Poprzednie częściMAJ I LOSU ZAWIROWANIA (1)

Maj i losu zawirowania /3

Ogród ! Pamiętasz jak cieszyliśmy się każdym kwitnącym krzewem, drzewem i jak Łukasz stawiał w nim pierwsze kroki i jak później w nim biegał? Tyle chwil, tyle wspólnych chwil, a teraz reszta życia bez was?

Pamiętasz nasze zimowe zabawy, prace w ogrodzie, kąpiele w basenie?

Pamiętasz jak uczyłeś Łukasza pływać i nasze kąpiele w blasku księżyca? Pamiętasz? Nasze zmagania z nieznośnym trawnikiem, pierwsze sadzonki, radość z pierwszych kwiatów.

To wszystko, to już tylko moje wspomnienia. Co mam teraz zrobić z naszym trawnikiem i drzewami?

Rozregulowały się moje godziny, dni i noce. Zaczęłam się spóźniać do pracy, w której wszyscy zaczęli traktować mnie jak wariatkę (o czym dowiedziałam się dużo ,dużo, później). Zapewne dlatego, że zaczęłam nosić twoje koszule i swetry. Któregoś dnia pogubiłam się z porami dnia i nocy i stwierdziłam, że wszystko, co się dzieje wokół mnie jest bez sensu i przestałam chodzić do pracy.

Oglądałam zdjęcia i filmy z wami i zanurzałam się we wspomnieniach.

Żyłam wspomnieniami i z każdą mijającą minutą wszystko zlewało się coraz bardziej.

Nie pamiętam co jadłam i co piłam, nie pamiętam mijających godzin i dni.

Zapewne brak kontaktu ze mną zmobilizował moją siostrę do wkroczenia w tą moją zupełnie inną codzienność. Znaleziono mnie, jak się później dowiedziałam prawie nieprzytomną ,w naszym łóżku, gdzie leżałam w stercie waszych rzeczy i zdjęć.

Nawet nie wiem jak znalazłam się na oddziale wewnętrznym ze względu na moje odwodnienie i niedożywienie. Po kilku dniach trafiłam do kliniki psychiatrycznej wyszukanej przez mojego szefa.

Nie pamiętam jak mijały miesiące mojej tam obecności. Przez prawie rok nie wykazywałam jakichkolwiek chęci do współpracy. Milczałam i nie reagowałam na żadne rozmowy i odwiedziny. Brak we mnie tej tak zbawiennej chęci do życia niweczył wszelkie starania lekarzy, którzy się mną opiekowali.

Nie obchodziły mnie w momencie mojego wewnętrznego rozdarcia fachowe nazewnictwo mojego stanu i prośby bym podeszła do tego profesjonalnie. Gdzieś zgubiła się we mnie wiedza na temat izolacji, odosobnienia i emocjonalnego rozchwiania. Miałam w nosie, to wszystko, co mogło mi pomóc. Było mi dobrze w tym stanie, w którym się znalazłam. Chciałam zniknąć i prawie mi się to udawało. Połykałam pigułki i spałam.

Przez prawie rok byłam jak olbrzymi kaktus, który bronił dostępu do swojego wnętrza. Długo, bardzo długo trwało nim zaczęłam wracać do normalności. Nie chciałam z nikim rozmawiać, a więc zaczęłam spisywać swoje myśli. Trochę trwało nim zabrałam się do skreślenia pierwszych zdań ,lecz w końcu przyszedł moment, że zaczęłam pisać

 

Nigdy bym nie przypuszczała, że będę pisać pamiętnik, a właściwie list do ciebie. Nawet, gdy byłam dzieckiem nie miałam ochoty na pamiętnikowe zwierzenia. Koleżanki chwaliły się swoimi pamiętnikami, lecz mnie nigdy do tego nie ciągnęło. Nie robiłam też tego jako nastolatka, bo nie sprawiało mi to przyjemności, a teraz, to moje codzienne pisanie stało się dla mnie wybawieniem. Niezbyt stylistycznie układane wyrazy tworzące zdania były przelaniem na papier potoku moich myśli . Stały się te moje wynurzenia jakby pomostem pomiędzy dwoma światami.

Rozpoczął się mój monolog do Ciebie i naszego syna

Rozmawiałam z tobą, a ty mogłeś zaglądając mi przez ramie czytać w moich myślach. Nigdy nie byłam dobra w opisywaniu tego, co czuję, a teraz spisuje to, co mi gra w duszy, co mnie boli, za czym tęsknię i czego pragnę. Mój list do ciebie jest chyba najdłuższym listem na świecie i choć wiedziałam, że nigdy go nie przeczytasz, to zawzięcie pisałam i pisałam.

cdn.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Grain godzinę temu
    biorę to.
    porównanie do kaktusa - jakże trafne,
  • Maroszek godzinę temu
    Doceniam.
  • Beloniusz godzinę temu
    Interesujące i dobrze napisane. Czekam na ciąg dalszy.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania