądrości,choć oboje wiedzieliśmy, że na pewno w jego głowie zostaje, to zapisane.
Uwielbiałam twój głos i wciąż za nim tęsknię i chciałabym go usłyszeć Twoje słowa rozbrzmiewały w mojej głowie. Byłam pełna waszych głosów i śmiechu. Martwiłam się o to jak to wszystko zachować, by nie zapomnieć? Jak pielęgnować wspomnienia, by nie straciły koloru i zapachu chwile, które razem przeżyliśmy?. Tęsknota wciskała się w każdy atom mojego ciała.
Powiedziałbyś:
- dla wielu z nas potrzeba cierpienia, tragedii, bólu i łez by dojść do tego, że życie jest cudowne i powtarzać w swoich myślach te słowa jak mantrę. Wiem o tym, tyle razy to sobie powtarzaliśmy.
I co z tego, że o tym wiem? Lecz nie chciałam wcale się podnosić z tego mojego użalania się i rozpaczy. Chciałam zatopić się w tym za czym tęskniłam i co straciłam. Nasze wspólne zachwyty i radości już się nigdy nie powtórzą. Nigdy już nie będzie tak jak było .
Nigdy!! Wyraz NIGDY nabrał nagle dla mnie szczególnego znaczenia.
Nigdy już cię nie dotknę. Nigdy już cię nie przytulę. Nigdy już nie będę miała w objęciach naszego syna. Nigdy już nie będę słyszała jego głosu,śmiechu. Nigdy już nie bedę na niego marudzić i czekać na jego przyjazdy. Nigdy już nie spojrzysz na mnie tak jak patrzyłeś.
Litania-NIGDY stała się dla mnie modlitwą.
Ilekroć obudziłam się w nocy, lub gdy dziesiątki razy w ciągu dnia pomyślałam o was, rozpoczynała się w moich myślach ta przytłaczająca mnie i dobijająca litania .
Pozostały wspomnienia, zdjęcia, filmy z naszych wspólnych chwil. To wszystko co mi po was pozostało. Na całe szczęście czas zostawia w nas ślad nie do zatarcia.
Nasz umysł zostaje zapełniany przez wszystkie przeżywane przez nas lata wspomnieniami, które cały czas z nami żyją.
Jak dobrze, że nasza pamięć jest uparta. Może to być błogosławieństwem lub przekleństwem. Dla mnie było to wybawienie
Wspomnienia otaczają nas z każdej strony i nie dają spokoju, wypełniając nasz umysł obrazami, słowami, dźwiękami, bólem i miłością.
Gdy zanurzałam się w nie od nowa odczuwałam i przeżywałam, to co już jest przeszłością. Jednak po chwili powracała rzeczywistość i znów ból i znów litania nigdy.
Jak mam bez was żyć? Nienasycenie brakiem wszystkiego, co odeszło z wami wywoływało i wciąż wywołuje ciągły chłód i głód. Przenikało mnie przygnębienie, byłam wielkim pragnieniem za wami.
Czułam jak wokół mnie robiło się coraz bardziej nieswojo. Pomału umierałam z pragnienia,chłodu i ciemności. Czułam jak ta cisza i pustka coraz bardziej boli jak z każdym dniem coraz bardziej narasta.
Niewypowiedziane poczucie bezsilności wypełniało mnie i sprawiało, że rosła we mnie złość. Byłam zła na ciebie za to, że zostałam sama.
Zostawiłeś mnie samą w tym wielkim domu i z tyloma naszymi planami.
Nasz wielki dom stał się dla mnie zimny i pusty. Było w nim tak chłodno i cicho. Przecież radość przeżywania świata, to przeżywanie go we dwoje. Nawet najpiękniejszy krajobraz, najwspanialsze obrazy jakie nam się jawią przed oczami, a którymi nie można podzielić się z kimś bliskim i kochanym jest uboższy o jego nieobecność.
Nie pamiętam pogrzebu. Siostra,która przyjechała po moim telefonie do szpitala pomogła mi w przygotowaniu ceremonii razem z teściami. Lecz i tak minął gdzieś poza mną i poza mną mijały kolejne dni i noce. Pamiętam jak z każdym dniem czułam, że słabnę i znikam w pustce, ciszy, tęsknocie, żalu i wspomnieniach. Nie chciałam porządkować rzeczy po was.
Pamiętam jak wyrzuciłam z domu moją siostrę, która usilnie chciała zmobilizować mnie do opróżniania szaf i nakłonić bym przeniosła się na jakiś czas do niej.
Byłam na nią zła, że mnie nie rozumie i że jest w tym momencie potworną realistką. Nie chciałam, by ktokolwiek dotykał waszych rzeczy, bałam się, że ich brak całkowicie mnie zanurzy w bezsilności i obojętności, że się całkowicie zagubię w tym, co się wokół mnie dzieje.
Czułam jak z każdą mijającą minutą i godziną pogrążam się w totalnym marazmie i jak coraz bardziej staję się zagubiona i sama. lecz nic, a nic nie chciałam robić, by ten stan się zmienił. Nie wiem czy było mi dobrze w tym zadręczaniu siebie bólem związanym z wasza stratą. Czy była to bezsilność? Wszystko, co dotychczas działo się w moim życiu odeszło. Nagle ogromnie zubożałam o to wszystko, czym mnie wypełnialiście.
Puste pokoje pełne mebli. Niby te same, a jednak nie te same. Przecież byliście tutaj, a potem nagle nastąpiła pustka.Nagle uporczywie was nie ma. Nasz wielki dom i ogród stał się dla mnie zimny i pusty.
cdn.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania