Poprzednie częściMAJ I LOSU ZAWIROWANIA (1)

MAJ I LOSU ZAWIROWANIA /5

Wyszłam z kliniki w połowie listopada. Dobiegał końca 2000 rok. Minęło ponad półtora roku bez was i według wszelkich znaków na niebie i ziemi uznano, że mogę już normalnie funkcjonować. Jednak spokój jaki starałam się w sobie stworzyć nie był jeszcze tym, który odczuwałam gdy byliśmy wszyscy razem.

-Cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość - powtarzałam sobie,gdy zaczynałam odczuwać niepokój.

-Wszystko będzie dobrze. Dasz radę.- mówiłam sobie z nadzieją, że będzie coraz lepiej.

Któregoś dnia, przestraszyła mnie myśl, że znów zapragnęłam odczuwać codzienność,to wszystko co nas otacza. Poczułam wyrzuty sumienia, że chcę żyć. Ta myśl wręcz wywołała we mnie poczucie winy i wstydu. Miałam wyrzuty sumienia, że was nie ma, a ja chcę przeżywać radości życia? Było mi z tym źle. Jednak z każdym dniem coraz bardziej byłam pewna mojego pragnienia.

Wprawdzie wbrew sobie, lecz na pewno ku radości mojej siostry zamieszkałam u niej. Po nowym roku zgodnie z planem miałam pojawić się u teściów. W dniu,w którym Basia, moja siostra przyszła do mnie do kliniki i zaproponowała, bym u nich zamieszkała, to zdałam sobie sprawę, że od wielu,wielu lat nie widziałam jej tak radosnej i podekscytowanej.Już miała zaplanowane prawie wszystko. Recytowała prawie jak wiersz tego, co zaplanowała i co będziemy robiły od Świąt Bożego Narodzenia do Sylwestra.

Cieszyła się jak małe dziecko . I właśnie wtedy,gdy tak na nią patrzyłam dotarło do mnie, że widzę przed sobą inną Basię, taką jaką była dawniej.

Nagle jakby odżyła moja siostra z dzieciństwa, wciąż szczebiocząca i wesoła. Zgodziłam się, bo nie miałam siły jej odmówić. Wiedziałam także, że będzie, to dla niej swojego rodzaju oderwanie od rzeczywistości,od zgryźliwości jej męża ,oraz pewnego rodzaju swoboda postępowania.Zdawałam sobie sprawę również z tego, że będę u nich bite 24 godziny na dobę, a więc będę być może, miała możliwość być świadkiem humorów jej męża. Być może ! Bo znając jego przebiegłość, to zrobi wszystko,by pokazać mi jaki, to z niego wspaniały ojciec i mąż. Zdawałam sobie także sprawę z tego ile zachodu i starań musiała włożyć,by wymóc na nim zgodę na realizacje tego pomysłu.

Rok 2001-wszy rozpoczęłam w rodzinnym gronie mojej siostry i jej znajomych.Tak dawno nie spędziłyśmy tyle czasu razem, że mój pobyt u nich był na pewno szczególny nie tylko dla mnie. Zawsze byłyśmy blisko, a jej dwójka dzieci często u nas gościła. Nasze kontakty uległy jednak lekkiemu rozluźnieniu,gdy Łukasz wyjechał na studia do Holandii. Z rozrzewnieniem wspominam czas,gdy nasz dom tętnił gwarem ich zabaw oraz kłótni.

Jestem jednak im bardzo wdzięczna za to, że byli dla mnie normalni . Obawiałam się litości z ich strony, lecz na całe szczęście od nikogo jej nie odczułam. Największe moje obawy dotyczyły męża Barbary, Romana, który mnie nie znosił i wzajemnie.Jednak ku mojemu zdziwieniu i z jego strony nie odczułam żadnych grymasów i niezadowolenia.

Wyczuwałam jednak, że bali się wspomnień związanych z wami. Próbowałam kilka razy delikatnie wtrącić zdanie o was, lecz nikt nie podejmował tematu.

Na cmentarz Basia wybrała się ze mną kilka razy i nawet wtedy raczej milczała. W rozmowie z nią dowiedziałam się, że tak zdecydowali. Szanowałam więc ich podjętą decyzję, lecz brakowało mi w wielu momentach wspomnień o was.Mój szwagier zorganizował wyjazd w góry i wspólnie spędziliśmy ten czas w miłej atmosferze.

 

Minął czas mojej obecności u nich i mimo małych zgrzytów cały pobyt wspominam bardzo mile. Nie byłam też świadkiem jakichkolwiek wybuchów zazdrości, czy despotyzmu ze strony Romana, których mówiąc prawdę się spodziewałam. Byłam przekonana, że mój kilkumiesięczny u nich pobyt będzie zbyt długi, by umiał się kamuflować. Okazało się jednak, że jest bardziej wyrachowany niż myślałam.Wychodziłam jednak z założenia, że chociaż przez ten czas, gdy u nich byłam, moja siostra miała spokój i była jakby pod ochronnym parasolem.

Cieszyłam się, że choć przez okres mojej u nich gościny Baśka odetchnęła i mogła pooddychać pełną piersią. Chodziłyśmy po sklepach, do kina i co rusz coś pichciłyśmy. Nadarzyła się także okazja ku temu, by moja siostra pochwaliła się przede mną swoimi małymi sukcesami w zakresie malarstwa. Od dobrych kilku miesięcy wykonuje ręcznie malowane kartki okolicznościowe. Zadecydował o tym przypadek. Właśnie w ich zakładzie zamówił usługę, jak się później okazało, właściciel kilku sklepów z pamiątkami i z nim, to doszło do zawarcia umowy na Basine produkcje. Zainteresowały go obrazy wiszące na ścianach zakładu, oraz kilka kartek okolicznościowych, które leżały na stole. Gdy okazało się, że wszystko jest dziełem mojej siostry, od słowa do słowa doszło do podpisania umowy na cudeńka, które teraz Basia wykonuje. Wprawdzie, to namiastka tego, co chciała robić, ale sprawia jej to dużo radości, a ponad to ma wreszcie jakieś swoje pieniądze.

Pochwaliła się przede mną swoim dorobkiem pokazując mi dość gruby katalog swoich dzieł. Oglądałam go pełna podziwu i widziałam w jej oczach dumę z zaprojektowanych przez siebie zaproszeń ślubnych, kolorowych winietek i innych okolicznościowych kartek. Najbardziej jednak była dumna ze swoich miniaturowych grafik. Ucieszyłam się, że wreszcie, po tylu latach i dla niej, rozpoczął się nowy rozdział życia.

 

cdn.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania